Śmierć Magdaleny Żuk. Śledztwo przedłużone. "Prokuratorzy czekają na tłumaczenie"

TVN24

Magdalena Żuk zmarła w Egipcie. Śledczy wyjaśniają co się stało (wideo archiwalne)TVN24 Wrocław
wideo 2/36

Ponad dwa lata po śmierci polskiej turystki w Egipcie prokuratorzy wciąż nie wyjaśnili, jak zginęła kobieta. Śledztwo w tej sprawie przedłużono do końca roku. Prokuratorzy wciąż czekają między innymi na przetłumaczenie przekazanych im materiałów. Postępowanie w sprawie śmierci Magdaleny Żuk miało zakończyć się do końca czerwca.

- Przychyliliśmy się do wniosku prowadzącej to postępowanie Prokuratury Okręgowej w Jeleniej Górze, która czeka na tłumaczenie materiałów dowodowych przekazanych przez egipską prokuraturę i tamtejsze organy prowadzące dochodzenie w tej sprawie - poinformowała Katarzyna Bylicka z Prokuratury Regionalnej we Wrocławiu.

Postępowanie przedłużone

Śledztwo, które miało zakończyć się 30 czerwca zostało przedłużone do końca roku. - Prokurator musi też jeszcze mieć czas na zweryfikowanie przekazanych materiałów - podkreśliła prokurator.

Materiały z Egiptu trafiły do polskich śledczych dopiero w maju 2019 roku, a więc ponad dwa lata po śmierci kobiety.

To miały być wymarzone wakacje

Wiosną 2017 roku 27-letnia Magdalena Żuk zaplanowała wakacje dla siebie i swojego partnera. Wyjazd do Egiptu utrzymywała w tajemnicy przed mężczyzną. O wszystkim powiedziała mu dopiero 25 kwietnia, w dniu planowanego wylotu. Okazało się jednak, że ukochany nie może polecieć. Wszystko przez dobiegającą końca ważność paszportu (za sześć miesięcy dokument tracił ważność, a to nie pozwalało na wjazd na teren Arabskiej Republiki Egiptu). 27-latka poleciała sama.

Po kilku dniach, 30 kwietnia 2017 roku, po odbiegającym od normy zachowaniu kobiety i próbie wcześniejszego powrotu do Polski, Żuk trafiła do szpitala. Później, według relacji personelu placówki, turystka wyskoczyła przez okno.

- Kiedy udało się jej wyzwolić z więzów, podeszła do okna, próbując wyskoczyć. Najpierw okno było zamknięte. Groziła pielęgniarce stojakiem i, trzymając go, próbowała otworzyć okno. Potem próbowała wyskoczyć - relacjonował w programie "Uwaga po Uwadze" TTV dr Ahmed Shawky ze szpitala w Port Ghalib, gdzie doszło do wypadku.

Następnie polska turystka została przetransportowana do szpitala w Hurghadzie. - Nagle jej serce przestało bić. Reanimowaliśmy ją, robiliśmy wszystko, ale się nie udało - informował Mohamed Samy Gomaa, dyrektor szpitala Red Sea w Hurghadzie. W sprawie śmierci kobiety 2 maja polska prokuratura wszczęła śledztwo. Od początku brano pod uwagę kilka hipotez. Wśród nich był między innymi nieszczęśliwy wypadek, załamanie psychiczne i zabójstwo. Od tego czasu śledztwo było kilkukrotnie przedłużane.

Na podstawie wyników sekcji zwłok i badań laboratoryjnych śledczy stwierdzili, że przyczyną zgonu kobiety był upadek z wysokości. Według prokuratury nie znaleziono śladów, które dawałyby podstawy do przypuszczeń, że zmarła padła wcześniej ofiarą gwałtu albo innych aktów przemocy.

Do tej pory w śledztwie przesłuchano około 200 świadków, w tym pasażerów podróżujących wraz z Żuk do Egiptu, turystów zamieszkujących z nią w tym samym hotelu czy osoby, które widziały ją na lotnisku przed odlotem do Polski. Przesłuchano także osoby z najbliższego otoczenia kobiety, w tym członków jej rodziny i partnera.

Autor: tam/gp / Źródło: PAP, TVN24 Wrocław