Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych i potrzebujesz porady lub wsparcia, tutaj znajdziesz listę organizacji oferujących profesjonalną pomoc. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na numer 997 lub 112.
Śmierć 11-letniej Danusi z Jeleniej Góry wstrząsnęła nie tylko lokalną społecznością, ale też całą Polską. W związku ze śmiercią dziewczynki zatrzymano 12-latkę. Obie były uczennicami tej samej szkoły podstawowej.
Pierwszy wywiad po śmierci Danusi
Pół roku po tragicznych wydarzeniach mama Danusi po raz pierwszy zdecydowała się opowiedzieć o ostatnich miesiącach. W rozmowie z Adrianną Otrębą, dziennikarką "Faktów" TVN, mówiła między innymi o tym, że telefon córki wiele miesięcy przeleżał w okolicy miejsca zbrodni, zanim został odnaleziony. I to nie przez służby - a przez rodziców. O sprawie pisaliśmy w tvn24.pl pod koniec kwietnia. Policja potwierdziła wówczas, że rodzina przekazała funkcjonariuszom telefon, który następnie trafił do Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze.
Z relacji mamy 11-letniej Danusi wynika, że dopiero po kilku tygodniach od tragedii rodzice dowiedzieli się o tym, że w aktach sprawy nie ma telefonu córki.
- Nikt nam tego nie powiedział. Byliśmy zapewniani, że są zabezpieczone dwa telefony i że jeden z nich jest Danusi - powiedziała mama dziewczynki. - Jak zareagowałam? Przyjaciele zbierali mnie z podłogi w pracy. To był dla mnie duży cios. Ufałam w to, co usłyszałam, że telefon jest. A żal miałam o to, że nie zostaliśmy poinformowani o tym, że tego telefonu nie ma - dodała kobieta.
Rodzice zaczęli szukać telefonu córki na własną rękę. - Mąż pożyczył wykrywacz metali i poszliśmy tam z wykrywaczem. Nie byliśmy długo - opowiedziała mama Danusi. Telefon leżał bardzo blisko miejsca, w którym znaleziono ciało 11-latki. Leżał w mule.
W wywiadzie poruszone zostały także inne kwestie - w tym niejawności sprawy w sądzie i tego, że rodzice nie są na bieżąco informowani o postępach. Nie mają też dostępu do większości dokumentów.
Policja: kilkukrotnie skrupulatnie sprawdzaliśmy miejsce ataku
Adrianna Otręba poprosiła policję o stanowisko w tej sprawie. Zespół prasowy dolnośląskiej policji odpowiedział w poniedziałek, że "od chwili zgłoszenia zdarzenia jeleniogórscy funkcjonariusze przeprowadzili cały szereg różnego rodzaju wstępnych czynności", jednak kolejne działania były realizowane przez wydział rodzinny Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze. "Policjanci wykonywali tylko czynności zlecone przez sąd" - czytamy w przesłanym dziennikarce "Faktów" TVN oświadczeniu.
Jak przekazała policja, w ramach tych czynności funkcjonariusze "kilkukrotnie skrupulatnie sprawdzali miejsce, gdzie doszło do ataku na ofiarę oraz okoliczny teren".
"Podczas tych działań policjanci korzystali między innymi ze specjalistycznego sprzętu wykorzystywanego w tego rodzaju działaniach poszukiwawczych. Niestety, pomimo zaangażowania znacznych sił i dostępnego sprzętu, w wyniku podjętych czynności nie odnaleziono wówczas telefonu ofiary, na co mogło mieć wpływ wiele niezależnych czynników, jak choćby pora roku i związane z nią zmienne warunki atmosferyczne, które w znacznym stopniu determinują działania np. poziom lustra wody w pobliskim potoku, śnieg, częściowe oblodzenie" - podkreślono.
Zespół prasowy dolnośląskiej policji dodał, że w kwietniu - po informacji od rodziny o znalezieniu telefonu - policjanci "niezwłocznie pojechali na miejsce, gdzie zostały wykonane oględziny miejsca, a sam telefon zgodnie z obowiązującymi przepisami, został przekazany do prowadzącego postępowanie w tej sprawie III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w Jeleniej Górze".
Zabójstwo 11-letniej Danusi
Piętnastego grudnia przed godziną 15 policja otrzymała informację o tym, że między ulicami Wyspiańskiego a Słowackiego w Jeleniej Górze znaleziono ciało 11-letniej dziewczynki.
W związku ze śmiercią uczennicy zatrzymano 12-latkę. Prokurator przekazała, że na ciele 11-latki widoczne były rany spowodowane ostrym narzędziem. Zabezpieczono nóż typu finka, którym prawdopodobnie zadano ciosy.
Sprawa trafiła do sądu rodzinnego i dla nieletnich, toczy się w oparciu o przepisy ustawy o wspieraniu i resocjalizacji nieletnich.
Z końcem stycznia w Szkole Podstawowej nr 10 w Jeleniej Górze zakończyła się kontrola Kuratorium Oświaty we Wrocławiu. W jej trakcie "ustalono, że 'Karty samooceny ucznia', stosowane przez nauczycieli jako element przyjętych w szkole rozwiązań wychowawczych, nie były wykorzystywane w sposób pozwalający na spójne i systematyczne planowanie oraz ocenę skuteczności działań wychowawczych. Nie prowadzono także pełnej dokumentacji działań podejmowanych w następstwie wyników samooceny, co utrudniało ocenę ich adekwatności i skuteczności".