Postępowanie dotyczące zabiegu przeprowadzonego przez lekarkę Gizelę Jagielską zostało wszczęte na początku tego roku po doniesieniach medialnych. Wynikało z nich, że w Powiatowym Zespole Szpitali w Oleśnicy mogło dojść do nielegalnego przeprowadzenia zabiegu przerwania ciąży.
2 grudnia śledztwo dotyczące aborcji przeprowadzonej 29 października 2024 roku zostało umorzone. Prokuratura informowała, że w działaniach związanych z tą procedurą nie dopatrzono się "znamion czynu zabronionego".
W połowie grudnia prokuratura poinformowała, że I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska złożyła do Prokuratury Rejonowej w Oleśnicy wniosek o odpis decyzji o umorzeniu śledztwa w sprawie ginekolożki Gizeli Jagielskiej oraz zażalenie na tę decyzję.
Prokuratura odmówiła. "Osoba nieuprawniona"
Jak poinformowała teraz rzeczniczka Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu prokurator Karolina Stocka-Mycek, Prokuratura Rejonowa w Oleśnicy odmówiła przyjęcia zażalenia I prezes SN.
Małgorzata Manowska w swoim zażaleniu wskazywała, że "jako Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego jest upoważniona do reprezentowania tego organu", a "na postanowienie o umorzeniu śledztwa przysługuje zażalenie instytucji państwowej, która złożyła zawiadomienie o przestępstwie".
Według informacji przekazanych przez rzeczniczkę prokuratury, do akt sprawy dołączono w toku postępowania "szereg pism kierowanych przez osoby trzecie", w tym "zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa", złożone przez prezes Manowską. Pismo datowane jest na 27 maja bieżącego roku. Śledztwo rozpoczęło się już kilka miesięcy wcześniej.
Jak przekazała Karolina Stocka-Mycek, "prokurator odmówił przyjęcia zażalenia jako wniesionego przez osobę nieuprawnioną".
"W uzasadnieniu decyzji podkreślono, że zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa może złożyć każda osoba. Jednak zawiadomienie skierowane przez instytucję państwową winno wiązać się jej działalnością bądź dotyczyć przestępstwa ujawnionego w związku z wykonywaniem jej zadań" - podkreśliła rzeczniczka wrocławskiej Prokuratury Okręgowej.
Prokuratura wskazała na artykuł 304 Kodeksu postępowania karnego, z którego wynika, że instytucje państwowe, "które w związku ze swą działalnością dowiedziały się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, są obowiązane niezwłocznie zawiadomić o tym prokuratora lub policję".
Prokuratura zwróciła uwagę, że kluczowe w kontekście tej sprawy jest sformułowanie "w związku ze swą działalnością", które - jak wskazano w komunikacie - jest szerszym pojęciem niż "w ramach prowadzonej działalności", który "obejmuje nie tylko informacje o przestępstwie godzącym w dobro instytucji i dotyczącym jej bezpośrednio, ale również informacje o przestępstwach ściganych z urzędu, o których dowiedziano się, wykonując czynności ustawowe lub statutowe".
"Wśród kompetencji Pierwszego Prezesa SN nie wskazano jego aktywności w zakresie monitorowania mediów i składania zawiadomień o przestępstwach powszechnych w imieniu Sądu Najwyższego. Nie zachodzą także przesłanki do przyznania dr hab. Małgorzacie Manowskiej uprawnień innej osoby zawiadamiającej o przestępstwie przewidzianych w art. 306 § 1a pkt 3 k.p.k., gdyż przedmiot postępowania nie mieści się w katalogu przestępstw wymienionych w tym przepisie, a ponadto postępowanie karne nie zostało wszczęte w wyniku jej zawiadomienia" - podkreślono w komunikacie.
