Izba Reprezentantów potępiła słowa Donalda Trumpa

TVN24


Izba Reprezentantów amerykańskiego Kongresu przyjęła rezolucję krytykującą "rasistowskie komentarze" prezydenta Donalda Trumpa wymierzone w niektóre kongresmenki Partii Demokratycznej - pisze portal brytyjskiego nadawcy BBC, komentując wtorkowe głosowanie w Waszyngtonie. Za przyjęciem rezolucji opowiedziało się, oprócz wszystkich demokratów, także czworo republikanów i jedyny niezależny kongresmen w izbie. Tuż przed głosowaniem prezydent Trump napisał, że nie jest rasistą.

"Głównym motywem, który doprowadził we wtorek do przyjęcia wniosku demokratów o wyrażenie dezaprobaty wobec stylu, w jaki Trump zaatakował demokratyczne posłanki, było 'zawstydzenie Trumpa i jego kolegów z Partii Republikańskiej, którzy stanęli za nim murem'" - napisał Reuters.

Jak podaje BBC, za rezolucją głosowało 240 członków Izby Reprezentantów, a 187 było przeciw. Wśród tych popierających było 235 demokratów, czworo republikanów i niezależny, były republikański kongresmen Justin Amash.

W tekście rezolucji zaznaczono, że na potępienie zasługują przede wszystkim "rasistowskie komentarze prezydenta Trumpa, które legitymizują i pogłębiają lęk oraz nienawiść wobec Amerykanów z wyboru oraz osób o innym kolorze skóry".

Imigracja "zdefiniowała każdy etap amerykańskiej historii", "wszyscy Amerykanie, poza potomkami ludów rdzennych i zniewolonych Afroamerykanów, są imigrantami lub potomkami imigrantów" - dodano w dokumencie.

Zaznaczono w nim też, że patriotyzm nie jest definiowany przez rasę czy przynależność do grupy etnicznej, a "przez przywiązanie do konstytucyjnych wartości: równości, wolności, łączenia i demokracji".

Trump się broni

"Te komentarze nie były rasistowskie. Nie mam w sobie nawet krzty rasizmu" - napisał w mediach społecznościowych kilka godzin przed planowanym głosowaniem Donald Trump.

Dodał, że "szczerze wierzy, w oparciu o ich działania, że demokratyczne kongresmenki nienawidzą naszego (USA - red.) kraju".

Zasugerował kongresmenkom powrót do "swoich krajów"

"Jakie to interesujące, widzieć 'Progresywne' demokratyczne kongresmenki pochodzące z krajów, których rządy są kompletną i totalną katastrofą, najgorsze, najbardziej skorumpowane i niewydolne na całym świecie (o ile w ogóle mają funkcjonujące rządy), jak teraz głośno i złośliwie mówią ludziom w Stanach Zjednoczonych, największym i najpotężniejszym państwie na świecie, jak powinien działać ich rząd" - napisał w niedzielę Trump na Twitterze.

"Czemuż nie wrócą i nie pomogą naprawić tych całkowicie zepsutych, dotkniętych przestępczą zarazą miejsc, z których pochodzą, a potem wrócą i pokażą nam, jak się to robi?" - pytał prezydent.

"Panie prezydencie, kraj, z którego pochodzę i któremu wszyscy służymy to Stany Zjednoczone" - odpowiedziała mu, również na Twitterze, Ocasio-Cortez. Dorastająca w społeczności robotniczej członkini Partii Dmokratycznej jest córką imigrantki z Portoryko i urodzonego na nowojorskim Bronksie ojca.

Prezydent ataki wymierzył także w grupę jej sojuszniczek w Kongresie nazywaną "oddziałem" ("The Squad"): Ilhanę Omar, Ayannę Pressley (urodzoną w Cincinnati w stanie Ohio) i Rashidę Tlaib (urodzoną w Detroit). Trump nazwał polityczki "radykalną lewicą" i zażądał przeprosin za "straszne i odrażające" uwagi.

Tylko Omar, która pochodzi z Somalii, nie urodziła się w Stanach Zjednoczonych.

Sojusznik prezydenta nazwał kongresmenki "bandą komunistek"

Zaatakowane przez Trumpa demokratki krytykowały politykę migracyjną prezydenta, a zwłaszcza organizowane na jego zlecenie naloty służb imigracyjnych, mające na celu zatrzymanie nielegalnych imigrantów i deportowanie ich.

"Tylu ludzi jest wściekłych na nie i na ich okropne i obrzydliwe działania!" - napisał w jednym ze swoich tweetów Trump.

Szef kancelarii wiceprezydenta Mike'a Pence'a, Marc Short, bronił Trumpa, tłumacząc, że jego wpisy były reakcją na "bardzo konkretne wypowiedzi" Omar i nie były to "ogólne stwierdzenia".

Omar wywołała kilka miesięcy wcześniej kontrowersje, gdy zasugerowała, że kongresmeni popierają Izrael za pieniądze.

Republikanie w ostatnich dniach starali się nie komentować i nie odnosić do ataków prezydenta. Jego bliski sojusznik senator Lindsey Graham powiedział, że namawiał prezydenta, aby unikał personalnych ataków. Jednak w wywiadzie dla prawicowego kanału Fox News nazwał kongresmenki "bandą komunistek". - Są antysemitkami, są antyamerykańskie - dodał.

Dwoje republikańskich senatorów, Susan Collins i Patrick Toomey, potępiło uwagi Trumpa.

Rasistowskie uwagi lejtmotywem kampanii Trumpa

Jak ocenia agencja AFP, wpisy Trumpa nie były przypadkowe, bo mają na celu scementowanie poparcia wśród jego prawicowych wyborców przed wyborami prezydenckimi w 2020 roku.

Ponadto prezydent próbuje skłócić Ocasio-Cortez i jej grupę w Izbie Reprezentantów, stanowiącą lewe skrzydło partii, z przewodniczącą Izby Nancy Pelosi, która stawia na centrowy nurt demokratów.

Ta jednak poparła kongresmenki i zapowiedziała, że Izba będzie głosowała nad rezolucją potępiającą komentarze prezydenta. Inicjatorem głosowania był urodzony w Polsce kongresmen Tom Malinowski.

Agencja AP przypomina, że nie są to pierwsze podobne uwagi Trumpa, który z krytykowania Latynosów i nazywania ich gwałcicielami i przestępcami uczynił stały motyw swojej kampanii wyborczej w 2016 roku.

Większość nie chce kolejnej kadencji prezydenta

Badania opinii publicznej przeprowadzone w poniedziałek i wtorek na zlecenie agencji Reutera przez Ipsos wskazują, że agresywne wypowiedzi Trumpa zwiększyły poparcie dla niego wśród republikanów o 5 punktów procentowych – do 72 procent, w porównaniu do poprzedniego tygodnia.

Jeśli chodzi o zwolenników Partii Demokratycznej i tzw. niezależnych tylko trzech na 10 ankietowanych poparłoby Trumpa. Przed opublikowaniem tych komentarzy, czterech ankietowanych na 10 było gotowych zaaprobować prezydenta Trumpa w Białym Domu.

W skali całych Stanów Zjednoczonych 41 procent ankietowanych popiera prezydenta Trumpa i pozytywnie odnosi się do jego planów kandydowania na drugą kadencję. Poparcia odmawia Donaldowi Trumpowi 55 procent ankietowanych.

Autor: akw/adso / Źródło: PAP, Reuters, BBC