Kto mógłby zastąpić Putina? Dwóch generałów w roli faworytów

TVN24


Nerwowa atmosfera wokół Kremla i plotki na temat niedyspozycji Władimira Putina skłaniają do postawienia pytania: kto mógłby zastąpić obecnego prezydenta? W państwie takim, jak współczesna Rosja, sukcesja to rzecz kluczowa. Kwestia rozstrzygana na długo przed odejściem przywódcy. Więc nawet jeśli plotki o kłopotach Putina okażą się przesadzone i zamierza on rządzić nawet do 2024 r., "scenariusz awaryjny" musi być gotowy.

W Rosji co najmniej od końca lat 90-tych prezydent jest wyłaniany poprzez namaszczenie poprzednika, a wybory są tylko formalnym zatwierdzeniem decyzji podjętej na szczytach władzy.

Tak było w grudniu 1999 r., gdy schorowany Borys Jelcyn postanowił nie czekać do końca drugiej kadencji, lecz przekazał swe obowiązki Władimirowi Putinowi. Tak było też na jesieni 2007 r., gdy Putin wskazał Dmitrija Miedwiediewa jako swego faworyta - no i oczywiście parę miesięcy później ten wygrał wybory prezydenckie już w I turze.

Kto po Putinie?

Nie ma żadnych wątpliwości, że następna zmiana warty na Kremlu będzie rozegrana w podobny sposób. Chyba że dojdzie do czegoś niespodziewanego i sytuacja wymknie się spod kontroli rządzącej elicie. Pierwsza kadencja Putina kończy się w 2018 r. Jeśli zdecyduje się zostać - druga upływa dopiero w 2024 r. Czyt Putin jest w stanie tak długo rządzić? Nie wiadomo. Nigdy nie można wykluczyć, że choćby ze względów zdrowotnych zdecyduje się odejść wcześniej, rzecz jasna z gwarancjami bezpieczeństwa.

Warto wspomnieć, że nie minął nawet pierwszy rok trzeciej kadencji Putina, a były kremlowski spin-doktor Gleb Pawłowski w jednym z wywiadów prasowych powiedział, że prezydent myśli o sformowaniu "grupy delfinów", z której po długiej obserwacji wybierze swego następcę.

Gdyby Putin musiał odejść z Kremla już dziś, kto mógłby go zastąpić?

Na powrót Miedwiediewa raczej się nie zanosi. Nie te czasy, by na Kremlu zasiadł "liberał". Być może będzie to ktoś z drugiego, a nawet trzeciego szeregu kasty putinowskich urzędników, być może jakiś gubernator. W spekulacjach pojawia się też Siergiej Sobjanin. Jako mer Moskwy od jesieni 2010 r. zdobył dużą popularność i zarazem ma bardzo dobre relacje z Kremlem.

Jeśli jednak Putin i ścisłe kierownictwo Rosji zdecyduje się utrzymać konfrontacyjny kurs w polityce zagranicznej i wewnętrznej, nowy gospodarz Kremla wywodziłby się z "twardogłowych" wrogów Zachodu. Jednym z liderów tego obozu jest wicepremier Dmitrij Rogozin. Ale nie ma silnego zaplecza i ma opinię swego rodzaju "rządowego Żyrinowskiego".

Dziś na czele kolejki do zastąpienia Putina stoi Siergiej Szojgu. Generał, minister obrony, w związku z wojną w Donbasie i zaostrzeniem stosunków z NATO de facto człowiek nr 2 w Rosji. Druga kandydatura, którą można uznać za dość prawdopodobną, jest także generał i także Siergiej - Iwanow. Jest teraz szefem administracji prezydenckiej, a więc należy do kilku najważniejszych osób w państwie. Jest czekistą, weteranem wywiadu. Jeśli za Szojgu stoi armia, to za Iwanowem służby specjalne hołdujące dziedzictwu KGB.

Siergiej Szojgu
Vitaly V. Kuzmin, CC BY SA Wikipedia

"Jastrząb" Szojgu

W kwietniu 2014 r. Rosja skoncentrowała nad granicą z Ukrainą ponad 50 tys. wojska i wszyscy spodziewali się, że uderzenie na Ukrainę nastąpi lada dzień. Wielkim zwolennikiem scenariusza wojennego miał być minister obrony gen. Siergiej Szojgu. Tak twierdzi rosyjski analityk Paweł Felgenhauer, powołując się na swoje źródła w rosyjskiej generalicji. Szojgu miał przekonywać, że należy wykorzystać to, iż Ukraina jest zupełnie nieprzygotowana do wojny. Były to dopiero początki rebelii w Donbasie i operacji antyterrorystycznej (ATO). Jednak Putin ostatecznie zdecydował wtedy, że otwartej wojny z Kijowem nie rozpocznie.

