Miasto, gdzie neonaziści nie są "marginesem" a władze nie radzą sobie od lat

TVN24

Problem z radykalną prawicą w Białymstokutvn24
wideo 2/36

Szef MSWiA Joachim Brudziński zapewnia, że neonaziści to w Polsce margines. Jest jednak takie miasto, w którym prokuraturę zalewały doniesienia o nazistowskich bazgrołach na murach, doszło do licznych ataków na "obcych", a skrajna prawica maszeruje ulicami. Prokurator, który uznał swastykę za "hinduski symbol szczęścia" i został zdegradowany, przez nową władzę został awansowany. Materiał programu "Czarno na Białym" o tym, jak z "marginalnym" neonazizmem władze walczą w Białystoku.

- Dwa razy na mnie napadli, ostatni raz pod domem. Włożyłem klucz do zamka i w tym momencie ktoś mnie poklepał w ramię. Kiedy się odwróciłem, to od razu dostałem w twarz - opisuje dziennikarz Rogers Cole-Wilson. - "Co ty tutaj robisz na polskiej ziemi? Spier…. do Izraela." Jak to usłyszałam to szczęka mi opadła - mówi Lucy Lisowska, prezes Centrum Edukacji Obywatelskiej Polska-Izrael. - Podpalenie drzwi to łagodny eufemizm. Próbowano zamordować ludzi. Mnie najbardziej zszokowało, jak przyjechała policja i stwierdziła, że to "zniszczenie mienia niewielkiej wartości" - mówi Rafał Gaweł z Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Swastyka to "symbol szczęścia"

Wszystkie te wydarzenia miały miejsce w Białymstoku, mieście niesławnym z powodu licznych incydentów z udziałem skrajnej prawicy. Jak mówi Gaweł, "policjanci i prokuratorzy nie dawali sobie rady", wobec czego próbował z grupą innych ludzi im "pomóc". Na przykład akcją Zamaluj Zło, która polegała na zgłaszaniu do prokuratury każdego przypadku powstania na murze swastyki czy rasistowskiego napisu. Sprawy były jednak masowo umarzane. - W 2013 roku dostałem pismo od jednego z prokuratorów (Dawida Roszkowskiego - red.), który stwierdził, że nie będzie ścigał sprawców, bo dla niego swastyka to "symbol szczęścia" - opisuje Gaweł. Taka interpretacja wywołała aferę, w której zabrał głos Bartłomiej Sienkiewicz (szef MSWiA w rządzie Donalda Tuska) oraz Andrzej Seremet, ówczesny prokurator generalny. Zarządzono wówczas kontrolę w białostockiej prokuraturze, w wyniku której stracił stanowisko jej szef Wojciech Zalesko. Kara nie była jednak trwała. Za rządów PiS został awansowany i jest teraz szefem prokuratury rejonowej Białystok Południe. Nie miał czasu na rozmowę z reporterem CNB. Prokuratorzy i policjanci znani z walki z neonazistami zostali natomiast za obecnych rządów zdegradowani lub przeniesieni do innych zadań.

Swastyka w zeszycie od matematyki

Dlaczego tak się dzieje akurat w Białymstoku? Marin Kącki, dziennikarz "Gazety Wyborczej", który napisał książkę o ksenofobii oraz skrajnej prawicy w tym mieście, podkreśla duże znaczenie historii. Podczas II wojny światowej Niemcy wywieźli prawie wszystkich białostockich Żydów do obozu zagłady w Treblince, skąd ci już nie wrócili. - Do pustego miasta wprowadzili się Polacy. Jednorodna grupa z niskich warstw społecznych. Tak naprawdę tym jest Białystok od 1945 roku - mówi Kącki. Przybyli na miejsce Żydów ludzie musieli sobie racjonalizować to, że zajmują świat wymordowanej społeczności. To - według Gawła - dało początek silnej wrogości wobec "obcych" czy "innych". Zakorzenił się antysemityzm. - Ci ludzie ciągle żyją, jeżdżą autobusami, chodzą po mieście - mówi Gaweł. Młodsze pokolenia nasiąknęły przekazywaną im w domu wrogością wobec "obcych". Kącki wskazuje na to, że drugim podstawowym problemem jest system edukacji, który nie wykorzenia takich poglądów u młodzieży. Wręcz przeciwnie, podczas prac nad swoją książką dotarł do obrazków namalowanych przez uczniów technikum na lekcji religii. Dominuje w nich wątek ataku ze strony "lewackiej", "żydowskiej" i "bolszewickiej" Unii Europejskiej na tradycyjne polskie wartości, zwłaszcza katolicyzm. - Widziałem rysunki w zeszycie od matematyki chłopaka, który później został liderem jednej z grup neonazistowskich. To są właśnie "niewinne" swastyki czy napisy "white power" a obok nich postawiona ocena dostateczna i ani jednego komentarza nauczycielki, że stawia ją obok takich symboli - opisuje Kącki. Narodowcy miewają nawet wykłady w białostockich szkołach. Do jeden ze świetlic dla dzieci przyszedł Święty Mikołaj z opaską Obozu Narodowo-Radykalnego na ramieniu. Wykłady o tolerancji mają być natomiast często odwoływane.

"Walczą o polskość"

Prezydent Białegostoku twierdzi jednak, że przypinanie całemu miastu łatki "neonazistowskiego" jest krzywdzące. - To takie stereotypy, które czasem do kogoś przylgną, a potem trudno oderwać - mówi Tadeusz Truskolaski. Kiedy w 2017 roku na obchodach wybuchu powstania warszawskiego zobaczył flagi ONR, przerwał uroczystość i nie zabrał głosu. Spotkała go za to krytyka, między innymi ze strony IPN i lokalnego kuratora oświaty. - To była reakcja nienawiści w stosunku do mnie. Było oburzenie, jak ja śmiałem przerwać uroczystości z tak "błahego" powodu - mówi Truskolaski. Postawa prezydenta nie jest jednak standardem we władzach miasta. Wiceprezydent Adam Poliński był widziany na marszu obok nacjonalistów. Nie miał jednak czasu wystąpić przed kamerą. Pytani na ulicy przez reportera CNB mieszkańcy miasta prezentowali rozmaite postawy. Jedni mówili, że z neofaszystami "trzeba zrobić porządek", jednak inni stwierdzali, że skrajna prawica "walczy przede wszystkim o polskość".

Autor: mk/AG / Źródło: tvn24