Podejrzani o gwałt i morderstwo zastrzeleni podczas wizji lokalnej. "Próbowali odebrać broń policjantom"

TVN24


Indyjska policja zastrzeliła czterech mężczyzn podejrzanych o zgwałcenie i zabicie w zeszłym tygodniu 27-letniej kobiety w Hajdarabadzie, stolicy stanu Andhra Pradeś w środkowo-południowych Indiach.

Zwęglone szczątki zamordowanej kobiety zostały znalezione 28 listopada w Hajdarabadzie, stolicy stanu Andhra Pradeś w środkowo-południowych Indiach. Zbrodnia wywołała oburzenie opinii publicznej w Indiach, a także protesty przeciwko bezczynności policji.

Podejrzani o zgwałcenie i zabicie 27-latki zostali zatrzymani przez policję i w piątek rano doprowadzeni na miejsce zbrodni w celu przeprowadzenia wizji lokalnej. Tam, jak informuje BBC, zostali zastrzeleni, gdy próbowali odebrać broń funkcjonariuszom i uciec.

Po pojawieniu się informacji o zabiciu napastników przez policję matka ofiary powiedziała BBC, że "wymierzono sprawiedliwość". Z kolei tysiące ludzi wyszły na ulice Hajdarabadu, żeby pochwalić policję, że sprawiedliwości stało się zadość.

Zaostrzony kodeks

Indyjski kodeks karny zaostrzono w 2013 roku, po wielomiesięcznych protestach ulicznych wywołanych przez bestialski gwałt na studentce fizjoterapii w grudniu 2012 roku. Protestujący domagali się m.in. zmian w prawie i w podejściu policji do ścigania przestępstw na tle seksualnym. Nowe przepisy nakładają karę minimum 20 lat więzienia i maksymalnie dożywocia lub śmierci przy gwałtach zbiorowych oraz za gwałt, którego skutkiem był zgon ofiary lub jej stan wegetatywny.

W Delhi liczba zgłoszonych gwałtów wzrosła trzykrotnie w porównaniu z 2012 rokiem. Zdaniem policji kobiety częściej zgłaszają gwałty dzięki zmianom przepisów, protestom i kampanii medialnej w przełomowym 2012 roku.

Jednak w Narodowym Badaniu Zdrowia Rodziny, przeprowadzonym na zlecenie rządu na przełomie 2015 i 2016 roku, szacuje się, że 99,1 proc. napaści seksualnych w Indiach wciąż nie jest zgłaszanych.

Do zderzenia doszło w mieście Hajdarabad
Mapy Google, tvn24.pl

Autor: mart\mtom / Źródło: PAP