"Już dawno powinno tu być wojsko". Prosili o pomoc w piątek w nocy, dostali w poniedziałek

TVN24

Sołtys miejscowości Rytel Łukasz Ossowski o zniszczeniach po nawałnicytvn24
wideo 2/36

- Premier powinna ogłosić stan klęski żywiołowej. Już dawno powinno tu być wojsko - mówił sołtys miejscowości Rytel Łukasz Ossowski po nawałnicy. Jak powiedział "Gazecie Pomorskiej", początkowa decyzja z MON "była jedna i przekaz był taki sam - nie ma takiej potrzeby". W rozmowie z TVN24 przyznawał, że skala zniszczeń jest tak ogromna, że nie wiadomo, czy nie trzeba będzie przełożyć rozpoczęcia roku szkolnego.

W rejonie województwa pomorskiego wciąż tysiące osób nie mają prądu. Nie działa kilkaset stacji transformatorowych średniego napięcia. Sołectwo Rytel wciąż zmaga się ze skutkami niszczycielskich nawałnic, które przeszły tam w piątek. Wojsko zostało oddelegowane do pomocy poszkodowanym mieszkańcom dopiero w poniedziałek.

"Już dawno powinno tu być wojsko"

- Premier powinna ogłosić stan klęski żywiołowej. Już dawno powinno tu być wojsko. A wicewojewoda powiedział mi tylko, że nie wie, czy to realne, bo to kosztuje - przyznawał sołtys miejscowości Rytel w rozmowie z "Gazetą Pomorską".

Sołtys podkreślił również, że Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego już w piątek w nocy zostało poinformowane o takiej potrzebie. Wtedy już było wiadomo, że wsparcie żołnierzy jest niezbędne. Zbiegło się to w czasie z tragedią, która rozegrała się na obozie harcerskim w Suszku, gdzie w piątkowej nawałnicy zginęły dwie dziewczynki.

- Centrum połączyło się nawet z Ministerstwem Obrony Narodowej, ale tam decyzja była jedna i przekaz był taki sam - nie ma takiej potrzeby - mówił sołtys.

"Wyspa, wokół której nic nie ma"

W środowej rozmowie w TVN24 Łukasz Ossowski opowiadał o zniszczeniach i problemach, z jakimi wciąż zmagają się mieszkańcy jego gminy. Jak relacjonował, żołnierze przysłani przez MON pracują przy korycie Brdy ze specjalnym sprzętem i usuwają z wody wiatrołomy stwarzające zagrożenia podtopień.

Wojsko włączyło się w pomoc na terenie dotkniętym zniszczeniami w poniedziałek 14 sierpnia. We wtorek przyjechała tam premier Beata Szydło. - Jesteśmy przygotowani, żeby uruchomić jeszcze dodatkowe siły. Tam, gdzie jest taka potrzeba, wojsko jest gotowe, żeby dotrzeć, pomagać i wspierać w tych wszystkich działaniach - zapewniała szefowa rządu na konferencji prasowej w miejscowości Czyczkowy.

Gigapanorama zniszczeń po przejściu burzy w okolicach miejscowości Suszek, między Czerskiem a Chojnicami. W dużej...

Opublikowany przez Aerovideo na 14 sierpnia 2017

- Sołectwo Rytel liczy 9 tysięcy hektarów lasów. 8 tysięcy hektarów zostało zniszczonych przez coś, czego nawet meteorolodzy nie są w stanie sklasyfikować. Proszę więc wyobrazić sobie skalę zniszczeń - podkreślał sołtys Ossowski.

- Rytel był miejscowością w sercu lasów. Teraz jest wyspą, wokół której nic nie ma - dodał.

"Żywioł wyrwał nam serce"

- W naszym sołectwie zostało uszkodzonych 150 domów, z czego kilka nie nadaje się już do zamieszkania. Mieszkańcy, którzy doznali takich obrażeń, mają pomoc. Mogą przychodzić do naszego punktu, w którym między innymi wydajemy posiłki, a także rozdajemy rzeczy, które przekazują nam ludzie dobrej woli - wyjaśniał Ossowski.

Jak podkreślał, nie wiadomo jeszcze, czy za dwa tygodnie w Rytlu będzie mógł rozpocząć się rok szkolny.

- Została zniszczona linia wysokiego, średniego i niskiego napięcia, więc nikt nie jest w stanie określić, czy rok szkolny rozpocznie się normalnie - przyznał Ossowski. - Ja oczywiście żywię nadzieję, że tak, że będzie powrót do normalnego życia. Chociaż nie wiadomo, czy do normalnego, bo ten żywioł wyrwał nam serce - stwierdził sołtys.

"Ci ludzie rośli z tym lasem"

Jak dodał, poszkodowani przez nawałnicę mieszkańcy jego miejscowości w tej chwili nie otrzymują też żadnej pomocy psychologicznej.

- W rozmowie z panią premier Beatą Szydło mówiłem, że ci ludzie rośli razem z tym lasem. Przez ten czas, kiedy tu mieszkam, zauważyłem, z jakim szacunkiem ludzie traktują otaczający ich las. Czerpali również z niego środki do życia, zbierali runo leśne. Ale najważniejsza była mentalność i sfera duchowa - zaznaczył sołtys.

- Wcześniej mój dom stał pod samym lasem. Teraz do najbliższego niezłamanego drzewa mam cztery kilometry - podsumował Łukasz Ossowski.

Autor: JZ//now/jb / Źródło: tvn24