Ojczym wykorzystywał dziewczynkę. Ruch prokuratury w sprawie wyroku wobec matki

Proces matki oskarżonej o usiłowanie zabójstwa syna (zdj. ilustracyjne)
Alarmujące dane z ministerstwa. "O dziecku w środowisku cyfrowym uwodzący wie niemalże wszystko"
Źródło wideo: Katarzyna Górniak/Fakty TVN
Źródło zdj. gł.: Darek Delmanowicz/PAP
Prokuratura domaga się surowszej kary dla 41-letniej kobiety skazanej na 6,5 roku więzienia za to, że nie pomogła własnej córce, która była ofiarą przestępstw seksualnych. Złożenie apelacji oznacza, że wyrok nie jest prawomocny. 

O złożeniu apelacji poinformowała w środę prokuratura. Chodzi o kobietę skazaną w marcu za nieudzielenie pomocy małoletniej ofierze przestępstw seksualnych oraz współudział w przestępstwach związanych ze znęcaniem się nad zwierzętami. Sąd uznał, że kobieta, przewidując możliwość popełnienia przestępstwa przez męża wobec jej córki, nie udzieliła jej pomocy.

"W ocenie prokuratury wymierzone sankcje nie odpowiadają stopniowi społecznej szkodliwości czynów, ich charakterowi oraz okolicznościom sprawy" - wyjaśnił prokurator Mariusz Pindera.

Dodał, że w apelacji wniesiono o zaostrzenie wymierzonych kar, w tym przede wszystkim kary łącznej pozbawienia wolności. Zaznaczył przy tym, że apelacja obejmuje również zarzuty odnoszące się do kwestii dotyczących części przyjętych kwalifikacji prawnych, opisów czynów oraz jednego z rozstrzygnięć dotyczących nawiązki.

Złożenie apelacji oznacza, że wyrok 6,5 roku więzienia dla kobiety nie jest prawomocny. 

Mężczyzna skazany na 25 lat więzienia

W 2024 roku kobieta przekonywała dziennikarzy "Wyborczej", że jest ofiarą swojego męża. Ojczym miał jej córkę krzywdzić, wykorzystał seksualnie też córkę jej siostry. Sprawa wyszła na jaw w 2022 roku dzięki drugiej dziewczynce. Mężczyzna został przesłuchany przez policję i wypuszczony. Wówczas wyjechał do Szwecji. Kobieta przyznawała wtedy, że widziała filmy z udziałem córki, które policja znalazła później na komputerze jej męża.

Mężczyznę zatrzymano w 2023 roku w Szwecji, gdzie też popełnił przestępstwo seksualne. W Polsce postawiono mu ostatecznie 26 zarzutów. Odpowiadał m.in. za gwałt, podawanie ofiarom substancji odurzających, utrwalanie i posiadanie treści pornograficznych, a także znęcanie się nad zwierzętami. Nagrania z tych czynów udostępniał w darknecie.

Prokuratura podała, że mężczyzna dopuścił się przestępstw seksualnych wobec dzieci poniżej 15. roku życia oraz zwierząt. Proceder trwał od 2011 roku. Mężczyzna został skazany na 25 lat więzienia.

Sprawa z politycznym echem

Po ogłoszeniu wyroku w mediach pojawiały się informacje dotyczące przynależności partyjnej kobiety, która była wcześniej członkinią Platformy Obywatelskiej. Sprawie poświęcone było posiedzenie Parlamentarnego Zespołu Przeciwdziałaniu Bezprawiu, składającego się z posłów PiS, które odbyło się w marcu.

Odnosił się do niej również m.in. premier Donald Tusk. Był pytany w Sejmie, czy wyciągnie konsekwencje wobec działaczy Koalicji Obywatelskiej, którzy wiedzieli o możliwości popełnienia przestępstwa przez kobietę, ale nie zareagowali. - Jest wyjątkowym skandalem próba politycznego wykorzystywania zbrodni pedofilii - odpowiedział premier. Tusk podkreślił, że "każdy, kto podnosi rękę na dziecko, szczególnie w tak obrzydliwych zamiarach, jak wykorzystanie seksualne, (...) będzie bezwzględnie ścigany".

Z kolei szef Ministerstwa Sprawiedliwości, prokurator generalny Waldemar Żurek poinformował na początku kwietnia, że analizuje dokumenty dotyczące sprawy pedofilii; deklarował, że chce przyjrzeć się m.in. temu, jaka była rola kobiety i dlaczego otrzymała dużo niższy wymiar kary niż ten, o który wnosiła prokuratura.

Źródło: PAP, Gazeta Wyborcza
Czytaj także: