Podniebna historia Wrocławia

Wrocław

Wratislaviae AmiciWizyta największego samolotu pasażerskiego końca lat 20 XX wieku na Gądowie Małym

Tu lądował Adolf Hitler i najsłynniejszy Zeppelin. Tu szkolił się pierwszy polski kosmonauta. Historia wrocławskich lotnisk to spektakularne wzloty i bolesne upadki.

Wrocławska historia powietrzna zaczęła się w 1782 roku. To wtedy nad Ostrowem Tumskim odbyły się jedne z pierwszych niemieckich pokazów balonowych, w których swoje umiejętności zaprezentował francuski wynalazca i pionier baloniarstwa Jean Blanchard.

W niecałe sto lat później bracia Berg, fascynaci baloniarstwa, zorganizowali przelot balonem. Wylądowali pod wsią Małe Gądowy. I właśnie w tym miejscu w 1910 roku powstało jedno z pierwszych niemieckich lotnisk. Przez ponad ćwierć wieku było ono jedynym lotniskiem we Wrocławiu.

Zeppelin i Hitler na pierwszym wrocławskim lotnisku

Niemcy lotnisko na Gądowie rozbudowali w czasie I wojny światowej. Później, zgodnie z postanowieniami układu wersalskiego, lotnisko przestało pełnić funkcje wojskowe. To tu powstała filia fabryki samolotów Junkers, stąd odlatywały do innych miast, między innymi do Jeleniej Góry, Szczecina, Lipska, Drezna, Gliwic czy Berlina, ale także do europejskich stolic takich jak Praga i Warszawa. Właśnie tutaj wylądował sterowiec Graf Zeppelin. Przez Gądów do Wrocławia dostał się też Adolf Hitler, który przyleciał do Breslau z okazji otwarcia tysięcznego kilometra niemieckiej autostrady. Tutaj też, podczas przymusowego lądowania, zginął as niemieckiego lotnictwa Werner Mölders.

Jeszcze przed II wojną światową na Gądowie powstał nowy terminal pasażerski. Oczekujący na loty mogli tam odpocząć w restauracji z tarasem widokowym. W czasie wojny lotnisko przeszło pod dowództwo niemieckich sił powietrznych i służyło jako baza operacyjna do inwazji na Polskę. W okresie wojennego oblężenia był to strategiczny punkt obrony Breslau, skutecznie blokowany przez Rosjan. Trawiasty pas startowy został wtedy zupełnie zniszczony i zaminowany. Dwa lata zajęło mieszkańcom odgruzowanie terenu i przygotowanie go dla samolotów.

Szkolenie w miejscu blokowiska

Właśnie na wrocławskim Gądowie swoje umiejętności kształcił generał Mirosław Hermaszewski. - To było duże i dobrze zbudowane lotnisko. Od strony ulicy Lotniczej znajdowały się cztery hangary, a od strony Pilczyc kolejne dwa - opowiada Hermaszewski.

Przy ul. Na Ostatnim Groszu znajdował się tzw. krąg dewiacyjny, widoczny z powietrza i pozwalający pilotom na sprawdzenie prawidłowości wskazań busoli. - Składał się on z elementów mosiężnych. Przez to był cenny dla pewnych grup i chyba dlatego został rozkradziony - dodaje generał.

Mimo, że Hermaszewski wrócił do Wrocławia już w stopniu kapitana i na lotnisku Strachowice był zastępcą dowódcy pułku lotniczego, z sentymentem wracał na Gądów. - Po ciężkim dniu zdarzało mi się przyjechać na gądowskie lotnisko. Przesiadka z samolotu odrzutowego na szybowiec była relaksująca. Bez kasku i kombinezonu mogłem szybować 2,5 tysiąca metrów nad ziemią, a chwilę wcześniej na Strachowicach było to ponad 20 tysięcy metrów - wspomina generał.

