Pomagali chorej staruszce, na szybie karetki znaleźli kartkę: "To nie parking!!!"

TVN24

Łukasz SzymczyszynRatownicy znaleźli taką kartkę za wycieraczką

Ktoś wetknął za wycieraczkę karetki pogotowia kartkę z napisem "To nie parking!!!". Ambulans tam stał, bo ratownicy udzielali pomocy starszej kobiecie z dusznościami.

Karetka została wezwana na ulicę Białoskórniczą we Wrocławiu, przez rodzinę kobiety. Potrzebowała pomocy, miała duszności. Ratownicy zaparkowali tuż przed kamienicą, w której mieszkała potrzebująca.

Po około półgodzinnej interwencji, kiedy wrócili do auta, między szybą a wycieraczką znaleźli kartkę wyrwaną z notesu. A na niej napis: "To nie parking!!!". Ktoś, kto zostawił świstek, był widocznie oburzony. Niemniej oburzeni byli sami ratownicy, którzy przecież pomagali pacjentce. Jeden z nich zrobił nawet zdjęcia i podzielił się nimi na portalu społecznościowym. Okrasił je podpisem: "Taka niespodzianka od społeczeństwa, podczas wizyty u pacjentki z dusznością. Staliśmy na bocznej uliczce, nie dla przyjemności".

Wszystko dla pacjenta

W komentarzach pod postem ludzie nie pozostawiają wątpliwości, po czyjej są stronie. "Żenada", "Kompletny brak wyobraźni", "Bezczelność" - to tylko niektóre z komentarzy. O dodatkowy zwróciliśmy się również bezpośrednio do samego ratownika, który jest autorem posta.

- Karetka stoi w takim miejscu z jakiegoś powodu. Wtedy albo kogoś ratujemy bezpośrednio w niej, albo w domu, przy którym stoimy. Wozimy ze sobą kupę ciężkiego sprzętu, to są dziesiątki kilogramów, które musimy nosić ze sobą do pacjentów. Trzeba też pamiętać, że dużo wyjazdów jest do osób starszych. Komfort pacjenta jest bardzo istotny, nie będziemy prowadzić ich kilkaset metrów do karetki - tłumaczy ratownik Łukasz Szymczyszyn.

Pojawiają się również komentarze, że skoro ratownicy przyjechali na interwencję, to powinni zostawić karetkę na włączonych sygnałach świetlnych.

- To była godzina 23, boczna uliczka. W żaden sposób nie tamowaliśmy ruchu, samochód nikomu nie zawadzał. Dlatego wyłączyliśmy koguty, żeby nikomu nie przeszkadzać. Wielokrotnie dyżurni dostają telefony, że kogoś w nocy rażą sygnały świetlne. Jeśli możemy, to zapobiegamy takim sytuacjom. Wiele osób o tej porze może już spać - dodaje Szymczyszyn.

Sytuacja miała miejsce na ulicy Białoskórniczej we Wrocławiu:

Mapa Targeo

Autor: ib/gp / Źródło: TVN24 Wrocław