Nie miał kto się zająć niepełnosprawnymi dziećmi. Pielęgniarki i opiekunki zakażone lub w kwarantannie

TVN24 | Wrocław

Autor:
ib/gp
Źródło:
TVN24 Wrocław
Dom Pomocy Społecznej apeluje o ręce do pracyTVN24 Łódź
wideo 2/4
TVN24 ŁódźDom Pomocy Społecznej apeluje o ręce do pracy

Dokładnie 51 niepełnosprawnych dzieci mieszkających w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Wierzbicach (Dolnośląskie) mogło pozostać bez opieki z powodu ogniska koronawirusa wykrytego wewnątrz ośrodka. Po apelach sióstr józefitek zgłaszają się już wolontariusze chętni do pomocy.

Prowadzony przez zgromadzenie Sióstr Św. Józefa ZOL jest domem dla dzieci niepełnosprawnych fizycznie i intelektualnie. Obecnie mieszka tam 51 małych pacjentów. Najmłodszy ma zaledwie kilka miesięcy.

Nieliczni mają rodziny, które w normalnych czasach odwiedzają je na miejscu, albo biorą na przepustki do siebie. Większość dzieci mieszka tam na stałe. Uczą się tam, rehabilitują. Swój kąt znajdują tam dzieci pozostawione przez swoje rodziny w szpitalach, ale też te, które - z różnych powodów - zostały odebrane rodzicom.

- Na co dzień nasi podopieczni potrzebują opieki pielęgniarskiej, medycznej. Duży nacisk kładziemy na rehabilitację - przyznaje siostra Ida Zaranek, pielęgniarka oddziałowa ZOL-u w Wierzbicach.

KORONAWIRUS W POLSCE. RAPORT TVN24.PL

Ogniska koronawirusa w ZOLTVN24

OGLĄDAJ TVN24 NA ŻYWO W INTERNECIE >>>

Paraliż pracy

Na zakładowy personel składa się 70 osób. Każdego dnia na terenie zakładu przebywa kilkanaście osób, których zadaniem jest wyłącznie sprawowanie opieki medycznej nad małymi pacjentami. Obecnie takich osób pozostało sześć na wszystkie dni. Wśród personelu wykryto ognisko koronawirusa.

- Z personelu, z dodatnim wynikiem było 10 osób, w tym sześć pielęgniarek. Większość personelu została skierowana na kwarantannę ze względu na to, że było podejrzenie kontaktu. To było pierwsze takie "bum", które nam sparaliżowało pracę - mówi siostra Ida.

Osoby zakażone zostały skierowane do izolacji. Część do swoich domów, a w przypadku sióstr mieszkających na miejscu, do swoich kwater.

W piątek siostry zaapelowały na facebooku o pomoc. "W związku z tym, że w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Wierzbicach wśród pracowników wystąpiły zachorowania na COVID-19, pilnie poszukujemy wolontariuszy do sprawowania opieki nad dziećmi. Przyjmiemy też wszelką pomoc w formie środków ochrony osobistej (maseczki, fartuchy, rękawiczki, środki do dezynfekcji)" - czytamy.

Zgłaszają się wolontariusze

Sytuacja stała się poważna. Nie było komu zajmować się dziećmi, które wymagają stałej opieki. Siostra Ida mówi, że apele przyniosły skutek.

- Zgłaszają się do nas wolontariusze. Wraca też część personelu. Sanepid po przeprowadzeniu wywiadów wydał pozwolenie kilku osobom na powrót. Jakoś ta sytuacja kadrowa powoli, mam nadzieję, będzie się klarować - liczy pielęgniarka.

Ale to dopiero początek zmartwień. Nie wiadomo na razie, co z dziećmi, które przecież też miały kontakt z zakażonymi. We wtorek i środę na miejscu ma się pojawić wymazobus z sanepidu. Wszyscy mali pacjenci zostaną przebadani. Do tego czasu kontakt z nimi odbywa się wyłącznie w pełnym stroju ochronnym. I właśnie o środki ochrony osobistej apelują obecnie najbardziej siostry józefitki.

Paweł Wróblewski, dyrektor wrocławskiego sanepidu, przekazał nam najbardziej aktualne dane (13 października) dotyczące ZOL-u w Wierzbicach. Jak informuje, zakażonych jest 13 sióstr. Jedna przebywa w szpitalu, 12 jest w izolacji. Jeszcze trzy objęto kwarantanną. Do tego 9 pracowników cywilnych zostało objętych nadzorem epidemiologicznym, a pięć kwarantanną.

Autor:ib/gp

Źródło: TVN24 Wrocław

Źródło zdjęcia głównego: TVN24