Polityczny spór o terminy. W 10 punktach najważniejsze informacje w sprawie szczytu na Malcie

TVN24

Fakty TVNJak rodziła się najnowsza polityczna awantura

Spór o termin pierwszego posiedzenia Sejmu nowej kadencji oraz nieformalnego szczytu Unii Europejskiej ws. uchodźców. Oba odbędą się 12 listopada i okazało się, że ani premier Ewa Kopacz, ani prezydent Andrzej Duda nie mogą w tej sytuacji polecieć na Maltę. Czy tego zamieszania nie dało się uniknąć? Czy prezydent mógł nie wiedzieć o terminie szczytu? Kto i kiedy o nim zdecydował?

12 listopada o godzinie 13, ogłoszoną w czwartek decyzją prezydenta Andrzeja Dudy, rozpocznie się pierwsze posiedzenie Sejmu nowej kadencji. Na tym posiedzeniu premier Ewa Kopacz powinna złożyć dymisję.

Jednak tego samego dnia o godzinie 14.30 rozpocznie się nieformalny szczyt Rady Unii Europejskiej ws. uchodźców, już wcześniej zwołany przez Donalda Tuska. Ponieważ w spotkaniach Rady Europejskiej uczestniczyć może tylko szef państwa lub rządu, pojawił się problem reprezentowania Polski.

Spór premier z prezydentem

Premier Ewa Kopacz powiedziała, że nie zna motywów, którymi kierował się prezydent Andrzej Duda przy wyznaczaniu terminu pierwszego posiedzenia Sejmu. Ponieważ jednak nie będzie w stanie w związku z nim reprezentować Polski na szczycie UE ws. uchodźców, poprosiła prezydenta, by to on poleciał na Maltę.

W odpowiedzi Kancelaria Prezydenta poinformowała, że również Andrzej Duda nie może wziąć udziału w szczycie na Malcie, ponieważ ma w tym czasie obowiązek otworzyć pierwsze posiedzenie Senatu. Krótko później PiS zapowiedział jednak, że złoży wniosek o przerwę w pierwszym posiedzeniu Sejmu, tak by to jednak Kopacz mogła polecieć na szczyt.

Terminy musiały się nałożyć?

Pojawia się pytanie, czy zamieszania z organizacją w tym samym czasie nieformalnego szczytu UE oraz pierwszego posiedzenia Sejmu nie dało się uniknąć? W dziesięciu punktach prezentujemy odpowiedzi na najważniejsze kwestie, jakie pojawiły się w związku z tą sprawą.

1. Szczyt Unia Europejska-Afryka na Malcie planowano od wielu miesięcy, zaś od sierpnia znana była jego dokładna data - 11-12 listopada 2015 roku.

2. Spotkanie to nie miało mieć charakteru unijnego szczytu, Polskę mógł więc na nim reprezentować nie tylko prezydent lub premier, ale też np. minister spraw zagranicznych.

3. Trzy dni temu, we wtorek wieczorem, przewodniczący Rady Unii Europejskiej Donald Tusk zdecydował jednak, by wykorzystać to spotkanie do zorganizowania jednocześnie na Malcie, 12 listopada, nadzwyczajnego, nieformalnego szczytu UE, który zajmie się kryzysem związanym z napływem uchodźców do Europy. Ostatni taki szczyt odbył się w październiku, kolejny zaplanowany jest na grudzień.

4. Donald Tusk teoretycznie mógłby zwołać szczyt w innym terminie, jednak prawdopodobnie spotkałby się wówczas z krytyką za mnożenie spotkań. Zarzucono by mu, że krótko po spotkaniu na Malcie ponownie wzywa przedstawicieli wszystkich państw członkowskich UE, tym razem do Brukseli.

5. Ponadto, jak informuje korespondent TVN24 z Brukseli Maciej Sokołowski, w dniu ustalania daty nieformalnego szczytu UE Donald Tusk był przekonany, że pierwsze posiedzenie Sejmu odbędzie się 10 listopada, a dwa dni później nowy rząd będzie gotowy do wyprawy na Maltę. Późniejsza decyzja prezydenta Andrzeja Dudy o zwołaniu pierwszego posiedzenia Sejmu w dniu 12 listopada miała być dla niego zaskoczeniem.

Nieformalny, czyli nieistotny?

6. Fakt, że szczyt UE na Malcie będzie nieformalny oznacza tyle, że nie zostaną tam przyjęte formalne konkluzje. Spotkanie zakończy się oświadczeniem, które - podobnie jak w przypadku każdego innego szczytu - zostanie przełożone na konkretne decyzje na spotkaniach na poziomie ministrów. To, że szczyt jest nieformalny, nie zmienia jednak składu tego spotkania.

7. Poszczególne kraje członkowskie mogą być na nim reprezentowane jedynie przez szefów państw lub rządów.

8. W przypadku, gdy będą oni nieobecni, unijne prawo nie przewiduje możliwości wysłania na szczyt kogoś w zastępstwie, ale w głosowaniu możliwe jest przekazanie swojego głosu szefowi innego państwa.

9. Sytuacja, w której państwo pod nieobecność na głosowaniu przekazuje swój głos szefowi innemu państwa, nie jest całkiem wyjątkowa - choćby podczas ostatniego szczytu UE prezydenta Cypru reprezentowała Grecja.

10. W przeszłości zdarzała się już także taka sytuacja, gdy na unijny szczyt po raz ostatni przylatywali szefowie rządów, którzy przegrali wcześniej krajowe wybory - np. w maju w takich okolicznościach uczestniczył w nim fiński premier Alexander Stubb. Formalnie nadal pozostawał oni bowiem reprezentantem swojego kraju i mógł w jego imieniu podejmować decyzje.

Autor: Maciej Sokołowski//mm / Źródło: tvn24