Nieudana nocna próba odwołania czeskiego rządu

TVN24

tvn24Czechy. Nieudana próba odwołania rządu

Premier Czech Andrej Babisz wygrał w czwartek nad ranem głosowanie nad wotum zaufania dla swojego koalicyjnego rządu. Do jego odwołania zabrakło 16 głosów. Dymisji szefa rządu domagała się opozycja, a w niedzielę odbyła się w Pradze wielka demonstracja przeciwko rządom Babisza. - To próba destabilizacji naszego kraju - komentował premier czeskiego rządu.

Opozycja domagała się jego dymisji w związku z wstępnym projektem audytu Komisji Europejskiej, według którego premier jest w konflikcie interesów. Według czeskich mediów konflikt ten, wykazany przez wstępną wersję audytu, ma być związany z faktem, że Babisz, który przekazał zarząd nad swoimi firmami funduszom powierniczym, w rzeczywistości nadal ma na nie wpływ. Jednocześnie jako premier miałby wpływać na decyzje, które mogą ich dotyczyć. Przeciwko Babiszowi toczy się również postępowanie karne związane z możliwym wyłudzeniem przez jego firmę europejskich dotacji.

"Może kierować państwem tak jak firmą, ale nie jak swoją firmą"

- Premier może kierować państwem tak jak firmą, ale nie może kierować nim jak swoją firmą - podkreślał jeden z sygnatariuszy wniosku o jego odwołanie, lider konserwatywnej partii Tradycja Odpowiedzialność Prosperity 09 Miroslav Kalousek.

Przewodniczący Czeskiej Partii Piratów Ivan Bartosz podkreślał, że nie może być mowy o pozostawaniu na stanowisku szefa gabinetu osoby, przeciwko której toczy się postępowanie karne. Argumentował, że premier ma konflikt interesów, a rząd nie realizuje swojego programu.

Szef prawicowej Obywatelskiej Partii Demokratycznej Petr Fiala stwierdził, że premier powinien podać się do dymisji, ponieważ jego publiczne wypowiedzi nie przekonują, że podda się postępowaniu wymiaru sprawiedliwości i uzna jego ewentualne decyzje.

Lider ugrupowania Burmistrzowie i Niezależni (STAN) Vit Rakuszan stwierdził, że Republika Czeska powinna wyjść z holdingu Agrofert (czyli z byłej firmy premiera Babisza). Zaapelował także o stworzenie szerokiej koalicji wyborczej, która mogłaby pokonać ruch ANO, na którego czele stoi szef rządu.

"To próba destabilizacji naszego kraju"

Babisz przekonywał, że nie wpływa na publikacje w mediach i nie ma żadnego konfliktu interesów. Przyznał, że próba przegłosowania wotum nieufności należy do uprawnień opozycji, ale nie rozumie, dlaczego sięga ona po to rozwiązanie.

- To próba destabilizacji naszego kraju, przeciwko interesom obywateli naszej republiki, przeciwko interesom wszystkich nas - mówił premier i podkreślał, że kraj nigdy nie miał się tak dobrze jak obecnie.

Odrzucił zarzuty o ewentualnym konflikcie interesów, mówiąc, że aktywa swoich firm przekazał do funduszy inwestycyjnych zgodnie z wymogami prawa, które w 2017 roku uchwalono w związku z funkcjonowaniem w polityce jednego z oligarchów.

Rządzący ruch ANO, którego przewodniczącym jest premier, wybrał obronę swojego lidera poprzez wykazywanie sukcesów rządu i poszczególnych resortów. Na mównicy parlamentu zmieniali się ministrowie wymieniający swoje osiągnięcia.

Wstępna debata, w której mogli uczestniczyli ministrowie i liderzy głównych partii politycznych, trwała sześć godzin. Później na temat odwołania gabinetu głos mógł zabrać każdy poseł. Mówiono zarówno o polityce rządu, jak i wymieniano bardziej ogólne uwagi o sytuacji w Czechach. Debatowano o reformie emerytalnej, sytuacji w resorcie kultury, którego szef formalnie podał się dymisji, ale prezydent Milosz Zeman wstrzymuje się z jej przyjęciem.

Posłowie opozycji krytykowali także fakt, że Babisz kieruje rządem mimo faktu, że jego nazwisko znajduje się w spisie agentów służby bezpieczeństwa komunistycznej Czechosłowacji.

Do odwołania Babisza zabrakło 16 głosów

W ostatecznym głosowaniu, do którego doszło nad ranem w czwartek, gabinet Babisza poparli członkowie kierowanego przez premiera ruchu ANO i koalicyjnej Czeskiej Partii Socjaldemokratycznej (CSSD). Wspierający rząd posłowie Komunistycznej Partii Czech i Moraw nie uczestniczyli w debacie, a podczas głosowania wyszli z sali obrad.

Do odwołania gabinetu potrzebnych było 101 głosów w 200-osobowej Izbie Poselskiej. Opozycja zgromadziła tylko 85 głosów.

Do debaty i głosowania doszło po niedzielnej demonstracji przeciwko premierowi, która mogła zgromadzić nawet 280 tysięcy uczestników.

Autor: ads//now / Źródło: PAP