Ksiądz miał molestować dzieci, sprawa się przedawniła. "Dosięgnie go prawo, jeżeli nie świeckie, to kościelne"

TVN24

Prokuratura odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie księdza, który miał molestować dziecitvn24
wideo 2/4

Prokuratura Rejonowa w Nysie (woj. opolskie) odmówiła wszczęcia śledztwa w sprawie księdza, który przed laty miał molestować dwójkę dzieci. Powodem jest przedawnienie czynów. Jednak biskup opolski zapewnia, że nawet jeżeli kapłana nie dosięgnie wyrok prawa świeckiego, to dosięgnie go wyrok prawa kościelnego.

O sprawie stało się głośno po tym jak, jesienią ubiegłego roku, aktor Arkadiusz Jakubik opowiedział o tym, że jego przyjaciel był molestowany przez kapłana.

- Cały czas miałem z tyłu głowy mojego przyjaciela ze Strzelec Opolskich, który w latach 80. był krzywdzony przez księdza z parafii św. Wawrzyńca. Znam doskonale historię tego mojego kumpla. Gdzieś tam w duchu, tam w środku, to jemu dedykuję tę rolę. Cały czas miałem jego twarz przed oczami - mówił Jakubik w trakcie promowania filmu "Kler".

Czytaj więcej

Odwołany z Niemiec, zamieszkał w domu dla księży emerytów

Ksiądz Edward W. miał dopuścić się czynów pedofilskich w latach 80. i 90. XX wieku. Po słowach aktora - za jego pośrednictwem - kuria opolska nawiązała kontakt z rodziną poszkodowanego.

O podejrzeniach wysuwanych wobec duchownego biskup opolski poinformował też diecezję, na terenie której posługę pełnił W.

- Ksiądz biskup powiadomił diecezję niemiecką, w której od kilkunastu lat pracował ten ksiądz. Natychmiast został odwołany ze stanowiska, które tam pełnił. Mało tego, niemiecka diecezja także podjęła, swoje osobne, postępowanie żeby sprawdzić, czy takie fakty nie miały miejsca także na ich terenie - podkreśla ks. Joachim Kobienia, rzecznik kurii diecezjalnej w Opolu.

Odwołany z Niemiec W. - który jak mówi ks. Kobienia "nie jest już najmłodszy", wrócił do diecezji opolskiej i zamieszkał w Domu Księży Emerytów.

Prokuratura: dochodziło do aktów pedofilskich, ale...

Opolska kuria o sprawie powiadomiła też prokuraturę. W trakcie postępowania prokuratorskiego okazało się, że ofiarą księdza był nie tylko nastoletni chłopiec, ale też dziewczynka. Z dziećmi kapłan miał kontakt podczas pracy w parafiach na terenie Strzelec Opolskich i Nysy.

Śledczy badali sprawę. I podjęli decyzję o nie wszczynaniu śledztwa przeciwko księdzu W. Dlaczego?

- Do zachowań wobec pokrzywdzonego dochodziło od września 1981 do sierpnia 1984 roku. Do zachowań wobec pokrzywdzonej w okresie od 1988 do czerwca 1990 roku. A to oznacza, że upłynął 10-letni okres przedawnienia się karalności przestępstwa - wyjaśnia Stanisław Bar z Prokuratury Okręgowej w Opolu. Jednocześnie zaznacza: stwierdzono, że dochodziło do aktów pedofilskich z udziałem księdza. Ten jednak nie został przesłuchany, bo w postępowaniu sprawdzającym śledczym wystarczy wysłuchanie relacji pokrzywdzonych.

Nikt nie złożył zażalenia na decyzję prokuratorów. Ta się już uprawomocniła.

"Jeżeli nie prawo świeckie to kościelne"

Decyzja śledczych, jak zaznacza rzecznik kurii, nie oznacza jednak, że W. nie poniesie odpowiedzialności.

- Nawet jeżeli nie dosięgnie go wyrok prawa świeckiego, to dosięgnie go wyrok prawa kościelnego - zapewnia ks. Kobienia. Wszystko dlatego, że sprawa zostanie skierowana do Kongregacji Nauki Wiary. - Ona nie uznaje przedawnienia. Księdzu może grozić nawet wydalenie ze stanu kapłańskiego. To Kongregacja orzeknie o winie i sankcji - dodaje rzecznik biskupa opolskiego.

Jak tłumaczy się podejrzewany ksiądz? Ma twierdzić, że nie pamięta, by dochodziło do molestowania. - Trudno mi w to uwierzyć, dlatego oczekujemy na jego zeznania, które będzie składał pod przysięgą - przyznaje ks. Kobienia.

Autor: tam/gp / Źródło: TVN24 Wrocław