Żandarmeria wzywa dziennikarzy, żeby  o niej nie pisali. "To jakaś prośbogroźba"

TVN24

Żandarmeria wzywa dziennikarzy do zaprzestania publikacji. "Praktyka krajów totalitarnych" [materiał "Faktów" TVN z 29.12.2017 r.]Fakty TVN
wideo 2/5

"BARDZO PILNE" - pismo z takim nagłówkiem otrzymało od Żandarmerii Wojskowej troje dziennikarzy Onetu. Pada w nim wezwanie do zaprzestania pisania jakichkolwiek artykułów na temat tej służby z uwagi na "nieprawdziwe treści", co może "prowadzić do pomówienia". - Wysłanie takiego pisma to działanie mocno niepokojące, które może spowodować wywarcie tzw. skutku mrożącego dla swobody debaty publicznej - oceniła Dorota Głowacka z Obserwatorium Wolności Prasy Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.

- To najbardziej absurdalne pismo, jakie dostałam w tym roku - stwierdziła Edyta Żemła, jedna z trojga dziennikarzy, do których zaadresowano korespondencję z ŻW. Wspólnie z Marcinem Wyrwałem i Pawłem Ławińskim w serii artykułów opublikowanych na portalu Onet opisywali przypadki molestowania i nadużyć, do jakich miało dochodzić w szeregach Żandarmerii Wojskowej. ŻW od początku odpierała zarzuty i twierdziła, że są one nieprawdziwe. Teraz postanowiła pójść krok dalej.

"Uporczywe pomawianie", "liczne nieprawdziwe treści"

"BARDZO PILNE. Dotyczy: wezwania do zaprzestania naruszeń". W ten sposób zaczyna się oficjalne pismo, zaadresowane do dziennikarzy, które wysłała Komenda Główna Żandarmerii Wojskowej. Każdy otrzymał własne. Podpisał je radca prawny komendy, pułkownik Grzegorz Krzywański. W piśmie opublikowanym przez Żemłę w internecie padają takie zwroty, jak: "wzywam panią, działającą indywidualnie lub wspólnie z innymi osobami, do zaprzestania publikacji dotyczących Żandarmerii Wojskowej" oraz "powyższe żądanie podyktowane jest zamieszczeniem w omawianych publikacjach licznych nieprawdziwych treści na temat rzekomych nieprawidłowości w Żandarmerii Wojskowej, co może prowadzić do pomówienia".

Pułkownik Krzywański w korespondencji wysłanej dziennikarzom stwierdza, że seria artykułów na temat ŻW nosi znamiona "uporczywego pomawiania", może "wprowadzać w błąd" opinię publiczną i że "wyraźnie zabrakło" w nich "wszechstronnego zbadania faktów".

- Teoretycznie tego typu pismo może wysłać każdy, kto ma poczucie, że jego prawa zostały naruszone w publikacji - komentuje w rozmowie z tvn24.pl Dorota Głowacka, koordynatorka Obserwatorium Wolności Prasy w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Zaznacza jednak, że nie ma ono żadnej mocy prawnej w stosunku do dziennikarzy.

"Nie wyobrażam sobie, aby zostało zaakceptowane przez sąd"

- Biorąc jednak pod uwagę, że nadawcą pisma jest organ państwowy oraz jego stanowczy ton, można mieć wątpliwości, czy jego faktycznym celem jest dążenie do ochrony praw Żandarmerii Wojskowej czy jednak chodzi raczej o wywarcie presji na dziennikarzy, aby powstrzymali się oni przed dalszymi krytycznymi publikacjami na temat tej instytucji. Osobiście obawiam się, że głównym celem może być to drugie - dodaje Głowacka.

Ekspertka przypomina, że zakaz publikacji może orzec jedynie sąd - w prawomocnym wyroku albo w ramach postanowienia o zabezpieczeniu powództwa, czyli na czas procesu. - Jednak biorąc pod uwagę status ŻW jako organu państwa, którego działalność budzi uzasadnione zainteresowanie społeczeństwa oraz bardzo szeroki zakres żądania blankietowego zakazu pisania na swój temat w przyszłości, nie wyobrażam sobie, aby żądanie to zostało w takiej formie zaakceptowane przez sąd - uważa Głowacka.

