"Tak nie zaatakowano by mężczyzny". Córka pierwszej damy stanęła w jej obronie

TVN24


Tiphaine Auzière, najmłodsza z trójki dzieci nowej francuskiej pierwszej damy, z oburzeniem zareagowała na ataki na matkę. Oponentom wytknęła seksizm, uprzedzenia względem wieku i zazdrość.

Brigitte Macron (z domu Trogneux) 13 kwietnia skończyła 64 lata. Jej mąż Emmanuel Macron - najmłodszy w historii prezydent Francji - w grudniu skończy lat 40. Para poznała się w liceum w Amiens, kiedy Macron miał zaledwie 15 lat. Brigitte była jego nauczycielką francuskiego i mężatką.

Mimo wysiłków obu rodzin romans przetrwał, a jego ukoronowaniem był zawarty w 2007 roku ślub. Macronowie nie mają własnego potomstwa, ale Brigitte ma troje dzieci z pierwszego małżeństwa - dwie córki i syna - oraz siedmioro wnucząt. W ubiegłym roku przeszła na emeryturę, by pomóc małżonkowi w kampanii i sprawach partyjnych.

Ataki "skandaliczne"

Sytuacja ta, zwłaszcza różnica wieku prezydenckiej pary, spowodowała w mediach i środowiskach politycznych liczne komentarze, nie zawsze przychylne pod adresem pierwszej damy.

W obronie matki stanęła Tiphaine Auzière, jej młodsza córka, kandydatka do parlamentu z ramienia ugrupowania Macrona - La Republique En Marche. Ataki na Brigitte Macron uznała za przejaw seksizmu i uprzedzeń względem wieku.

32-letnia prawniczka w wywiadzie dla telewizji BFMTV podkreśliła, że "nie wolno być obojętnym" wobec takich uwag. - Myślę, że w XXI wieku we Francji takie ataki są wybitnie skandaliczne - stwierdziła.

- Takie ataki nie byłyby kierowane pod adresem polityków-mężczyzn ani pod adresem mężczyzny, który byłby partnerem kobiety-polityka. Uważam więc, że jest w tym wiele zazdrości i że to bardzo niewłaściwe - dodała.

Wspomniała, że spotyka też wiele osób, które pozytywnie wypowiadają się o jej matce, "którzy podziwiają to, co ona robi, jej pracę, jej zaangażowanie". - Jeśli ludzie nie mają nic innego do roboty jak krytykować, niech to robią, to tylko bardziej zbliża nas do siebie - oświadczyła Tiphaine Auzière.

Autor: rzw / Źródło: The Guardian,tvn24.pl