Prokuratura chce więzienia w zawieszeniu po rewizjach w biurze "buntownika"

TVN24

Aktualizacja:

Prokuratura w Bobigny pod Paryżem zażądała trzech miesięcy więzienia w zawieszeniu dla lidera skrajnie lewicowej Francji Nieujarzmionej Jean-Luca Melenchona. Politykowi zarzuca się "zastraszanie władz sądowych, bunt i prowokacje".

Prokuratura chce także, aby polityk w ramach grzywny zapłacił 8 tysięcy euro. Dla pięciu innych osób pozwanych w tym samym procesie cywilnym prokuratura również zażądała grzywien, w wysokości 2-10 tysięcy euro. Chodzi między innymi o deputowanych Francji Nieujarzmionej (FI) i europarlamentarzystę z tego ugrupowania Manuela Bomparda.

Groziło im nawet 10 lat więzienia.

Rewizje w biurze partii

Sprawa dotyczy incydentów z października 2018 roku, gdy agenci francuskiego biura antykorupcyjnego OCLCIFF przeprowadzili przeszukania w paryskim domu Melenchona i w biurze jego ugrupowania.

Rewizje zlecono w ramach wstępnych śledztw. Jedno z nich miało dotyczyć możliwego tworzenia fikcyjnych miejsc pracy w Parlamencie Europejskim, a drugie - finansów związanych z kampanią szefa FI przed wyborami prezydenckimi w 2017 roku.

W komunikacie FI uznało wówczas, że przeszukania były atakiem przeprowadzonym na podstawie "wymysłów".

Melenchon "upokorzony"

W pierwszym dniu dwudniowego procesu, w czwartek, Melenchon opowiadał o "poczuciu upokorzenia" w związku z przeszukaniami, czym tłumaczył swoją "gwałtowność". Wyjaśniał, że nie chciał sprzeciwiać się przeszukaniom, ale chciał w nich brać udział, aby zapewnić, że nie zostanie skonfiskowany plik z listą członków FI.

Szef ugrupowania argumentował, że jego postawa była "politycznie uzasadniona", bo "sądził, że padł ofiarą ataku politycznego".

Całą akcję polityk nagrywał telefonem komórkowym, transmitując ją na żywo na Facebooku. Oceniał, że była to "polityczna operacja policyjna", a jej celem było "zastraszenie". Namawiał do wyważenia drzwi w celu wejścia do siedziby partii. Na filmie widać było również jak popycha przedstawiciela prokuratury i policjanta, który próbował interweniować.

Powodami w procesie są między innymi policjanci, z których kilku po incydencie otrzymało zwolnienie lekarskie. AFP nie wyjaśnia jednak, jaki to ma związek z akcją.

Jeden z przedstawicieli powodów podkreślał przed sądem, że członkowie FI przedstawili i rozpowszechnili obraz "wymiaru sprawiedliwości zinstrumentalizowanego politycznie, który nie odpowiada rzeczywistości".

Autor: akw\mtom / Źródło: PAP