Marsz narodowców we Wrocławiu rozwiązany. Poleciały race i butelki, trzy osoby są ranne

TVN24

Marsz narodowców we Wrocławiutvn24
wideo 2/4

Urząd miasta dopiero po około godzinie od pierwszych incydentów rozwiązał marsz narodowców, który w niedzielę przeszedł ulicami Wrocławia. Na jego trasie trzy osoby - w tym policjant - zostały trafione szklanymi butelkami. Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz informuje, że przez brak wsparcia policji "informacja o rozwiązaniu marszu nie mogła zostać skutecznie przekazana organizatorowi".

Uczestnicy zebrali się pod budynkiem dworca głównego, skąd o 17 marsz miał wyruszyć w kierunku ulicy Kołłątaja. Start jednak opóźniał się, czekano aż organizator Piotr Rybak pojawi się na jego czele. Około godziny 18, kiedy maszerujący ruszyli, w tłumie odpalone zostały race. Obserwatorka z magistratu podjęła decyzję o zatrzymaniu marszu, ale po rozmowie z organizatorami, pochód został wznowiony.

Troje poszkodowanych

Marsz podążał dalej ulicą Kazimierza Wielkiego, z której skręcił w ulicę Świdnicką. Na skrzyżowaniu obu ulic została odgrodzona specjalna strefa, w której znaleźli się kontrmanifestanci ze swoimi banerami. Na jednym z nich widniał napis "Nacjonalizm to nie patriotyzm". Od marszu dzieliły ich dwa rzędy barierek oraz dwa policyjne kordony.

Niektórzy uczestnicy marszu pokazywali w stronę kontrmanifestantów środkowe palce, spiker narodowców powtarzał, aby "nie dać się sprowokować tęczowym".

- Z tłumu poleciały dwie szklane butelki. Dwie osoby zostały uderzone. Ucierpiał także jeden funkcjonariusz. Na szczęście to nie były groźne obrażenia - informuje Paweł Petrykowski, rzecznik dolnośląskiej policji. Ranni to Polka i Brytyjczyk.

Marsz rozwiązany

Kiedy maszerujący dotarli do płyty Rynku, obserwatorka z ramienia urzędu miasta zadecydowała o rozwiązaniu zgromadzenia. Poinformował o tym na Twitterze prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz.

"Poleciłem obserwatorowi urzędu, żeby wydał decyzję o rozwiązaniu marszu. Z uwagi na brak wsparcia policji informacja o rozwiązaniu nie mogła zostać skutecznie przekazana organizatorowi. Obserwatorzy będący na miejscu zostali wypchnięci poza marsz. Pomimo próśb kierowanych do policji o wsparcie, obserwatorzy nie otrzymali na czas eskorty funkcjonariuszy. W końcu, w obecności dowódcy zabezpieczenia, zakomunikowano organizatorowi informacje o rozwiązaniu marszu" - napisał Dutkiewicz.

pic.twitter.com/W2amEOTwST— Rafał Dutkiewicz (@dutkiewiczrafal) 11 listopada 2018

Co na to policja? Paweł Petrykowski zapewnia, że funkcjonariusze realizowali działania związane z wezwaniem do rozejścia się. - Następnie zostały podjęte działania co do legitymowania osób biorących udział w marszu - dodaje rzecznik policji.

Na koniec zgromadzenia, podczas przemów wygłaszanych z platformy zamontowanej na samochodzie dostawczym, głos zabrał były ksiądz Jacek Międlar. Jego wystąpienie było w mocno antyunijnym tonie. Skandował też razem z tłumem hasła "a na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści", czy też "raz sierpem, raz młotem, czerwoną hołotę".

Autor: ib/gp / Źródło: TVN24 Wrocław