W ciągu ostatniego roku Szojgu nie raz występował w roli "jastrzębia" w konflikcie Rosji nie tylko z Ukrainą, ale i Zachodem. Ostatnio, 2 marca minister obrony poinformował, że rosyjskie bombowce dalekiego zasięgu dalej będą odbywać misje patrolowe w różnych częściach świata. - Takie loty odbywają się od dawna i nie planujemy rezygnować z tej praktyki - powiedział Szojgu. Dodał, że w przyszłości bombowce strategiczne będą poszerzać zakres odbywania lotów. Podkreślił, że Rosja będzie to robić "we współpracy z międzynarodowymi partnerami".

30 stycznia Siergiej Szojgu mówił, że Rosja wzmocni zgrupowania wojska na strategicznych kierunkach – zostaną wprowadzone odpowiednie zmiany do planu działalności ministerstwa obrony na 2015 rok. Elementem nowej fazy polityki Rosji jest ogłoszenie strategicznych planów rozbudowy ugrupowań wojskowych na Krymie, w eksklawie kaliningradzkiej i w Arktyce.

Znacząca w kontekście ewentualnego przejęcia Kremla przez Szojgu jest jego aktywność międzynarodowa. Choćby listopadowa wizyta w kraju uważanym przez Putina za strategicznego sojusznika na całe dekady. W Pekinie Szojgu spotkał się ze swoim chińskim odpowiednikiem oraz premierem Li Keqiangiem. Oświadczył, że obie strony "wyraziły zaniepokojenie amerykańskimi wysiłkami na rzecz umocnienia wojskowo-politycznego wpływu w regionie Azji-Pacyfiku".

Lamaista z Tuwy

Siergiej Szojgu urodził się w 1955 r. w Autonomicznej Socjalistycznej Republice Radzieckiej Tuwy, na pograniczu Syberii i Mongolii. Ojciec był autochtonem, komunistą i urzędnikiem. Matka była Rosjanką, ekonomistką. Szojgu jest po ojcu lamaistą (tybetańska odmiana buddyzmu).

Ukończył politechnikę, został inżynierem i niemal do końca ZSRR pracował w branży budowlanej. W polityce zaistniał dzięki teściowi, który miał znajomości w samym Komitecie Centralnym KPZR. W 1991 r. Szojgu stanął na czele Rosyjskiego Korpusu Ratowników, który potem przekształcono w ministerstwo ds. obrony cywilnej, sytuacji nadzwyczajnych i likwidacji następstw klęsk naturalnych.

Na tym stanowisku był nie do ruszenia, nawet gdy zmienił się prezydent. Przez ponad 20 lat w jednym resorcie Szojgu stał się bardzo popularny i jednocześnie nie kojarzono go mocno z politycznymi podziałami, a bardziej postrzegano go jako fachowca od ratowania ludzi w klęskach żywiołowych.

W grudniu 2010 r. Szojgu został odznaczony Orderem "Za zasługi dla Ojczyzny" II stopnia za rolę, jaką odegrał w reakcji rosyjskich struktur państwowych na katastrofę smoleńską.

Gdy na wiosnę 2012 r. Putin zrobił Szojgu gubernatorem obwodu moskiewskiego, ministerstwo ds. sytuacji nadzwyczajnych miało potężne struktury w całym kraju, z liczącym kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy wojskiem obrony cywilnej.

Putin 2.0?

Stanowisko gubernatora było tylko krótkotrwałą poczekalnią. Już w listopadzie 2012 r. Putin postawił Szojgu na stanowisku ministra obrony. Poprzednik, Anatolij Sierdiukow, to cywil. Szojgu jest zaś generałem armii - choć to stopień nie regularnego wojska. Jako cywilny zwierzchnik armii, odgrywa jedną z najważniejszych ról w wojnie prowadzonej przez Rosję z Ukrainą. Szojgu jest też twarzą wielkich zbrojeń armii i konfrontacji z NATO.

To tylko podnosi jego notowania w czasie, gdy Rosjan ogarnął wojenny i antyzachodni amok. Szojgu i tak od lat pozostaje jedną z najpopularniejszych publicznych postaci. Antykorupcyjna krucjata w resorcie obrony, przywrócenie do służby popularnych generałów, zapowiedź dalszej rozbudowy potencjału wojennego tylko mu pomagają. W rankingach popularności Szojgu ustępuje tylko Putinowi. Jest zresztą nową wersją Putina: fachowiec, sprawny fizycznie, popularny. Uchodzi za konserwatystę i zwolennika imperialnej tradycji Rosji.

Zdaniem niezależnego politologa Andrieja Piontkowskiego, Szojgu to "jedyna osoba w elicie, którą wciąż można, stosunkowo uczciwie i bez monstrualnych oszustw, sprzedać ludziom w przedterminowych wyborach prezydenckich".

