Ubóstwiana premier nie żyje. Władze obawiają się histerii i samobójstw

TVN24

Aktualizacja:

Nie żyje Jayalalitha Jayaram, była gwiazda filmowa i charyzmatyczna premier stanu Tamilnadu na południu Indii. Przed szpitalem, w którym leżała, gromadziły się dziesiątki mieszkańców, którzy modlili się o poprawę jej stanu zdrowia. W stan gotowości postawiona została policja, ponieważ władze obawiają się, że śmierć polityk może doprowadzić jej najbardziej gorliwych zwolenników do samobójstw.

Jayalalithaa Jayaramma 68 lat
Wikipedia

68-letnia Jayalalithaa Jayaram miała poważne problemy ze zdrowiem od kilku miesięcy. Ostatni raz pojawiła się publicznie we wrześniu. W niedzielę wieczorem polityk przeszła zawał serca. Szpital, w którym przebywała, informował w poniedziałek, że jest w stanie krytycznym.

W ciągu ostatnich miesięcy wiadomości na temat stanu zdrowia premier strzeżono jak oka w głowie. Tamilska policja bardzo poważnie traktowała wszelkie plotki na ten temat. Za wpisy w mediach społecznościowych aresztowano m.in. tamilskiego księdza oraz sześć innych osób.

Samobójstwa wśród zwolenników

Przed szpitalem, w którym lekarze walczyli o życie Jayaram, gromadziły się tłumy mieszkańców stanu. Najbardziej zagorzali zwolennicy polityk nazywali ją Ammą, czyli Matką. W stan gotowości postawiona została policja. Władze obawiały się bowiem, że złe informacje na temat stanu zdrowia premier mogą doprowadzić do niepokojów społecznych, a nawet samobójstw.

Samobójstwa zwolenników Ammy nie są nowością. Kiedy w październiku 2014 roku sąd skazał Jayalalithę za korupcję, w ciągu dwóch dni samobójstwo popełniło szesnaście osób. Niektórzy się podpalili, jak działacz partii oraz student w Tirupurze. Trzy osoby powiesiły się, jedna rzuciła pod autobus, a dziesięć zmarło na zawał serca na wieść o wyroku. Kilka dni później liczba ataków serca przekroczyła sto, a samobójstw czterdzieści.

Aktorka, która została politykiem

Jayalalithaa miała za sobą bardzo udaną karierę aktorską. Zagrała w ponad stu czterdziestu filmach Kollywoodu, południowoindyjskiej fabryki marzeń, która w Tamilnadu przebija popularnością panindyjski Bollywood. Z tego dwadzieścia osiem filmów wyreżyserował słynny M.G. Ramachandrana, który przy okazji był szefem partii AIADMK. Jayalalithaa stała się jego protegowaną. Świetnie wykształcona, mówiąca kilkoma lokalnymi językami i z dobrym angielskim na początku lat 80. w cuglach wygrała mandat poselski w Lok Sabhie (Izbie Ludowej), niższej izbie indyjskiego parlamentu.

M.G. Ramachandrana, nazywany też MGR, zmarł pod koniec lat 90. i partia rozbiła się na dwa obozy. Jeden popierał wdowę po reżyserze, a drugi Jayalalithę, która ogłosiła siebie prawowitą polityczną następczynią tego polityka.

W ciągu trzech lat uparta polityk zjednoczyła partię i wygrała wybory. Przez następne 25 lat aż pięć razy zostawała premierem stanu Tamilnadu. Wprowadziła rządowe bary, gdzie za symboliczną opłatę każdy może zjeść porządny posiłek, przyciągała inwestycje do Madrasu i buduje metro. A przy tym nie podporządkowywała się łatwo politykom w Delhi. Tradycyjnie jej partia miała wystarczająco dużo mandatów w indyjskim parlamencie, żeby obalić każdy rząd. Nawet teraz partia premiera Narendry Modiego, która ma samodzielną większość, wolało nie zadzierać z premier Tamilnadu. Jednak w 2014 roku wydawało się, że jej karierę ostatecznie załamie wyrok za korupcję. Trafiła do więzienia, lecz rok później wygrała apelację i kolejne wybory. Następnie przyszła choroba. Jayalalithaa przestała pojawiać się na oficjalnych uroczystościach, odwiedzała swój sekretariat ledwie dwa razy w tygodniu na dwie godziny. Według relacji urzędników i partii, rządziła stanem poprzez wideokonferencje. 22 września znalazła się w szpitalu. Jej zastępca ograniczał wszystkie decyzje do minimum, bojąc się, że jakikolwiek gwałtowniejszy ruch może być traktowany jak zdrada. Jayalalithaa zawsze rządziła twardą ręką, do dymisji swoich ministrów wykorzystując często najmniejsze preteksty.

Autor: kg,kło/adso,rzw / Źródło: BBC, Reuters, PAP