Chińscy dyplomaci "potajemnie wydaleni" z USA

TVN24


Dwóch przedstawicieli chińskiej ambasady zostało potajemnie wydalonych ze Stanów Zjednoczonych po tym, jak wtargnęli do bazy w Wirginii, w stacjonują siły specjalne - napisał w niedzielę "New York Times", powołując się na źródła związane ze sprawą. Według dziennika, to prawdopodobnie pierwsze wydalenie chińskich dyplomatów podejrzewanych o szpiegostwo od ponad 30 lat.

Dziennik "New York Times", powołując się na swoje źródła, napisał, że Amerykanie wydalili potajemnie dwóch urzędników chińskiej ambasady we wrześniu po tym, gdy wjechali do bazy wojskowej koło Norfolk nad Zatoką Chesapeake, w stanie Wirginia.

Według sześciu zaznajomionych ze sprawą osób, z którymi rozmawiali dziennikarze "NYT", amerykańscy urzędnicy są zdania, że przynajmniej jeden z chińskich urzędników był oficerem wywiadu działającym pod dyplomatyczną przykrywką.

Wtargnięcie czy nieporozumienie?

Grupa, w której były także żony dyplomatów, miała podjechać do punktu kontrolnego prowadzącego do wejścia do bazy. Jak relacjonuje "NYT", gdy okazało się, że nie mają pozwolenia na wejście, strażnik skierował ich do bramy i polecił zawrócić. Chińscy dyplomaci tego jednak nie zrobili i kontynuowali jazdę wewnątrz bazy.

"NYT" pisze, że Chińczycy unikali ścigającego ich personelu wojskowego i zatrzymali się dopiero, kiedy na ich drodze stanęły wozy strażackie. Sytuację mieli tłumaczyć niezrozumieniem angielskich poleceń i zwyczajnym zagubieniem. Amerykańscy urzędnicy nie uwierzyli jednak w niewinny błąd i odrzucili argument o pomyłce językowej.

Jak pisze "New York Times", nie jest jasne, co chińscy dyplomaci próbowali zrobić na terenie bazy, jednak niektórzy amerykańscy urzędnicy są zdania, że był to rodzaj test zabezpieczeń.

Evan S. Medeiros, za czasów prezydentury Obamy zajmujący się Azją w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, zauważa w rozmowie z "NYT", że Amerykanie rzadko wyrzucają chińskich szpiegów czy pracowników ambasady działających pod dyplomatyczną przykrywką. W ocenie Medeirosa, chiński wywiad długo nie był bowiem agresywny. – Zmieniło się to około 10 lat temu. Stał się wtedy bardziej wyrafinowany i napastliwy – tłumaczy Medeiros.

W tym roku chiński student Zhao Qianli został skazany na rok więzienia za fotografowanie we wrześniu 2018 roku instalacji amerykańskiego wywiadu wojskowego niedaleko Key West na Florydzie. Kiedy został zatrzymany, łamanym angielskim tłumaczył, że się zgubił. Jak pisze "NYT", chińscy obywatele są przyłapywani nie tylko na kręceniu się w pobliżu rządowych budynków, ale także w uniwersyteckich laboratoriach czy polach uprawnych.

Wydalenie pracowników ambasady według nowojorskiego dziennika pokazuje, że rząd Stanów Zjednoczonych zaczyna przyjmować coraz bardziej twarde stanowisko wobec Chińczyków. "NYT" pisze, że to prawdopodobnie pierwsze tego typu zdarzenie od czasu, gdy Stany Zjednoczone w 1987 roku zmusiły do odejścia dwóch dyplomatów z chińskiej placówki. Chiny i Stany Zjednoczone na co dzień rywalizują przede wszystkim na polu ekonomicznym i toczą wojnę handlową. Spierają się także w takich kwestiach jak prawa człowieka i bezpieczeństwo. Ostatnie wydarzenia to kolejna dzieląca te kraje kwestia.

Wymiana ciosów

16 października, kilka tygodni po wtargnięciu do bazy, amerykański Departament Stanu wprowadził ograniczenia w działalności chińskich dyplomatów, wymagając od nich zawiadomienia przed każdym spotkaniem z lokalnymi lub państwowymi urzędnikami lub wizytą w placówkach edukacyjnych i badawczych.

Władze USA określały te środki jako proporcjonalną odpowiedź na sytuację w Chinach kontynentalnych, gdzie - jak twierdził wysokiej rangi urzędnik Departamentu Stanu - amerykańscy dyplomaci mają ograniczoną możliwość kontaktu z urzędnikami i instytutami badawczymi.

Chińska ambasada stwierdziła w październiku, że nowe zasady "naruszają konwencję wiedeńską" o stosunkach dyplomatycznych.

W zeszłym tygodniu dwóch amerykańskich urzędników potwierdziło, że ograniczenia były rozważane od dłuższego czasu w ramach stosowania reguły wzajemności, jednak wydarzenia w bazie koło Norfolk miały przyspieszyć wprowadzanie przepisów.

Waszyngton i Pekin milczą

"NYT" zwraca uwagę, że ani Waszyngton, ani Pekin publicznie nie zabrały głosu na temat tego, co zdarzył o się w bazie.

Chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i chińska ambasada w Waszyngtonie nie odpowiedziały "NYT" na prośby o komentarz. Dwóch współpracowników chińskiej ambasady przyznało, że powiedziano im, że wydaleni urzędnicy przebywali na wycieczce krajoznawczej, kiedy przypadkowo wjechali do bazy.

Departament Stanu i FBI odmówiły dziennikowi komentarza w tej sprawie.

Autor: akw//kg / Źródło: The New York Times