Wypadek Beaty Szydło. Nie da się odzyskać nagrania z uszkodzonej płyty

TVN24

Wypadek Beaty Szydło. Nie da się odzyskać nagrania z uszkodzonej płytytvn24
wideo 2/36

Nie da się odzyskać danych z uszkodzonej płyty będącej dowodem w sprawie wypadku rządowej kolumny Beaty Szydło, do którego doszło w lutym 2017 roku w Oświęcimiu - poinformowali sąd eksperci z Biura Ekspertyz Sądowych z Lublina, którzy zbadali płytę. Znajdowały się na niej nagrania z monitoringu miejsca położonego 300 metrów od trasy przejazdu rządowej kolumny.

Jak dowiedziała się reporterka TVN24, Biuro Ekspertyz Sądowych z Lublina zbadało uszkodzoną płytę z nagraniem z monitoringu i przekazało wnioski do sądu w Oświęcimiu.

Eksperci stwierdzili, że dane zostały utracone bezpowrotnie. Uszkodzenie płyty było mechaniczne.

Prokurator twierdzi, że "dowód nie ma żadnego znaczenia"

Prokurator okręgowy z Krakowa Rafał Babiński powiedział, że "od początku było wiadomo, że ten dowód nie ma żadnego znaczenia dla dalszego sprawy, bo to nagranie nie obejmuje miejsca zdarzenia przejazdu kolumny".

- To jest nagranie z budynku, który znajduje się kilkaset metrów od miejsca zdarzenia, ale obok, na równoległej ulicy - stwierdził prokurator.

"Dowód nie ma żadnego znaczenia dla sprawy"
tvn24

Obrońca tłumaczy, że "prawdopodobnie utraciliśmy możliwość ustalenia bezpośredniego świadka"

Władysław Pociej, obrońca Sebastiana Kościelnika, kierowcy seicento uczestniczącego w wypadku z limuzyną z kolumny rządowej ówczesnej premier ocenił, że "jest wysoce prawdopodobne, jeśli nie graniczące z pewnością, że na tym nagraniu musiał być zarejestrowany samochód, który zatrzymał się bezpośrednio za Sebastianem tuż przed wypadkiem, a później na polecenie funkcjonariuszy ówczesnego BOR został przekierowany do natychmiastowego odjazdu w ulicę Orzeszkowej".

- Musiał zatem dojechać do skrzyżowania 300 metrów dalej, które było objęte tym monitoringiem. Być może jest inaczej i nie mam racji, ale w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne jest, że utraciliśmy możliwość ustalenia kierowcy tego samochodu, bezpośredniego świadka zdarzenia - tłumaczył mecenas.

Komunikat prokuratury a wypowiedź prokuratora

W czwartkowym komunikacie prokuratury czytamy, że "nieprawdziwe są twierdzenia, jakoby uszkodzony materiał dowodowy zawierał zapis dokumentujący przejazd kolumny przewożącej premier Beatę Szydło".

Jednak prokurator Rafał Babiński w rozmowie z "Rzeczpospolitą" przyznał, że "przez moment widoczny jest na nim jeden z samochodów rządowej kolumny, ale tylko zarys sylwetki tego pojazdu".

- To nagranie z okolic ulicy Prusa, odległego około 300 metrów od miejsca wypadku. Przez moment widoczny jest na nim jeden z samochodów rządowej kolumny, ale tylko zarys sylwetki tego pojazdu. Na nagraniu widoczny jest głównie budynek przedszkola. Z dowodowego punktu widzenia ten zapis nie ma więc żadnej wartości - przekonuje prokurator Babiński.

Jak mówi w rozmowie z "Rzeczpospolitą", istnieje szansa na uzyskanie kopii nagrań.

PO-KO zapowiada zawiadomienie do prokuratury

Posłanka Agnieszka Pomaska z klubu Platformy Obywatelskiej - Koalicji Obywatelskiej, odnosząc się do informacji o bezpowrotnym, mechanicznym uszkodzeniu płyty z nagraniem z monitoringu, poinformowała w czwartek w Sejmie, że jej ugrupowanie złoży "zawiadomienie do prokuratury na działania prokuratury, na niedopełnienie obowiązków przez prokuraturę".