Siergiej Iwanow

Siergiej Iwanow
Presidential Press and Information Office | CC BY Wikipedia

Wydaje się, że gdyby dziś Putin miał ustąpić komuś miejsca na Kremlu, jedynym poważnym konkurentem dla Szojgu byłby Siergiej Iwanow. Też generał, tylko w stanie spoczynku.

W Polsce zapamiętano go ostatnio z udziału w obchodach 70. rocznicy wyzwolenia Auschwitz, gdy m.in. Polakom zarzucił próby przekłamywania historii. Szef administracji prezydenta Rosji oznajmił też, że uważa za "dziwną" złożoną przez prezydenta Bronisława Komorowskiego propozycję zorganizowania w Gdańsku 8 maja br. obchodów 70-lecia zakończenia II wojny światowej. Iwanow przewodniczy w Rosji komitetowi organizacyjnemu przygotowującemu w Moskwie obchody 70. rocznicy zwycięstwa w II wojnie światowej.

W listopadzie Iwanow przeżył osobisty dramat. Niezależne rosyjskie media i blogerzy donosili, że Aleksandr Iwanow, starszy syn szefa administracji prezydenta, zginął podczas urlopu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Miał utonąć, pływając z córką w morzu. Aleksandr był wiceprezesem i członkiem zarządu banku Wnieszekonombank.

Młody Iwanow trafił na czołówki rosyjskich mediów w 2005 roku, gdy w Moskwie wszczęto śledztwo w sprawie wypadku drogowego, w którym zginęła emerytka. Kobieta została potrącona na pasach. Ówczesna milicja ustaliła, że za kierownicą auta siedział Aleksandr Iwanow. W listopadzie 2005 roku sprawa została zamknięta – biegli sądowi uznali, że „kierowca Iwanow Aleksandr nie miał technicznej możliwości zapobieżenia wjechania na obywatelkę”, ponadto był trzeźwy i nie przekroczył prędkości.

Przyjaciel czekista

Siergiej Iwanow należy do najbliższego kręgu przyjaciół Putina. Poznali się jeszcze w leningradzkim KGB w 1976 r. Obaj trafili do wywiadu i wyjechali do Europy: tyle że Putin "tylko" do NRD, a Iwanow - z wykształcenia filolog angielski - do krajów skandynawskich. Po upadku ZSRR Putin poszedł pracować do merii petersburskiej, gdy tymczasem Iwanow pozostał w służbach, a dokładniej w Służbie Wywiadu Zagranicznego (SWR).

Gdy Putin został szefem FSB, ściągnął Iwanowa na swojego zastępcę. Potem Putin został prezydentem, a Iwanow odszedł ze służby w stopniu generała-pułkownika. W latach 2001-2007 był ministrem obrony, pierwszym w historii sowiecko-rosyjskiej wywodzącym się z "cywilnych" służb specjalnych. W lutym 2007 został wicepremierem - ruszała Operacja "Sukcesja".

Na następcę typowano ówczesnego 1. wicepremiera Miedwiediewa. Ale mówi się, że Putin obiecał w prywatnej rozmowie Iwanowowi, że to on będzie następcą. I to on w nieformalnym wyścigu "delfinów" wyprzedził Miedwiediewa, przynajmniej w sondażach. Nieoczekiwanie jednak na jesieni 2007 Putin wybrał właśnie Miedwiediewa. Iwanow zaś trafił na stanowisko wicepremiera w rządzie premiera Putina.

Rewanż za 2007?

Gdy Putin pod koniec 2011 r. ogłosił, że wróci na Kreml, Iwanow trafił na szefa administracji prezydenckiej. Objął jedno z najważniejszych stanowisk w państwie i zaczął rozgrywać intrygi przeciwko rywalom na Kremlu. Coraz głośniej mówiono, że chce wziąć rewanż za 2007 rok i ma ambicje wzięcia Kremla.

Najpierw, w sojuszu z klanem siłowików, Iwanow zniszczył ministra obrony Anatolija Sierdiukowa. Mówi się, że chce się teraz zemścić na Miedwiediewie, doprowadzając do dymisji premiera.

O ile Szojgu może liczyć na wsparcie generałów, Iwanow prowadzi subtelną polityczną grę i zdobywa ważnych sojuszników. W kampanii przeciwko Miedwiediewowi jest to nadzorujący sektor energetyczny szef Rosnieftu Igor Sieczin, nieformalny lider klanu siłowików.To zaś oznacza, że Iwanow mógłby też liczyć na przychylność dawnych kolegów z KGB, m.in. szefa FSB Aleksandra Bortnikowa. Iwanow utrzymuje też dobre relacje z lobby zbrojeniowym (wicepremier Dmitrij Rogozin) i szefem megakorporacji Rosyjskie Technologie Siergiejem Czemezowem.

Autor: Grzegorz Kuczyński / Źródło: tvn24.pl