Chiny wprowadzają ograniczenia za wspieranie przez USA "bałaganu w Hongkongu"

TVN24


Chiny wstrzymały rozpatrywanie wniosków o zgodę na zawijanie amerykańskich okrętów wojennych i lądowanie amerykańskich samolotów wojskowych w Hongkongu – przekazało w poniedziałek Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Pekinie. Nałożono również sankcje na organizacje pozarządowe z siedzibami w Stanach Zjednaczonych, w tym na Human Rights Watch.

Chińskie władze wstrzymają rozpatrywanie wniosków o zgodę na zawijanie amerykańskich okrętów wojennych i lądowanie amerykańskich samolotów wojskowych w Hongkongu – powiedziała rzeczniczka chińskiego MSZ Hua Chunying na poniedziałkowym briefingu w Pekinie.

Odpowiedź na wsparcie USA dla ruchów demokratycznych w Hongkongu

Decyzja chińskiego rządu to odpowiedź na przyjęcie przez Kongres USA i podpisanie przez prezydenta Donalda Trumpa dwóch ustaw wspierających ruch demokratyczny w Hongkongu.

Pekin ocenił te akty prawne jako poważną ingerencję w wewnętrzne sprawy Chińskiej Republiki Ludowej i zapowiedział stanowczy odwet.

Chińskie obiekty wojskowe w Hongkongu
PAP

"Ponoszą odpowiedzialność za chaos w Hongkongu"

Chiński rząd nałożył również sankcje na organizacje pozarządowe z siedzibami w USA, w tym Human Rights Watch, National Endowment for Democracy i National Democratic Institute for International Affairs. Według Pekinu wspierają one "radykalne" i "brutalne" działania w Hongkongu.

- Istnieje wiele dowodów świadczących o tym, że te organizacje pozarządowe wspierały antychińskie siły, by robić bałagan w Hongkongu, zachęcały je do popełniania ekstremalnie brutalnych przestępstw i działalności na rzecz "niepodległości Hongkongu". Ponoszą one dużą odpowiedzialność za chaos w Hongkongu i zasługują na sankcje - oświadczyła Hua. Rzeczniczka wezwała władze USA, aby "naprawiły swoje błędy" i "zaprzestały ingerencji" w wewnętrzne sprawy Chin. Zastrzegła, że Pekin może podjąć kolejne kroki, by chronić suwerenność i bezpieczeństwo narodowe Chińskiej Republiki Ludowej.

USA wspierają Hongkong

"Ustawa o prawach człowieka i demokracji w Hongkongu" została w ubiegłym tygodniu jednogłośnie uchwalona przez amerykański Senat. W Izbie Reprezentantów tylko jeden deputowany był przeciw.

Ustawa zobowiązuje Departament Stanu do składania okresowych, co najmniej corocznych, raportów zaświadczających, iż Hongkong ma wystarczającą autonomię. Przewiduje także sankcje za łamanie praw człowieka.

Donald Trump podpisał również drugą ustawę, która zabrania eksportu do Hongkongu środków i broni do walki z demonstrantami, takich jak gaz łzawiący, rozpylacze gazu pieprzowego, gumowe kule i broń hukowa.

Pekin potępił obie ustawy, określając je jako "daleko posuniętą ingerencję w sprawy wewnętrzne Chin i naruszenie prawa międzynarodowego". Zagroził też niesprecyzowanymi bliżej "zdecydowanymi kontrposunięciami".

W komunikacie chińskie MSZ podkreśliło, że Stany Zjednoczone "poniosą konsekwencje chińskich kontrposunięć", jeśli będą nadal "działać arbitralnie" wobec Hongkongu. Wezwało ambasadora USA w Pekinie. Wiceminister spraw zagranicznych Le Yucheng zażądał od ambasadora Terry’ego Branstada, by USA natychmiast przestały ingerować w wewnętrzne sprawy Chin i szkodzić dwustronnym relacjom, gdyż w przeciwnym razie - jak ostrzegł - "poniosą wszelkie konsekwencje".

Reakcja władz Hongkongu

Władze Hongkongu wyraziły w czwartek "głębokie ubolewanie" z powodu podpisania przez Trumpa ustaw i oskarżyły Waszyngton o ingerencję w swoje sprawy wewnętrzne.

Przedstawiciel władz Hongkongu, cytowany przez AFP, oświadczył, że ustawy "wysyłają zły przekaz dla manifestantów".

Przejmując Hongkong od Brytyjczyków w 1997 roku, Pekin zobowiązał się zapewnić temu miastu szeroką autonomię przez 50 lat. Na tej podstawie USA przyznały mu specjalny status handlowy, odróżniający go od Chin kontynentalnych.

Hongkong
PAP

Protesty w Hongkongu

W Hongkongu od czerwca trwają masowe antyrządowe protesty, a w ostatnich miesiącach na ulicach regularnie dochodziło do starć z policją i aktów wandalizmu. Demonstranci domagają się m.in. demokratycznych wyborów władz regionu i niezależnego śledztwa w sprawie działań policji. Popierana przez rząd centralny w Pekinie szefowa administracji Hongkongu Carrie Lam wykluczyła jednak ustępstwa.

Miażdżące zwycięstwo opozycji demokratycznej i porażka obozu prorządowego w wyborach do rad dzielnic Hongkongu zostały powszechnie odebrane jako dowód na duże poparcie społeczne dla protestów.

Autor: mart//rzw / Źródło: PAP, TVN24