"Nocą można wychodzić", ale ludzie wciąż "znikają"

TVN24

Aktualizacja:

- Nie wiem, czy on żyje, czy nie, ale wiem jedno – nie może być tak, że on siedzi w więzieniu, a ja spokojnie sobie żyję. Nie, takiego życia nie chcę - mówi reporterowi Faktów TVN Doka Sulejmanow, który od prawie roku próbuje wyjaśnić los syna, którego uprowadzili ludzie w czarnych mundurach. A tymczasem czeczeńscy rządzący za pieniądze od Rosjan odbudowują swój kraj. Grozny rośnie w oczach. Rodzi się tylko pytanie, jakim kosztem.

Jeszcze niedawno Grozny nie istniał, zniszczony wieloletnią wojną. Ale potem Moskwa zamiast walczyć z Czeczenami, postanowiła zalać ich pieniędzmi. W zamian za miliardy dolarów prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow ma zapewnić lojalność i spokój kaukaskiej republiki. Poza tym – może robić co chce.

Szczodry Allach

Czeczenia staje się coraz bardziej islamska. Świadczą o tym wypowiedzi Kadyrowa, który na pytanie skąd bierze fundusze na odbudowę kraju stwierdza, że to pieniądze od Allacha. - My sami nie wiemy, skąd się one biorą. Allach daje, to budujemy - mówi prezydent.

Powstają więc nie tylko okazałe meczety, ale także nowoczesne zakłady produkcyjne. W Argunie – montownia samochodów. W Groznym ruszyła właśnie piekarnia. Nikt nie ma wątpliwości, że poziom życia w jednym z najbiedniejszych rosyjskich regionów szybko rośnie.

Nie wiem, czy on żyje, czy nie, ale wiem jedno – nie może być tak, że on siedzi w więzieniu, a ja spokojnie sobie żyję? Nie, takiego życia nie chcę. Do końca swoich dni będę walczył o uwolnienie swojego syna Doka Sulejmanow

"Do końca swoich dni będę walczył"

Jednak pieniądze płynące do Czeczenii i rosnący poziom życia nie pozwalają zapomnieć o strachu. Przed porwaniem i torturami może nie uratować nawet milczenie. Wystarczy cień podejrzenia, by człowiek zniknął na zawsze.

Doka Sulejmanow od prawie roku próbuje wyjaśnić los syna. Uprowadzili go ludzie w czarnych mundurach z warsztatu samochodowego w centrum Groznego, gdzie pracował. - Do końca swoich dni będę walczył o uwolnienie swojego syna - deklaruje mężczyzna.

Takich przypadków w republice, która liczy nieco ponad milion mieszkańców, w ciągu ostatnich 10 lat były tysiące. Ludzie znikali bez śladu. Czasami znajdowano ich zmasakrowane ciała ze śladami tortur. Obrończyni praw człowieka Natalia Estemirowa, która o porwania oskarżała prorosyjskie władze Czeczenii, została zabita przez nieznanych sprawców.

By nie pomagali partyzantom

- Oficjalne służby próbują zastraszyć ludność, by nie pomagała partyzantom. By nie dawali im jedzenia i wody. I myślę, że to główna przyczyna porwań ludzi - stwierdza Wiaczesław Diundin, obrońca praw człowieka z Orenburga, który jest na misji w Groznym.

Strategia władz przynosi rezultaty. Tak groźne niegdyś separatystyczne podziemie prawie nie istnieje. Jego niedobitki przeniosły się do sąsiednich republik lub uciekły za granicę.

ktom/tr

Źródło: Fakty TVN