Jednak wraz z budową kolejnych osiedli zmniejszała się przestrzeń dla lotniska. Ostatecznie je zamknięto, a w miejscu pasa startowego dziś stoją wrocławskie blokowiska. O historii przypominają okoliczne nazwy ulic: Szybowcowa czy Sterowcowa. Z dawnych olbrzymich zabudowań pozostał tylko budynek portu z wieżą kontroli lotów przy ulicy Lotniczej 22, gdzie między innymi mieści się przedszkole i wybudowany, tuż obok, w 1932 roku hangar w którym teraz wrocławianie mogą zrobić zakupy.

Strachowice: wojskowe i cywilne

Wraz ze wzrostem potrzeb militarnych przedwojennych Niemiec, władze zdecydowały o wybudowaniu kolejnego lotniska. Port Strachowice powstał w 1938 roku. W czasie wojny był wykorzystywany do inwazji na Polskę.

Po wojnie lotnisko obsługiwało niemal wyłącznie loty wojskowe. Dopiero po wycofaniu się z obsługi pasażerów lotniska na Gądowie, Strachowice zaczęły pełnić rolę portu cywilnego. - Lotnisko podzielone było na dwie części. W jednej pas startowy był trawiasty, a w drugiej pas o długości 2,5 tys. metrów to ten sam, który funkcjonuje do dziś - wspomina Hermaszewski.

Bojowe lotnisko na którym pilotów szkolił Hermaszewski musiało podzielić się miejscem z samolotami cywilnymi. - Lotnisko użyczyliśmy LOTowi. Trochę nam to przeszkadzało i utrudniało ćwiczenia, ale gdy widzieliśmy samolot nad Trzebnicą to wiedzieliśmy, że trzeba się wycofać. Nie mieliśmy innego wyjścia - mówi pierwszy polski kosmonauta. Od tej pory trwała rozbudowa wrocławskiego portu lotniczego. W 1993 roku uruchomiono pierwsze międzynarodowe połączenie lotnicze ze stolicy Dolnego Śląska do Frankfurtu nad Menem.

2 mosty, 13 tysięcy ofiar i 1 samolot

Pas startowy pomiędzy Mostem Grunwaldzkim a Mostem Szczytnickim nie doczekał się swojej nazwy. Prace nad jego budową prowadzone były w trakcie obrony Festung Breslau przed wojskami sowieckimi, od kwietnia 1945 roku. - Władze podjęły decyzję o wybudowaniu lotniska w centrum miasta w obliczu zajęcia przez Rosjan lotniska na Gądowie - mówi Danuta Orłowska, wiceprezes Towarzystwa Miłośników Wrocławia, która jako piętnastolatka odgruzowywała teren pod przyszły pas startowy między mostami.

Do pomocy zapędzono wtedy wszystkich cywili. – Niemcy odgruzowywali lewą stronę od Mostu Szczytnickiego. Tam zniszczeń było mniej i praca była lżejsza – wspomina Orłowska. Dużą grupę pracujących stanowili obcokrajowy dla których praca była jedynym sposobem na przeżycie. – My pracowaliśmy przy odgruzowywaniu klinik i wyburzonego kościoła Marcina Lutra – wyjaśnia Orłowska.

W alei łączącej dwa mosty leżały wtedy ruiny szeregu zabudowań. W czasie wojny Niemcy wyburzyli między innymi "Szczytnicką Gwiazdę". - Było to zabudowane reprezentacyjnymi kamienicami skrzyżowanie. Mieściło się w miejscu obecnego ronda Reagana - dodaje Orłowska.

Niemcy wysadzali budynki w powietrze, a później do pracy przystępowali cywile. W trakcie likwidacji budynków i budowy pasa startowego zginęło łącznie 13 tysięcy osób. Inni, tak jak Orłowska, zostali ranni. Wszystko dlatego, że obcokrajowcy mieli zakaz uciekania podczas nalotów i musieli chować się wśród gruzów. Ostatecznie z lotniska zdążył wystartować tylko jeden samolot.

Autor: Tamara Barriga,bieru//ec / Źródło: TVN24 Wrocław

Źródło zdjęcia głównego: Wratislaviae Amici