Fabianę zadźgał zazdrosny chłopak, Tiziana nie wytrzymała "porno zemsty". Włosi mówią: basta

TVN24

youtube.com/Telefono RosaCzerwone buty były w 2016 roku symbolem sycylijskiej manifestacji przeciwko przemocy

Poniżają je, podpalają i katują na śmierć. Problem przemocy domowej we Włoszech jest zatrważająco powszechny, co roku około miliona kobiet staje się ofiarą swojego obecnego lub byłego partnera. Włosi mówią: "basta". Procedują właśnie ustawę, która zdecydowanie zaostrza kary za podnoszenie ręki na płeć piękną. Dodatkowo zakłada nawet sześć lat więzienia dla każdego, kto opublikuje w sieci intymne zdjęcia osób bez ich zgody.

Średnio co trzeci dzień jakaś mieszkanka Włoch pada ofiarą swojego obecnego lub byłego partnera. Ofiarą śmiertelną. Tylko w ubiegłym roku w Italii ponad sto kobiet zginęło z rąk zazdrosnych, pijanych lub "po prostu" agresywnych partnerów.

Co roku około miliona jest ofiarami przemocy, która - na szczęście - zazwyczaj nie kończy się śmiercią (dane Telefono Rosa i Ambasady RP w Rzymie).

Od 31 lat dzwonią do nich ofiary

- Od stycznia odnotowałyśmy już ponad 31 zabójstw kobiet przez ich partnerów. A dane nie mówią o obcokrajowcach, problem dotyczy właśnie nas, Włochów - mówi tvn24.pl Laura Vassalli, wolontariuszka stowarzyszenia Telefono Rosa.

Różowy Telefon to grupa 60 kobiet - prawniczek i psycholożek, które na co dzień pomagają ofiarom przemocy domowej. Były pierwszym takim centrum pomocy we Włoszech, zaczęły działać 31 lat temu. - Nie bierzemy za to ani centa, za to pomagamy im stanąć na nogi, walczyć w sądzie, a później rozpocząć nowe życie - mówi.

Żeby otrzymać pomoc, wystarczy zadzwonić na "różową linię" lub odwiedzić jedną z siedzib stowarzyszenia (główna jest w Rzymie). Wolontariuszki zapewniają też dom tymczasowy dla ofiar. Infolinia (1522) jest czynna 24 godziny na dobę.

Sprawa przemocy domowej jest na tyle poważna, że ambasady państw nagłaśniają ją w broszurach informacyjnych wydawanych swoim rodakom - głównie kobietom - przebywającym w Italii. Robi to też ambasada RP w Rzymie, która tłumaczy Polkom, jak różne są oblicza męskiej agresji i jak należy na nią reagować.

"Przygotowanie niniejszej informacji podyktowane było systematycznie wzrastającą liczbą obywatelek polskich, które zwracają się do Wydziału Konsularnego z prośbą o pomoc" - czytamy na stronie placówki.

"Jeśli cię bije - to nie jest miłość"

Problem podnoszenia ręki na kobietę w domowym zaciszu dotyczy całego kraju, pojawia się i w północnej Lombardii, i na południowej Sycylii.

Włoska policja wydała w zeszłym roku biuletyn "To nie jest miłość", w którym wylicza różne formy znęcania się Włochów nad swoimi partnerkami i przedstawia dane statystyczne dotyczące przemocy domowej. Policjanci tłumaczą: "Jeśli obraża Ciebie i Twoje dzieci", "Jeśli ciągnie Cię za włosy i uderza", "Jeśli zamyka Cię w pokoju" - "TO NIE JEST MIŁOŚĆ".

Policja wylicza zachowania, które powinny dawać kobietom do myślenia
poliziadistato.it

Tabele i grafiki w biuletynie przedstawiają między innymi statystyki dotyczące morderstw dokonanych w rodzinie przez bliskich. W 72 proc. przypadków w zeszłym roku ofiarami padały właśnie kobiety, w 28 proc. mężczyźni.

Policjanci piszą też, kto w pierwszej połowie 2018 odpowiadał za stalking pokrzywdzonych: w 61 proc. przypadków był to były partner, w 20 proc. przyjaciel lub znajomy, w 8 proc. partner w separacji.

Manifestują na pogrzebach. I żeby ich nie było

Tragiczne historie ofiar i bunt, jaki wywoływały, nieraz wyciągnęły już włoskie tłumy na ulice.

W maju 2013 roku 16-letnia Fabiana Luzzi została zadźgana nożem i spalona przez swojego zazdrosnego 17-letniego chłopaka. Izba Deputowanych (niższa izba włoskiego parlamentu) uczciła wtedy pamięć dziewczyny minutą ciszy. Na pogrzeb Fabiany przybyły tysiące ludzi, w tym minister ds. równego traktowania.

Tiziana Cantone, 33-latka, popełniła w 2016 samobójstwo po tym, jak do sieci trafił intymny film z jej udziałem. Sprawa odbiła się szerokim echem w ogólnoświatowych mediach. Jej matkę do dziś zaprasza się do programów telewizyjnych, w których kobieta powtarza: "Wszyscy jesteśmy Tizianą, w internecie nikt nie może czuć się bezpieczny".