- Wydanie takiego blankietowego zakazu publikacji byłoby sprzeczne z wypracowanymi standardami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w zakresie wolności słowa - dodaje.

"Różne prośby będące groźbami już mi się przytrafiały, w Rosji"

- Oczywiście odbieram to jako presję. Tak należy to traktować - przyznaje w rozmowie z tvn24.pl Żemła. Opisuje, że pismo otrzymała wraz z kolegami po tym, jak wysłali do ŻW pytania w sprawie kolejnego tekstu. - Żandarmeria wie, że przygotowujemy kolejny materiał, więc próbuje go blokować - uważa dziennikarka.

- Mnie to bardzo oburzyło. To jakaś prośbogroźba, nie poparta żadnymi paragrafami - dodaje Marcin Wyrwał. - Od lat pracowałem za granicą w rejonach konfliktów zbrojnych, więc różne prośby będące raczej groźbami już mi się przytrafiały. Jednak zazwyczaj było to w Rosji czy różnych republikach separatystycznych. Nigdy w Polsce - stwierdza dziennikarz w rozmowie z tvn24.pl.

Oboje zapewniają, że pismo ŻW nie wpływa na plany publikacji kolejnych tekstów. - Mam wrażenie, że jego autorzy nie rozumieją rzeczywistości państwa demokratycznego - ocenia Żemła.

"Niezrozumiały atak na swobodę wykonywania zawodu"

Przed publikacją tego artykułu nie udało nam się uzyskać w tej sprawie komentarza od rzecznika prasowego Żandarmerii Wojskowej. Chcieliśmy dowiedzieć się, czy służba planuje wszczynać konkretne kroki prawne wobec dziennikarzy piszących o ŻW. Mimo wielokrotnych prób kontaktu telefonicznego z naszej strony rzecznik nie odebrał ani telefonu komórkowego, ani stacjonarnego.

Sprawę skomentowało za to środowisko dziennikarskie, między innymi Rada Press Club Polska. "Uznajemy to za niedopuszczalny, pozbawiony podstawy prawnej oraz całkowicie niezrozumiały atak na swobodę wykonywania zawodu" - stwierdziła organizacja dziennikarska w wydanym oświadczeniu. "Wysuwanie takiego żądania w trybie, w jakim uczynił to przedstawiciel ŻW (czy raczej może bez żadnego trybu) jest próbą tłumienia krytyki prasowej. Haniebnym jest, że dopuszcza się tego instytucja państwowa, która powinna stać na straży prawa" - dodano.

Do pisma Żandarmerii Wojskowej odniósł się na Twitterze między innymi były prezydent Lech Wałęsa: "To jest niedopuszczalna sytuacja, żeby kneblowano usta dziennikarzom. To jest nie tylko złamanie Prawa Prasowego, ale łamanie zasad Demokracji i praw Kobiet. Wszyscy dziennikarze i media niezależnie od prywatnych poglądów politycznych powinni solidarnie poprzeć tych dziennikarzy".

"No nie, to już szczyty bezczelności i głupoty. Czy Komendant Główny ŻW wie, jaką dodatkowo szkodę wyrządza opinii o Polsce?" - ocenił tę sprawę generał Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

"Zastanawiające, jak Komendant Główny Żandarmerii Wojskowej, instytucji odpowiadającej m.in. za egzekwowanie przestrzegania prawa w SZ, może... nie znać prawa" - napisał na Twitterze.

Sylwester Latkowski, były redaktor naczelny tygodnika "Wprost", zwrócił w zamieszczonym w internecie komentarzu uwagę na to, że pismo Żandarmerii Wojskowej może naruszać Prawo prasowe. Konkretnie artykuł 44 mówiący: "Kto utrudnia lub tłumi krytykę prasową - podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności".

