Osiem eksplozji, dziewięciu zamachowców. Władze mówią o szczegółach ataków

TVN24


Policja na Sri Lance poinformowała w środę, że serię ataków na kościoły i hotele w tym kraju przeprowadziło dziewięciu zamachowców, a tożsamość ośmiu z nich już ustalono. Według władz jeden ze sprawców studiował w Wielkiej Brytanii i Australii.

ZAMACHY NA SRI LANCE. CZYTAJ WIĘCEJ >

Dotychczas w śledztwie w sprawie ataków aresztowano 60 osób - powiedział przewodniczący parlamentu Lakshman Kiriella, nie podając szczegółów.

Władze na konferencji przybliżyły dane na temat zamachowców samobójców. Stwierdzono, że ataki przeprowadziło dziewięć osób. Tożsamości jednej nie udało się ustalić.

Wśród zamachowców była jedna kobieta, a jeden z napastników studiował w Wielkiej Brytanii i Australii - przekazał lankijski wiceminister obrony Ruwana Wijewardene.

Poinformował także, że obecnie bilans ofiar śmiertelnych wynosi 359 osób, z czego 39 to cudzoziemcy.

"Ktoś kontroluje tych najwyższych rangą urzędników"

Z kolei Kiriella dodał, że "pewni wysocy rangą przedstawiciele służb specjalnych celowo wstrzymali informacje wywiadowcze", w których ostrzegano, że na Sri Lance może dojść do zamachów. "Informacje były, ale urzędnicy z najwyższych szczebli (władzy) nie podjęli odpowiednich działań" - dodał.

Według niego ostrzeżenie przed możliwymi atakami na kościoły, hotele i polityków na Sri Lance 4 kwietnia przekazał lankijskim władzom wywiad Indii, a trzy dni później odbyło się posiedzenie Rady Bezpieczeństwa pod przewodnictwem prezydenta Maithripali Siriseny.

- Ktoś kontroluje tych najwyższych rangą urzędników. Rada Bezpieczeństwa zajmuje się uprawieniem polityki. Musimy to zbadać - oświadczył Kiriella.

Zarówno premier Ranil Wickremasinghe, jak i prezydent Sirisena twierdzą, że nie zostali poinformowani o możliwych atakach.

Były dowódca armii i minister rozwoju regionalnego Sarath Fonseka ocenił w wystąpieniu przed parlamentem, że ataki "musiały być przygotowywane od co najmniej 7-8 lat".

W dochodzenie na Sri Lance zaangażowano FBI

Ambasador USA na Sri Lance i Malediwach Alaina Teplitz poinformowała, że strona amerykańska prowadzi wraz z władzami wspólne śledztwo w sprawie niedzielnych ataków. W dochodzenie zaangażowane jest m.in. FBI.

Ambasador podkreśliła, że jej kraj "nie miał wcześniejszej wiedzy" o zagrożeniu terrorystycznym, ale obecnie jest zdania, że "nadal planowane są ataki terrorystyczne". "Terroryści mogą uderzyć bez ostrzeżenia. Typowe miejsca (zamachów) to duże skupiska ludzi i przestrzenie publiczne" - przypomniała.

Oceniła także, że zawiódł lankijski system ostrzegania o zagrożeniach. Wskazała na wysoki stopień koordynacji i skalę ataków, który według niej może potwierdzać wątek ewentualnego udziału zagranicznych grup terrorystycznych, takich jak tzw. Państwo Islamskie.

Ataki bombowe na kościoły i hotele na Sri Lance
PAP

Zamachy w Wielkanoc

W Niedzielę Wielkanocną zamachowcy samobójcy dokonali serii skoordynowanych ataków na kościoły, w tym dwa katolickie i jeden protestancki, oraz luksusowe hotele na Sri Lance. Były to największe ataki na Sri Lance, odkąd w 2009 roku w kraju tym zakończyła się wojna domowa.

Odpowiedzialność za ataki wzięło na siebie tzw. Państwo Islamskie, nie podając dowodów. Jeden z lankijskich wiceministrów oświadczył z kolei, że zamachy były odwetem za marcowy atak na meczety w Christchurch w Nowej Zelandii, gdzie zginęło 50 osób.

Premier Ranil Wickremesinghe powiedział, że zdaniem rządu IS rzeczywiście mogło mieć związki z zamachami. Ostrzegł też, że na wyspie wciąż są bojownicy i materiały wybuchowe.

Mnich Dawid o sytuacji na Sri Lance po serii zamachówtvn24
wideo 2/3
Religie na Sri Lance
Małgorzata Latos/PAP

Autor: ft / Źródło: PAP, Reuters