Blamaż francuskich socjalistów. Lider podaje się do dymisji

TVN24


Druga tura wyborów parlamentarnych we Francji pociąga za sobą polityczne ofiary. Przywódca francuskich socjalistów Jean-Christophe Cambadelis ocenił, że upadek lewicy nie pozostawia wątpliwości, a pełnię władzy ma prezydent Emmanuel Macron i jego partia La Republique en Marche. Wobec tej sytuacji Cambadelis ogłosił, że podaje się do dymisji.

- Dziś wieczorem upadek Partii Socjalistycznej nie pozostawia żadnych wątpliwości. Prezydent Republiki ma pełnię władzy - oznajmił Cambadelis. Poinformował, że podaje się do dymisji, a jego miejsce ma zająć "zbiorowe przywództwo".

- Triumf Macrona jest niepodważalny - przyznał Cambadelis. Zaapelował, by jego ugrupowanie zasadniczo się zreformowało. - Lewica musi się radykalnie zmienić - powiedział.

Według prognoz Partia Socjalistyczna i jej sojusznicy zdobyli 45 mandatów w liczącym 577 miejsc Zgromadzeniu Narodowym. Głosowało na nich 6 procent wyborców - podało MSW po przeliczeniu 75 procent oddanych głosów. W dotychczasowym Zgromadzeniu Narodowym Partia Socjalistyczna miała 280 mandatów, co pozwalało jej na samodzielne rządy.

"Społeczny opór"

Skrajnie lewicowa partia Francja Nieujarzmiona zdobyła według prognoz 17 miejsc. Jej lider Jean-Luc Melenchon zwrócił uwagę na niską frekwencję szacowaną na 43 procent, oceniając, że była ona wyrazem "masowego strajku powszechnego od obywatelskiego obowiązku".

Zapowiedział "społeczny opór" wobec reform planowanych przez Macrona, wśród których jest reforma prawa pracy. Melenchon zaznaczył, że prezydent nie ma prawa "zniszczyć kodeksu pracy".

Wyborcy dali w niedzielę wyraźną większość partii prezydenta Emmanuela Macrona, La Republique en Marche (LREM), która zdobyła większość bezwzględną w izbie niższej parlamentu. Na LREM głosowało 42 procent wyborców. To przekłada się na 355 do 360 miejsc i pozwala Macronowi na sformowanie rządu, by realizować reformy, do których zobowiązał się w swojej kampanii wyborczej.

Autor: TG//now / Źródło: PAP