Została ścięta, bo mówiła prawdę o państwie dżihadu. „To lepsze niż życie w upokorzeniu”

TVN24

Twitter/Raqqa Is Being Slaughtered SilentlyKobieta została ścięta za informowanie o życiu pod rządami dżihadu

- Dżihadyści przeprowadzili egzekucję aktywistki, która była jednym z nielicznych źródeł informacji o życiu w ich tak zwanej stolicy. Została ścięta - twierdzi „Washington Post”, powołując się na rozmowy z innymi aktywistami, którzy uciekli z Syrii.

Kobieta miała zostać pojmana już pół roku temu i stracona jeszcze październiku. Jej konta na portalach społecznościowych, za pośrednictwem których opisywała życie w mieście Rakka, milczały od końca lipca.

Dopiero teraz udało się ustalić jej los, dzięki relacji innego aktywisty z stolicy tzw. Państwa Islamskiego, który uciekł do Turcji i tam spotkał się z dziennikarzem amerykańskiej gazety.

Fanatycy nie wytrzymali krytyki

Ruqia Hassan miała 30 lat. Przez ponad rok była praktycznie jedynym źródłem informacji na temat życia w Rakce pod rządami dżihadystów. Było to jej rodzinne miasto, do którego wróciła po wybuchu wojny domowej, przerywając studia filozofii w Aleppo. Nie chciała uciec, gdy miasto w 2013 roku zajęli fanatycy islamscy. Publikowała swoje relacje w sieci pod pseudonimem Nissan Ibrahim. Nie współpracowała z żadną organizacją. Po prostu nie mogła się pogodzić z rzeczywistością w jakiej się znalazła i postanowiła o niej opowiadać. Często naigrywała się z fanatyków, pisała wisielcze żarty i apelowała o pomoc dla zwykłych mieszkańców jej miasta. Organizacja „Rakka Jest Mordowana w Ciszy”, która stara się nagłaśniać tragiczny los zwykłych mieszkańców „stolicy dżihadu”, przytoczyła ostatni wpis kobiety na portalu społecznościowym, który został umieszczony 20 lipca. Pisała, że nadal jest w Rakkce i otrzymała pogróżki oraz zagrożono jej aresztowaniem i śmiercią. - To w porządku, bo zetną mi głowę. Mam godność. To lepsze niż życie w upokorzeniu - napisała. W momencie aresztowania kobiety w mieście mieszkała też jej rodzina, ale od tego czasu „uciekła do innego kraju”, twierdzi „Washington Post”.

Autor: mk/ja / Źródło: "Washington Post"