Wjechał w przystanek, ranił dwoje dzieci i uciekł. Kierowca aresztowany

TVN24

Aktualizacja:
Kierowca został aresztowany na trzy miesiąceM. Cepin | TVN24 Wrocław
wideo 2/6

Na trzy miesiące został aresztowany kierowca, który we Wrocławiu wjechał w przystanek, zranił dwoje dzieci i uciekł z miejsca zdarzenia. Mężczyzna po zatrzymaniu przez policję miał niemal 2,5 promila alkoholu w organizmie. Jednak na razie zarzutu o jazdę pod wpływem alkoholu nie usłyszał.

Sąd zdecydował że 37-letni Sławomir P. najbliższe trzy miesiące spędzi w areszcie. - Sąd podzielił argumenty prokuratury, czyli obawę ucieczki i ukrywania się - przekazała po wyjściu z posiedzenia aresztowego Alicja Żelichowska-Szymkowiak z Prokuratury Rejonowej dla Wrocławia Krzyki-Zachód. I dodała, że po przeprowadzeniu postępowania zapadnie decyzja, czy zarzuty postawiono mężczyźnie zostaną zmienione, czy nie.

Wjechał w przystanek i uciekł

W sobotnie popołudnie 37-letni mieszkaniec Wrocławia wjechał w przystanek na ulicy Zaporoskiej. Ranił dwoje kilkuletnich dzieci i odjechał. Samochód porzucił kilka ulic dalej. Cztery godziny później był już w rękach policjantów. Miał wówczas niemal 2,5 promila alkoholu w organizmie.

Jak informowała policja, mężczyzna już wcześniej miał na swoim koncie przypadki jazdy po alkoholu. Miał też zasądzone zakazy prowadzenia pojazdów.

Bez zarzutu o jazdę pod wpływem alkoholu

Kierowca musiał wytrzeźwieć przed przesłuchaniem. W poniedziałek został doprowadzony do prokuratury. Tu usłyszał zarzut narażenia na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu osób stojących na przystanku oraz prowadzenia pojazdu mechanicznego po cofnięciu uprawnień.

Dlaczego nie usłyszał zarzutu jazdy po alkoholu? - Ponieważ został zatrzymany kilka godzin po zdarzeniu i przekonuje, że alkohol pił dopiero potem - mówi Justyna Pilarczyk z Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu. Dlatego śledczy zlecą biegłym badanie, które ma wykazać, czy mężczyzna mógł pić przed tym, jak wjechał w przystanek.

Mężczyźnie - na tym etapie - nie postawiono też zarzutu ucieczki z miejsca wypadku. Wszystko dlatego, że obrażenia poszkodowanych nie były na tyle poważne, żeby zdarzenie zakwalifikować jako wypadek, a jedynie jako kolizję drogową.

Sławomir P. przyznał się do zarzucanych mu czynów. - Jednak kategorycznie zaprzeczył, żeby w momencie zdarzenia znajdował się pod wpływem alkoholu - informuje Pilarczyk.

Do zdarzenia doszło na wysokości ronda Żołnierzy Wyklętych, na ulicy Zaporoskiej we Wrocławiu:

Mapa Targeo

Autor: tam/ks / Źródło: TVN24 Wrocław