Chińskie "pływające ludziki" i manewry wojsk USA. Rośnie napięcie na spornym morzu

TVN24


Wojska Stanów Zjednoczonych i Filipin przeprowadziły wspólne ćwiczenia desantowe, które są częścią dorocznych manewrów Balikatan. Doszło do nich w czasie, w którym kilkaset chińskich łodzi ma otaczać filipińską bazę wojskową na jednej ze spornych wysp na Morzu Południowochińskim.

35. doroczne manewry Balikatan trwały w dniach 1-12 kwietnia w San Antonio w filipińskiej prowincji Zambales. Manewry te od kilku dekad są najważniejszym przejawem amerykańsko-filipińskiej współpracy wojskowej i nie zostały wstrzymane nawet przez prezydenta Rodrigo Duterte, który wielokrotnie krytykował współpracę z USA.

W czwartek na poligonie na północ od Manili w ramach ćwiczeń przeprowadzony został desant morski żołnierzy amerykańskich i filipińskich. Scenariusz manewrów przewidywał odbijanie utraconego terytorium przy użyciu lądowania opancerzonych wozów amfibijnych płynących z pokładów okrętów desantowych, m.in. biorącego udziału w ćwiczeniach amerykańskiego USS Wasp (LHD-1).

Setki chińskich łodzi

Wspólne manewry USA i Filipin przeprowadzone zostały w tym samym czasie, w którym rośnie napięcie na Morzu Południowochińskim. 2 kwietnia filipińskie władze poinformowały, że złożyły notę protestacyjną w związku z obecnością chińskich okrętów i łodzi wokół wyspy Thitu (filip. Pag-asa, chin. Zhongye Dao) w archipelagu Spratly, leżącej około 500 kilometrów od filipińskiej wyspy Palawan.

To kontrolowana przez Filipiny druga największa wyspa archipelagu będącego przedmiotem sporu terytorialnego z Chinami. Na Thitu w związku z tym znajduje się niewielka baza filipińskiej armii, a także pas startowy dla samolotów. Siły te są jednak uznawane za symboliczne i nie dysponujące znaczącym potencjałem.

Jak poinformowała Manila, od początku roku rośnie natomiast obecność chińskich jednostek w pobliżu wyspy. Zidentyfikowano aż 275 chińskich okrętów i łodzi rybackich, które krążą i pojawiają się koło Thitu.

Kontrolowana przez Filipiny wyspa Thitu (filip. Pag-asa, chin. Zhongye Dao) w archipelagu Spratly
Google Maps, tvn24.pl

Rzecznik filipińskiej armii Edgard Arevalo zastrzegł, że ciężko jest określić, ile z nich jednocześnie znajduje się w pobliżu, ponieważ są one w ciągłym ruchu. - Według informacji, które mamy, ich najbardziej prawdopodobną intencją jest ustanowienie trwałej obecności w tym rejonie - powiedział w rozmowie z CNN Philippines.

Filipiński prezydent Rodrigo Duterte 5 kwietnia zagroził nawet wysłaniem swoich żołnierzy na "misję samobójczą", jeśli Pekin "nie zostawi w spokoju" położonej na Morzu Południowochińskim i zajętej przez Manilę wyspy Thitu.

Według filipińskich mediów możliwe, że przywódcy Chin i Filipin osobiście przedyskutują tę sprawę podczas planowanego jeszcze w kwietniu w Pekinie drugiego chińskiego Forum Pasa i Szlaku.

Chińskie "pływające ludziki"?

Rzecznik armii USA Tori Sharpe odmówił komentarza do raportów medialnych, że w pobliżu wyspy Thitu przepłynął w ostatnich dniach biorący udział w manewrach Balikatan okręt desantowy USS Wasp.

Z kolei ambasador Chin na Filipinach Zhao Jianhua w rozmowie z CNN oświadczył, że Pekin sprawdza doniesienia o chińskich jednostkach i próbuje ustalić, ile z nich może znajdować się wokół Thitu. Zaznaczył, że to mogą być "nieuzbrojone" kutry rybackie.

Obawy Filipin dotyczące utrzymania kontroli nad Thitu mogą nie być bezpodstawne. Według wcześniejszych raportów na Morze Południowochińskie wysyłane są setki chińskich kutrów, które nie łowią ryb, a jedynie krążą po jego najbardziej strategicznych częściach. Pojawiły się również niepotwierdzone informacje, że w ostatnich latach część z chińskich kutrów wyposażano w specjalne trójnogi umożliwiające zamontowanie broni maszynowej - oficjalnie na wypadek zagrożenia piractwem.

Wzbudziło to obawy, że te niewielkie, ale liczne jednostki pływające mogłyby odgrywać rolę chińskich "pływających ludzików" służących do faktycznego kontrolowania spornych terytoriów. Nazwa nawiązuje do "zielonych ludzików", jak określono rosyjskich żołnierzy w nieoznakowanych mundurach, którzy w 2014 roku przejęli faktyczną kontrolę nad ukraińskim Półwyspem Krymskim.

Na innych, kontrolowanych przez Chiny częściach archipelagu Spratly Pekin od kilku lat umacnia swoją militarną obecność m.in. powiększając wyspy i budując na nich lotniska, porty oraz instalacje wojskowe.

Sporne morze

Chiny uważają leżące na Morzu Południowochińskim Wyspy Paracelskie i archipelag Spratly za własne terytoria, z czego ma wynikać ich suwerenność nad 90 proc. obszaru tego akwenu. Roszczeń tych nie uznają Stany Zjednoczone, zaś inne państwa regionu zgłaszają własne roszczenia. W przypadku wyspy Thitu oprócz Filipin i Chin roszczenia do wyspy zgłasza także Wietnam oraz Republika Chińska na Tajwanie.

Akwen Morza Południowochińskiego ma strategiczne znaczenie dla całego regionu. Znajdują się na nim nie tylko cenne łowiska i złoża surowców naturalnych, ale również prowadzą ważne szlaki żeglugowe. Ocenia się, że wartość transportowanych nimi towarów sięga pięciu bilionów dolarów rocznie.

Jednym z ognisk sporu na Morzu Południowochińskim są Wyspy Spratly
tvn24.pl

Autor: mm / Źródło: CNN, Phil Star, Reuters, tvn24.pl