W przytoczonym wyżej przepisie czytamy, że zażalenie na postanowienie o umorzeniu śledztwa może złożyć "osoba niebędąca pokrzywdzonym, która złożyła zawiadomienie o przestępstwie (...), jeżeli postępowanie karne wszczęto w wyniku jej zawiadomienia, a wskutek tego przestępstwa doszło do naruszenia jej praw".
"Zarządzenie prokuratora jest nieprawomocne. Dr hab. Małgorzacie Manowskiej przysługuje prawo do wniesienia zażalenia do Sądu" - podkreśliła w komunikacie prokurator Karolina Stocka-Mycek.
Grzegorz Braun czeka na zarzuty
W związku z doniesieniami o przeprowadzonej w Oleśnicy aborcji 16 kwietnia - jeszcze w czasie toczącego się śledztwa - europoseł Grzegorz Braun próbował w szpitalu dokonać "zatrzymania obywatelskiego" ginekolożki Gizeli Jagielskiej. Polityk wtargnął wtedy do lecznicy i próbował uniemożliwić pracę lekarce, która przeprowadzała "indukcję asystolii płodu" (wbicie igły do serca z podaniem chlorku potasu). Lekarka, relacjonując, co wydarzyło się w oleśnickim szpitalu, powiedziała m.in., że Braun wtargnął do działu administracyjnego, zagrodził jej drogę i zamknął w pomieszczeniu administracyjnym.
W sprawie działań polityka wciąż prowadzone jest śledztwo w Prokuraturze Okręgowej we Wrocławiu. W listopadzie Parlament Europejski uchylił Braunowi immunitet, co otwiera prokuraturze drogę do postawienia mu zarzutów.
Zarzuty prokuratury wobec Brauna mają dotyczyć m.in. bezprawnego pozbawienia wolności lekarki w szpitalu w Oleśnicy, naruszenia jej nietykalności cielesnej (poprzez popychanie i przytrzymywanie rękoma), znieważenia słownego podczas wykonywania przez nią obowiązków służbowych, a także pomówienia jej o działania mogące podważyć zaufanie do zawodu lekarza.
W śledztwie prowadzonym przez wrocławską prokuraturę do tej pory postawiono zarzuty działaczce Konfederacji Korony Polskiej Marcie Cz. Odpowie ona za pozbawienie wolności lekarki Gizeli Jagielskiej, poprzez uniemożliwienie jej opuszczenia gabinetu lekarskiego w szpitalu w Oleśnicy podczas "obywatelskiego zatrzymania" dokonywanego przez Brauna. Śledczy zarzucają również działaczce Konfederacji Korony Polskiej, że naruszyła nietykalność cielesną lekarki poprzez jej przytrzymywanie rękami, podczas i w związku z pełnieniem przez nią obowiązków służbowych lekarza.
Gizela Jagielska kończy pracę w szpitalu w Oleśnicy
Kilka miesięcy temu ginekolożka z oleśnickiego szpitala złożyła rezygnację z funkcji zastępcy dyrektora do spraw medycznych. Dalej jednak pracowała jako lekarka.
Teraz - jak sama przekazała w mediach społecznościowych - kończy pracę w placówce. "Po 10 latach budowania od zera oddziału położniczego w Oleśnicy nie spotkacie mnie już w nim od 1 stycznia. Nie jest to moja decyzja, bo gdyby była moja, to kontynuowałabym to, co robię - powiedziała Jagielska. I dodała, że niedługo zdradzi, gdzie będzie pracowała. Podziękowała tym, z którymi pracowała. - Tym, którzy sprawili, że muszę stamtąd odejść, życzę powodzenia w zarządzaniu samemu, samej oddziałem, który został nie przez was stworzony - stwierdziła.
W rozmowie z redakcją TVN24 wyjaśniła: - Szpital nie przedłużył ze mną umowy. Jak co dwa lata był organizowany konkurs kontraktowy, nasi współpracownicy złożyli oferty na nasze miejsca, wiedząc, jakie oferty my składamy.