We wtorek Sąd Apelacyjny we Wrocławiu oddalił zażalenie prokuratury i zezwolił na przedterminowe zwolnienie z więzienia Jarosława Sosnowskiego (mężczyzna wyraził zgodę na publikację wizerunku oraz pełnego imienia i nazwiska - dop. red.).
- Jarek został przed chwileczką zwolniony przez sąd apelacyjny (...) Jarek jest wolny od dzisiaj. Ale to nie koniec walki. Prawdziwa walka zaczyna się dopiero teraz - walka o jego niewinność - mówi w nagraniu senator Grzegorz Fedorowicz, który poinformował o jego zwolnieniu.
Jak przekazał Adam Jasinski, pełnomocnik Sosnowskiego, wniosek o warunkowe przedterminowe zwolnienie z odbywania dalszej części kary złożył dyrektor Zakładu Karnego w Strzelinie i 8 kwietnia przychylił się do niego Sąd Okręgowy we Wrocławiu.
Prokuratura złożyła zażalenie na tę decyzję, którą we wtorek oddalił Sąd Apelacyjny we Wrocławiu. Jednocześnie sąd nałożył na Sosnowskiego 10-letni nadzór kuratorski.
- Administracja zakładu uznała, że proces resocjalizacji przebiegł prawidłowo, że nie ma już dłużej sensu pana Jarosława izolować. Ten argument podzielił sąd - powiedział mecenas Jasinski. Działanie administracji zakładu ocenił jako "nietypowe". Jak stwierdził, rzadko zdarza się, by w sprawach skazanych za zabójstwa władze penitencjarne występowały z takimi wnioskami.
"Teraz zajmę się domem, rodziną, tatą"
Sosnowski opuścił już zakład karny. - Jestem bardzo szczęśliwy. To jest najważniejsze. Teraz zajmę się domem, rodziną, tatą - powiedział o swoich pierwszych wrażeniach na wolności.
Mec. Jasinski dodał, że priorytetem będzie znalezienie dla mężczyzny mieszkania i pracy. Sosnowski ma również zostać otoczony opieką psychologa.
Jak przekazał Jasinski, Sosnowski w więzieniu spędził 21 lat i sześć miesięcy. Na wolność wyszedł ponad trzy lata przed odbyciem pełnej kary.
Ciało koło dyskoteki
Sosnowski w 2006 r. został skazany na 25 lat więzienia za doprowadzenie do śmierci kobiety poprzez usiłowanie gwałtu na Małgorzacie W. Ciało kobiety znaleziono w listopadzie 2004 r. w lesie obok dyskoteki w Lądku (woj. wielkopolskie). Zatrzymany wówczas 21-letni Sosnowski początkowo przyznał się do zabójstwa. Podczas procesu wyjaśniał, że przyznanie się wymuszone zostało na nim przez policjantów. Zarówno Sąd Okręgowy w Koninie, jak i Sąd Apelacyjny w Poznaniu nie dały wiary tej wersji wydarzeń.
Sprawę skazania Sosnowskiego po raz pierwszy w 2020 r. nagłośnili dziennikarze "Kuriera Słupeckiego" oraz TVP. Jak relacjonowały media, do obu redakcji miały dzwonić osoby grożące dziennikarzom i ostrzegające ich przed zajmowaniem się tym tematem.
Prawnicy mężczyzny próbowali wtedy doprowadzić do ponownego procesu, przedstawiając m.in. potwierdzone notarialnie oświadczenia czterech nowych świadków. Miały one - ich zdaniem - rzucać "nowe światło na tę sprawę". Śledztwo wznowiła Prokuratura Okręgowa w Poznaniu, nie doprowadziło ono jednak do wznowienia procesu.
Półtora roku temu rodzina skazanego skontaktowała się z senatorem Grzegorzem Fedorowiczem, byłym zastępcą generalnym Służby Więziennej. - Ta sprawa nie daje mi spać, normalnie funkcjonować - mówił w listopadzie ubiegłego roku Fedorowicz.
Senator jest przekonany o niewinności mężczyzny. Jak przyznał, początkowo podszedł do sprawy z rezerwą, ale zmienił zdanie po zapoznaniu się z kopią akt i rozmowach ze skazanym. Zdaniem senatora nie ma ani jednego dowodu kryminalistycznego wskazującego na winę Sosnowskiego. Fedorowicz przekazał, że mężczyzna w tamtym czasie miał 21 lat, "infantylną osobowość" i wywodził się z biednej rodziny. W trakcie procesu bronił go adwokat z urzędu, który - jak stwierdził Fedorowicz - "kompletnie w tej sprawie nic nie robił".
Po interwencji Fedorowicza tematem zajął się zespół prawa karnego Rzecznika Praw Obywatelskich, czego finałem była złożona w ubiegłym roku kasacja do Sądu Najwyższego. "Okoliczności tej sprawy i skazania mężczyzny, który od 21 lat przebywa w zakładzie karnym, budziły wiele wątpliwości, przez co niektórzy porównują ją do sprawy niesłusznego skazania Tomasza Komendy" - ocenił RPO w komunikacie w listopadzie ubiegłego roku.
Jak wskazał RPO, przyznanie się mężczyzny do zarzucanych mu czynów było kluczowym dowodem dla sądów obu instancji. Stało się tak mimo tego, że Sosnowski podczas pierwszego procesu wskazywał, że wyjaśnienia złożone w toku postępowania przygotowawczego zostały na nim wymuszone przez funkcjonariuszy policji. Mężczyzna twierdził ponadto, że policjanci manipulowali nagraniami z jego przesłuchania.
RPO podał w wątpliwość wartość dowodową okazania przeprowadzonego z udziałem świadka - osoby obsługującej szatnię w dyskotece. Zeznania tej osoby - zdaniem RPO - są rozbieżne z zabezpieczonymi dowodami i zeznaniami innych świadków. Zaznaczył również, że konkluzje z opinii z zakresu badań biologicznych i daktyloskopijnych "niejako wykluczają udział oskarżonego w zdarzeniu", a sąd pierwszej instancji nie podjął żadnych działań zmierzających do ustalenia, do kogo należał zabezpieczony na bieliźnie kobiety włos. Z badań biologicznych wynika - jak poinformował rzecznik - że nie pochodził on ani od ofiary, ani od oskarżonego.
Kasacja została zarejestrowana w Sądzie Najwyższym. - To jest ta płaszczyzna, na której będziemy udowadniali niewinność pana Jarosława - mówi Adam Jasinski, pełnomocnik Jarosława Sosnowskiego.
Pierwszy termin wyznaczony był na marzec, ale do posiedzenia nie doszło, ponieważ prawnicy Sosnowskiego wnieśli o wyłączenie części sędziów orzekających już we wcześniejszych procesach Sosnowskiego z aktualnego postępowania.