Dwa miesiące temu, w Dzień Kobiet, przez Rzym przeszła manifestacja 50 tysięcy kobiet. Ubrane w różowe i czerwone koszulki, kurtki, przystrojone w spinki i apaszki, przemaszerowały z placu Cavoura do placu Madonna di Loreto, krzycząc: "Non Una di Meno!" ("Ani jedna mniej!"). Kilkaset z nich niosło stumetrową, czerwoną narzutę. Miała symbolizować strużkę krwi, była zszyta z ręcznie wyszydełkowanych kwadratowych fragmentów. - Te części docierały do nas z całego kraju, jest ich około 600 - mówiły organizatorki dziennikarce "Corriere Della Sera". Każdy kwadracik wydziergano w hołdzie dla którejś z ofiar przemocy domowej.

Prawica i lewica przeciwko "porno zemście"

Czy nie da się wyeliminować tej ciemnej strony maczyzmu? Dlaczego tylu Włochów nie radzi sobie z emocjami? - Nie mam pojęcia. Może chodzi o charakter, o przekazywanie z pokolenia na pokolenie przekonania, że kobieta jest własnością mężczyzny - przypuszcza Vassalli.

Politycy chcieliby spróbować ten charakter okiełznać. Procedują nowe prawo, które ma zapewnić surowe kary za każdą agresję psychiczną i fizyczną.

2 kwietnia tablica pokazująca głosy oddane w Izbie Deputowanych przedstawiła wynik, jakiego dawno w rzymskim Palazzo Montecitorio nie widziano: 461 głosów "za" i żadnego przeciw. Przy odczytywaniu rezultatów głosowania politycy zgodnie podnieśli się z ław i bili brawo.

Zjednoczyła ich potrzeba wprowadzenia poprawki do ustawy o przemocy wobec kobiet, wprowadzającej m.in. przestępstwo "revenge porn" (z ang. porno z zemsty).

Dziennik "La Repubblica" tłumaczy, jak ma działać:

Ktokolwiek, kto zrobi (lub zdobędzie) zdjęcia lub filmy o charakterze seksualnym i opublikuje, udostępni lub wyśle je dalej bez zgody osób, które na nich widnieją, naraża się na karę od roku do sześciu lat więzienia i karę grzywny od pięciu do piętnastu tysięcy euro.

Przestępstwo popełni również ten, kto po otrzymaniu takich zdjęć, przekaże je dalej.

Surowszej kary mogą spodziewać się osoby, które są lub były w przeszłości emocjonalnie związane z "bohaterami" plików (są np. byłymi partnerami poszkodowanych). Wyrok może się też zwiększyć, jeśli działanie wyrządzi krzywdę osobom z chorobą psychiczną, fizyczną lub kobiecie w ciąży.

Według planów, interwencja służb w zakresie "revenge porn" ma nastąpić po złożeniu zawiadomienia przez ofiarę (ma na to sześć miesięcy), w poważniejszych przypadkach ma to być przestępstwo ścigane z urzędu.

Czerwony kod przyspiesza policję

Poprawka dotyczy obowiązującej już ustawy, nazwanej we Włoszech "Codice Rosso" ("Kod Czerwony"). Ta precyzuje, jak mają działać organy ścigania w przypadkach molestowania, znęcania się i stosowania przemocy wobec kobiet przez ich partnerów. Dotyczy też stalkingu.

Ustawa zakłada, że policjanci mają obowiązek kierować każde zgłoszenie poszkodowanej kobiety do prokuratury, bez względu na to, jak poważna jest sprawa w ocenie funkcjonariuszy.

Dodatkowo prokurator musi przesłuchać ofiarę w przeciągu trzech dni od wszczęcia postępowania, chyba że późniejsze działanie będzie bardziej korzystne dla rozwoju śledztwa i dobra domniemanej ofiary.

"Kod Czerwony" zobowiązuje też policjantów do działania w trybie niezwłocznym - prokuratura powinna być na bieżąco informowana o wszystkich ustaleniach i działaniach funkcjonariuszy.

Ustawa zakłada też obowiązek szkolenia dla policjantów, którzy będą mieć kontakt z ofiarami przemocy - kursy mają nauczyć ich, jak rozmawiać z ofiarami czy jak rozpoznawać symptomy przestępstw.

"Wyjątkowy dzień" matki ofiary

Przegłosowanie tej nowej poprawki do ustawy cieszy nie tylko polityków. "Jestem wyjątkowo usatysfakcjonowany, kiedy z rozmów poróżnionych stron da się wyciągnąć jednomyślne wnioski i odzwierciedla się to w późniejszym głosowaniu" - napisał po obradach o "revenge porn" Roberto Fico, przewodniczący Izby Deputowanych.

Wynik skomentowała też matka Tiziany Cantone.

- To dla mnie wyjątkowy dzień. Pierwsze tak konkretne uznanie dla bitwy, którą rozpoczęłam po tym, jak los odebrał mi najcenniejszy dar mojego życia – mówi, wspominając córkę Maria Teresa Giglio.

O tym, czy prawo wejdzie w życie, będzie teraz decydował włoski senat.

Autor: Wanda Woźniak//kg / Źródło: tvn24.pl, ANSA, La Repubblica