- Doszło do rzeczy niebywałej, skandalicznej, brakuje słów - podkreślała Pomaska. Jak dodała, "tutaj chodzi o konkretną osobę, młodego człowieka, Sebastiana [Kościelnika, kierowcę seicento - przyp. red.], któremu chce się złamać życie".

- Ale chcemy wyraźnie powiedzieć. W starciu z państwem PiS, każdy w Polsce może być na miejscu 21-letniego Sebastiana - zaznaczyła parlamentarzystka opozycji.

PO-KO zapowiada zawiadomienie do prokuratury
TVN 24

Uszkodzone dowody w sprawie wypadku

O uszkodzonych płytach z nagraniami wideo poinformował w połowie czerwca portal tvn24.pl. Na jednej z nich znajdował się zapis z kamer monitoringu z ulicy Prusa, a na drugiej materiał programu "Czarno na białym" TVN24 dotyczący wypadku.

14 czerwca Prokuratura Okręgowa w Krakowie przekazała w komunikacie, że prokuratura przesłała do sądu "wszelkie dowody zgromadzone w tej sprawie, łącznie z różnorodnymi nagraniami, wszelkie nośniki były nieuszkodzone i zdolne do odtworzenia". Dodano, że "prokuratura została poinformowana, że dwie spośród przesłanych do sądu płyt zostały uszkodzone".

Niespełna dwa tygodnie później - 26 czerwca - ta sama prokuratura w komunikacie przyznała, że biegli z Laboratorium Kryminalistycznego nie odtworzyli nagrania z powodu uszkodzenia jednej z płyt.

"W dniu 15 marca 2017 roku Prokuratura Okręgowa w Krakowie uzyskała opinię biegłych, w zakresie zadanych pytań, w treści której - w części wstępnej - wskazano, iż płyta DVD z zapisem z monitoringu z ulicy Prusa posiada uszkodzenie w postaci pęknięcia w jej centralnej części, co skutkowało odstąpieniem przez biegłych od odczytania jej zawartości" - czytamy w komunikacie.

Wypadek Beaty Szydło w Oświęcimiu i proces

10 lutego 2017 roku w Oświęcimiu doszło do wypadku samochodowego, na skutek którego ucierpiała premier Beata Szydło. Rządowy pojazd - pancerne audi A8 z 2016 roku - którym jechała ówczesna szefowa rządu, zderzył się z fiatem seicento kierowanym przez 21-letniego Sebastiana Kościelnika, po czym uderzył w drzewo.

Szydło oraz dwaj funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu - kierowca i szef ochrony szefowej rządu - zostali ranni. Premier została przebadana w szpitalu w Oświęcimiu, następnie przetransportowano ją do Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Wypadek Beaty Szydło. RAPORT TVN24.PL

Sebastian Kościelnik został oskarżony o nieumyślne spowodowanie wypadku. Nie przyznał się do winy. Śledczy powoływali się na opinie biegłych, według których - niezależnie od tego, czy pojazdy z kolumny uprzywilejowanej używały bądź nie sygnałów dźwiękowych - wyłącznym i bezpośrednim sprawcą zdarzenia był kierowca fiata, który nie rozeznał się prawidłowo w sytuacji na jezdni.

Jak informowaliśmy w tvn24.pl, z takim finałem śledztwa nie godził się zespół trzech prokuratorów, którzy sprawę prowadzili od początku. Złożyli oni wnioski o wyłączenie ich ze śledztwa i nie podpisali aktu oskarżenia.

W procesie dotyczącym wypadku przesłuchano już wszystkich kilkudziesięciu świadków. Tylko jeden z nich zeznał, że rządowe samochody miały włączone światła i sygnały dźwiękowe. Pozostali utrzymywali, że sygnałów nie było.

Autor: ads,tmw,kb//now,adso / Źródło: tvn24.pl, Rzeczpospolita