Poważne zarzuty pod adresem ŻW

Seria tekstów, do której odnosi się pismo Żandarmerii Wojskowej, dotyczy domniemanych przypadków molestowania i mobbingowania żandarmek. Oparto je między innymi na wywiadach z zachowującymi anonimowość kobietami, które miały być szykanowane ze względu na płeć, którym utrudniano służbę czy skorzystanie z urlopu macierzyńskiego. Opisano też szereg domniemanych nieprawidłowości w krakowskim oddziale ŻW w zakresie nadgodzin, czasu wolnego czy urlopów.

Co najmniej dwie ze skarżących się kobiet zostały zwolnione ze służby.

Żandarmeria od początku stanowczo odrzuca oskarżenia. Zarządzono jednak wewnętrzne śledztwa, które według pisma pułkownika Krzywańskiego, radcy prawnego komendy ŻW dotychczas "nie wykazały opisanych nieprawidłowości".

"Intencja zinterpretowana niezgodnie z zamysłem"

Żandarmeria Wojskowa odniosła się do tej sprawy dopiero w piątek wieczorem.

ZOBACZ KOMUNIKAT ŻW w sprawie pisma wysłanego do dziennikarzy Onetu

"Informujemy, że w ocenie Żandarmerii Wojskowej intencja tej korespondencji została zinterpretowana niezgodnie z zamysłem nadawcy. Dlatego z całą mocą zapewniamy, że Żandarmeria Wojskowa szanuje prawa dziennikarzy i wolnych mediów do uzyskiwania informacji na tematy istotne dla społeczeństwa" - takiej treści komunikat rozesłano do mediów. "Co więcej, uważa pracę dziennikarzy za niezwykle potrzebną i ważną dla obywateli. Z tego też powodu dbałość o najwyższe standardy tej pracy, rzetelność oraz uczciwe podejście do wszystkich, a nie tylko wybranych, opisywanych w mediach osób - powinna być traktowana z najwyższą starannością" - możemy przeczytać w komunikacie podpisanym przez rzecznika prasowego Komendanta Głównego Żandarmerii Wojskowej, podpułkownika Artura Karpienko.

W ocenie ŻW seria opublikowanych przez Onet artykułów jest "tworzona wyłącznie na podstawie tak zwanych własnych ustaleń". W komunikacie podkreślono również, że do portalu Onet.pl dwukrotnie wysłano wnioski o sprostowanie nieprawdziwych informacji, które - według stanowiska żandarmerii - pozostały bez odpowiedzi.

"Prawda jest w interesie nas wszystkich"

"Żandarmeria Wojskowa, która przez lata budowała swoją pozycję i pracowała na dobre imię w społecznym odbiorze, jest głęboko zainteresowana pokazywaniem zjawisk i faktów, które jej dotyczą, ale w sposób zgodny z prawdą. Dążenie do prawdy powinno zaś, w naszej ocenie, uwzględniać racje, opinie i potencjalnie wyrządzone krzywdy każdej ze stron. W równym zakresie. Pamiętając zarówno o koniecznej wrażliwości dla praw kobiet, które czują się poszkodowane w całej tej sytuacji - ale też o prawach osób, które są przez nie oskarżane, a których broniące fakty i dowody nie mogą być przedstawione publicznie ze względu na toczące się postępowania i obowiązujące w tym zakresie przepisy prawa" - podkreślono w komunikacie.

ŻW zwróciła się również z prośbą do dziennikarzy Onetu "o traktowanie Żandarmerii Wojskowej i wszystkich uczciwie pracujących tu kobiet i mężczyzn żandarmów z takim samym szacunkiem i otwartością, jak swoich informatorów".

"Jednocześnie deklarujemy, że zarówno w przypadku dziennikarzy Onet.pl, jak i innych mediów zrobimy wszystko, co tylko możemy w granicach prawa, by odpowiadać na bieżąco na Państwa zapytania i wspierać każdego rzetelnego dziennikarza w dążeniu do prawdy. Jest to w interesie nas wszystkich" - podkreślono w oświadczeniu.

Autor: mk//now / Źródło: tvn24.pl