Kiedyś był "mieszkańcem Słowiańska", teraz strzeże wraku samolotu

TVN24

Separatysta był bohaterem reportażu Wojciecha Bojanowskiego ze Słowiańskatvn24
wideo 2/35

Kolejny "zielony ludzik" migruje wraz z rozwojem konfliktu na wschodniej Ukrainie. Kiedyś jako "mieszkaniec Słowiańska" bronił niepodległości swojego miasta przed "faszystami z Kijowa", dziś zabezpiecza wrak zestrzelonego samolotu pasażerskiego i pilnuje zagranicznych wysłanników.

Mężczyzna był bohaterem reportażu Wojciecha Bojanowskiego. Dziennikarz był w Słowiańsku w czasie ofensywy ukraińskich wojsk na separatystów. Bojanowski odwiedził na barykadach tzw. lokalne oddziały samoobrony. Bojownicy pokazywali mu swój magazyn, chwalili się bronią, pokazywali, jak się z nią posługiwać.

Wówczas Bojanowski rozmawiał z potężnym mężczyzną, który pokazywał mu wyrzutnię RPG i pokazywał, jak się strzela. - To jest "goodbye America" - mówił, wskazując na broń.

Na przełomie maja i czerwca Słowiańsk został odbity, a separatyści wyparci na wschód.

"Mieszkaniec" Hrabowa?

Od ofensywy na Słowiańsk minęło półtora miesiąca. Okazuje się, że "ekspert" od RPG pojawił się teraz w Hrabowie, gdzie w czwartek prorosyjscy separatyści zestrzelili samolot pasażerski z niemal 300 pasażerami na pokładzie.

"Mieszkaniec Słowiańska" stał się bohaterem jednego z najbardziej symbolicznych zdjęć z miejsca katastrofy, które obiegło cały świat. Separatysta podnosi ze szczątków samolotu pluszaka, należącego do jednej z ofiar katastrofy.

- To świadczy o tym, że ci separatyści to nie tak jak głosi ich legenda są ludźmi, którzy mieszkają gdzieś tutaj w okolicy, chwycili za broń, i teraz walczą przeciwko wojsku, tylko to są po prostu najemnicy, którzy dwa miesiące temu byli w Słowiańsku, dzisiaj są tutaj (w Hrabowie - red.). Zajmują się strzeżeniem tego wraku - powiedział Wojciech Bojanowski, specjalny wysłannik TVN24 na Ukrainie.

Ginie 298 osób

Samolot malezyjskich linii lotniczych rozbił się na wschodniej Ukrainie w czwartek. Zarówno władze Ukrainy jak i przedstawiciele państw zachodnich twierdzą, iż są dowody, że boeing 777 z prawie 300 osobami na pokładzie mógł być zestrzelony pociskiem rakietowym odpalonym z terenów kontrolowanych przez separatystów i że broń tę - zapewne zestaw rakietowy Buk - separatyści musieli otrzymać z Rosji.

Zginęło 298 osób, w tym 193 Holendrów.

Autor: pk/kka/zp / Źródło: tvn24