Prezydent Ekwadoru mówi, dlaczego nie chcieli już Assange'a

TVN24

Aktualizacja:

Julian Assange wielokrotnie łamał warunki swojego azylu i próbował wykorzystać ambasadę Ekwadoru w Londynie jako "centrum szpiegowskie" - stwierdził prezydent Ekwadoru Lenin Moreno. W niedzielę brytyjski "Guardian" opublikował pierwszy anglojęzyczny wywiad z Moreno od czasu aresztowania założyciela Wikileaks.

Julian Assange, po siedmiu latach spędzonych w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, 11 kwietnia utracił azyl przyznany mu przez ekwadorskie władze i został aresztowany. Prezydent Ekwadoru Lenin Moreno tego samego dnia zapewnił, że otrzymał od brytyjskich władz pisemne zapewnienie, że Assange nie zostanie wydany żadnemu państwu, w którym groziłyby mu tortury lub kara śmierci.

Mimo to jego decyzja o cofnięciu azylu dla założyciela Wikileaks wywołała kontrowersje m.in. w samym Ekwadorze. Poprzedni prezydent tego kraju, Rafael Correa, oskarżył Moreno o "zbrodnię przeciwko ludzkości, która nigdy nie zostanie zapomniana" i nazwał go "największym zdrajcą w historii Ekwadoru i całej Ameryki Łacińskiej".

Rząd Moreno oskarżył Wikileaks, że jest powiązane z anonimową stroną internetową, na której w ostatnim czasie pojawiły się zarzuty, jakoby brat Moreno unikał płacenia podatków. Opublikowano również na niej prywatne materiały, w tym zdjęcia Moreno i jego rodziny.

"Centrum szpiegowskie" w ambasadzie

W pierwszym anglojęzycznym wywiadzie udzielonym od aresztowania Juliana Assange'a Lenin Moreno odrzuca oskarżenia, że jego decyzja podyktowana była chęcią zemsty za wyciek prywatnych materiałów. Wywiad przeprowadzony został za pośrednictwem maila.

W wypowiedziach opublikowanych w niedzielę przez "Guardiana" prezydent Ekwadoru oskarżył Juliana Assange'a o wielokrotnie ingerowanie w wewnętrzne sprawy państw. Jako jeden z ostatnich przykładów podał ujawnione w styczniu 2019 roku dokumenty Watykanu.

"Wszelkie próby destabilizacji [państw - red.] są karygodne w Ekwadorze, ponieważ jesteśmy suwerennym państwem i szanujemy politykę każdego innego państwa" - zaznaczył. "To niefortunne, że z naszego terytorium [placówki dyplomatycznej - red.] i za zgodą poprzednich władz [Ekwadoru - red.] w ekwadorskiej ambasadzie w Londynie zapewnione zostały udogodnienia umożliwiające ingerowanie w procesy zachodzące w innych państwach" - zaznaczył.

"Nie możemy pozwolić, aby nasz dom, dom, który otworzył swoje drzwi, stał się 'centrum szpiegowskim'" - zaznaczył, najwyraźniej odnosząc się, według "Guardiana", do wycieku prywatnych zdjęć jego rodziny. "Takie działanie narusza warunki azylu. Nasza decyzja nie jest arbitralna, ale oparta na prawie międzynarodowym" - stwierdził Moreno.

Podkreślił także, że decyzja o współpracy z władzami brytyjskimi i cofnięciu azylu dla Assange'a była podjęta suwerennie przez jego rząd i nie była wymuszona przez żadną siłę zewnętrzną. "(Assange) był gościem, któremu zaoferowano godne traktowanie, ale on nie przestrzegał podstawowej zasady wzajemności wobec państwa, które wiedziało jak go przyjąć, ani nie przejawiał woli zaakceptowania protokołów (praw) państwa, które go powitało. Wycofanie jego azylu nastąpiło w ścisłej zgodności z prawem międzynarodowym" - ocenił Moreno.

Brak higieny i problemy ze zdrowiem

Prezydent w ostrych słowach skrytykował przy tym sposób, w jaki Julian Assange traktował personel dyplomatyczny w Londynie. "Zachowanie Assange'a było całkowicie naganne i oburzające po całej ochronie, jaką państwo ekwadorskie zapewniło mu przez niemal siedem lat. Źle traktował naszych urzędników w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, nadużywał cierpliwości Ekwadorczyków. Rozpętał agresywną kampanię przeciwko Ekwadorowi i zaczął wysuwać groźby prawne nawet przeciwko tym, którzy mu pomagali" - ocenił.

Moreno stwierdził również, że jakakolwiek forma koegzystencji z Assange'em w ambasadzie stała się bólem głowy. Zarzucił "niewłaściwą" higienę założyciela Wikileaks, która "rzutowała na jego własne zdrowie jak również na wewnętrzną atmosferę w placówce dyplomatycznej. Ponadto Assange miał problemy zdrowotne, które powinny zostać zbadane".

Prezydent Ekwadoru podkreślił, że Assange nie mógł wykorzystywać przyznanego mu azylu do uciekania przed prawem. "Azyl polityczny nie może być wykorzystywany jako sposób na unikanie konsekwencji popełnionych przestępstw" - zaznaczył.

Odnosząc się do słów Rafaela Correi, który nazwał go zdrajcą, stwierdził natomiast: "Jeżeli bycie zdrajcą oznacza obronę demokracji, wolności prasy oraz ujawnianie prawdy i skorumpowania poprzedniej władzy, wtedy może nazywać mnie, jak tylko zechce".

Areszt w ambasadzie

Assange, który od siedmiu lat przebywał w ambasadzie Ekwadoru w Londynie, został aresztowany w czwartek 11 kwietnia. Policjanci mogli zatrzymać Australijczyka dzięki temu, że władze Ekwadoru podjęły decyzję o wycofaniu udzielonego mu azylu politycznego i pozwoliły funkcjonariuszom na wejście na teren placówki dyplomatycznej.

46-letni Assange ukrywał się w ambasadzie Ekwadoru przed brytyjską policją, która chciała go aresztować za niestawienie się w sądzie 29 czerwca 2012 r. Wezwanie dotyczyło wydanego przez Szwecję w 2010 r. międzynarodowego nakazu aresztowania w związku z oskarżeniami o molestowanie seksualne i gwałt.

Szwedzcy śledczy wstrzymali później prowadzenie tego postępowania, ale szef Wikileaks pozostawał w ambasadzie Ekwadoru. Jego prawnicy argumentowali, że mógłby zostać wydany władzom USA w związku z ujawnianymi przez Wikileaks tajnymi amerykańskimi dokumentami dotyczącymi wojska i dyplomacji. Był to największy wyciek informacji w historii USA.

Po aresztowaniu Assange'a prawniczka domniemanej ofiary Assange'a zapowiedziała podjęcie próby ekstradycji do Szwecji, mówiąc, że "żadna ofiara gwałtu nie powinna czekać dziewięć lat na sprawiedliwość". Szwedzka prokuratura oświadczyła tymczasem, że śledzi rozwój sytuacji w związku z aresztowaniem Assange'a i dodała, że dochodzenie może być wznowione, dopóki domniemane przestępstwo nie ulegnie przedawnieniu, czyli w tym przypadku do sierpnia 2020 r.

Autor: mm\mtom / Źródło: Guardian, PAP