Samochód wjechał do wody, dwoje nastolatków nie żyje. Prokuratura wszczęła śledztwo

TVN24

Aktualizacja:

Samochód osobowy wjechał we wtorek do kanału w Świnoujściu. W środku było troje nastolatków w wieku 14 i 15 lat. Jeden z nich wydostał się o własnych siłach. Dwojga, mimo reanimacji, nie udało się uratować. Świnoujska prokuratura wszczęła śledztwo w tej sprawie. Zaplanowana jest sekcja zwłok nastolatków.

Jak przekazała Joanna Biranowska-Sochalska z Prokuratury Okręgowej w Szczecinie, postępowanie prowadzone jest w sprawie. Śledczy prowadzą je pod kątem spowodowania wypadku w ruchu lądowym ze skutkiem śmiertelnym – grozi za nie kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Samochód z trzema osobami wpadł we wtorek wieczorem do Kanału Piastowskiego w Świnoujściu. Jednemu nastolatkowi – udało się wydostać na brzeg. - Na miejscu prowadzona była akcja ratunkowa, dwie osoby wydobyto z pojazdu, akcja reanimacyjna nie przyniosła skutku – powiedziała Biranowska-Sochalska. Dodała, że ciała dwojga małoletnich osób zostały zabezpieczone, przeprowadzona zostanie sekcja zwłok, powołani zostaną też biegli z zakresu medycyny sądowej. Jak poinformowała rzeczniczka prokuratury, na miejscu przeprowadzono we wtorek oględziny miejsca zdarzenia i ciał wydobytych z samochodu osób. - Trwa gromadzenie materiału dowodowego i ustalanie okoliczności zdarzenia – poinformowała prok. Biranowska-Sochalska.

"Chłopiec znajduje się w szpitalu pod opieką psychologów"

Do wypadku doszło we wtorek po godzinie 18. Samochód osobowy wpadł do Kanału Piastowskiego. W środku były trzy osoby. Na miejsce zdarzenia jako pierwsi dotarli nurkowie z firmy prowadzącej w pobliżu prace pogłębiania toru wodnego.

Rzecznik komendanta wojewódzkiego PSP w Szczecinie Tomasz Kubiak poinformował TVN24, że jedna osoba wyskoczyła z samochodu w momencie, kiedy wpadł do wody. Była w pełni przytomna.

- Czternastoletni chłopiec znajduje się w szpitalu pod opieką psychologów, gdyż zapewne dla niego to jest dość duże traumatyczne doświadczenie - powiedział Tomasz Kubiak.

Dodał, że dwoje nastolatków przebywało pod wodą ponad dwie godziny. Po wyciągnięciu ich na brzeg podjęto próbę reanimacji, ale zmarli.

- Pomimo tytanicznej pracy zespołu ratownictwa medycznego, który bardzo długo walczył o życie tych osób, niestety nie udało się ich uratować - mówił.

"Aż serce stawało, jak oni stąd wyjeżdżali"

Kubiak przekazał, że według jednej z wersji, którą przekazali świadkowie zdarzenia, te osoby driftowały w okolicy wody. Dodał, że sprawę będą wyjaśniać służby.

Jeden ze świadków powiedział, że nastolatkowie pierwszy raz przyjechali nad kanał w południe. - Z piskiem opon wyjeżdżali. Aż serce stawało, jak oni stąd wyjeżdżali - podkreślił.

- Przyjechali drugi raz, zrobili jedno czy dwa kółka. Widziałem ich od momentu, jak ruszyli - mówił. Dodał, że w pewnym momencie samochód zamiast skręcić pojechał prosto.

Na miejscu oprócz straży pożarnej było także lotnicze pogotowie ratunkowe. O zdarzeniu powiadomiono morską służbę ratownictwa i wodne pogotowie ratunkowe.

Autor: js,asty, MAK/kg,rzw,gp / Źródło: TVN24, PAP