O sprawie informowała "Gazeta Wyborcza", z którą kobieta rozmawiała. W 2024 roku przekonywała dziennikarzy, że jest ofiarą swojego męża. Ojczym miał jej córkę krzywdzić w 2022 roku, wtedy gdy wykorzystał seksualnie też córkę jej siostry. Sprawa wyszła na jaw dzięki drugiej dziewczynce. Mężczyzna został przesłuchany przez policję i wypuszczony. Wówczas wyjechał do Szwecji.
W rozmowie z "GW" kobieta przyznawała, że widziała filmiki z udziałem córki, które policja znalazła późnej na komputerze jej męża.
Wyrok dla ojczyma i matki
Mężczyznę - jak informuje "Gazeta Wyborcza" - zatrzymano w 2023 roku w Szwecji, gdzie też popełnił przestępstwo seksualne. W Polsce postawiono mu ostatecznie 26 zarzutów, w tym zgwałcenia i doprowadzenia do poddania się innym czynnościom seksualnym. Nagrania z tych czynów udostępniał w darknecie. Prokuratura informowała, że większość zarzuconych czynów została popełniona na szkodę małoletnich poniżej 15. roku życia, a także zwierząt. Proceder trwał od 2011 roku.
10 marca sąd skazał go na 25 lat więzienia za wszystkie czyny objęte aktem oskarżenia. Sprawę jego żony wyłączono do osobnego postępowania. Wyrok zapadł 18 marca.
Sąd wymierzył jej łącznie karę sześciu lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności.
Kobietę oskarżono między innymi o zoofilię i uznano za winną sześciu czynów związanych z krzywdzeniem zwierząt. Tutaj wyrok brzmi rok pozbawienia wolności. A chodziło o filmy, na których uprawiała stosunki ze zwierzętami, a które nagrywał jej mąż i umieszczał w darknecie. W rozmowie z "Wyborczą" kobieta twierdziła, że była wtedy odurzona i nie wiedziała, co się dzieje. Podkreślała, że była ofiarą tej sytuacji.
Wyższą karę kobieta usłyszała za drugi postawiony przez prokuratora zarzut, dotyczący jej córki. Sąd uznał, że od 2011 roku do 2022 roku w Polsce i Szwecji, przewidując możliwość popełnienia przestępstwa przez męża, nie udzieliła jej pomocy.
„W ten sposób, że mając prawny, szczególny obowiązek niedopuszczenia do popełnienia przestępstwa na szkodę małoletniej, nie przeciwdziałała w żaden sposób (…) okazując w ten sposób aprobatę dla tego działania, a po zdarzeniu (tj. próbie samobójczej pokrzywdzonej) nie podjęła żadnych kroków w celu udzielania niezbędnej pomocy, mimo że wiedziała o tych zachowaniach, czym działała na szkodę pokrzywdzonej" - informuje "Gazeta Wyborcza".
Karę sześciu lat i sześciu miesięcy pozbawienia wolności kobieta ma odbywać w zakładzie karnym w systemie terapeutycznym.
Wyrok nie jest prawomocny.
Kontekst polityczny
"Gazeta Wyborcza" informuje także, że kobieta była związana z Platformą Obywatelską, próbowała zdobyć mandat radnej w swojej miejscowości. Kobieta w rozmowie z "Wyborczą" powiedziała, że gdy kazano jej zrezygnować z członkostwa, zrobiła to od razu.
Opracował Piotr Krysztofiak /tok