Niepubliczne szkoły rosną. W podstawówkach uczy się już ponad 138 tysięcy dzieci

TVN24

Akcja "Pozytywna Uwaga" w szkołach [materiał "Polska i Świat" z 14 listopada]tvn24
wideo 2/2

Zatoczyliśmy pewien krąg: od doświadczeń z lat 80., kiedy przełamywaliśmy skostniałe struktury, do dziś, gdy musimy stawiać czoło pogłębiającej się centralizacji systemu edukacyjnego - mówi profesor Małgorzata Żytko z Uniwersytetu Warszawskiego o zadaniach oświaty niepublicznej. Ta w Polsce świętuje właśnie 30. urodziny.

24 lutego 1989 roku Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że wynikająca z Konstytucji bezpłatność szkoły publicznej jest prawem, a nie obowiązkiem obywateli. W praktyce oznaczało to, że w Polsce można otwierać niepubliczne szkoły.

32 szkoły w 1989 roku, 179 w kolejnym

- "Szkoła jest dla dzieci" - to zdanie nam wtedy przyświecało - wspominała Krystyna Starczewska, prezeska Krajowego Forum Oświaty Niepublicznej w czasie czwartkowej konferencji "Otwarte Umysły i Serca", zorganizowanej z okazji 30-lecia oświaty niepublicznej w Polsce. - Jaka powinna być ta szkoła? Odkrywać uzdolnienia, rozwijać zainteresowania, uczyć krytycznego myślenia, pracy w zespole, a nie rywalizacji, kto będzie miał lepsze stopnie - dodawała.

Pierwsze szkoły społeczne zaczęto zakładać już w 1989 roku. Kuratoria oświaty wydały wówczas zgodę na utworzenie 32 takich placówek, ale w roku szkolnym 1990/91 było ich już 179. - Zwracaliśmy uwagę na podmiotowych uczniów, współpracujących z nauczycielami rodziców - wspominał Zygmunt Puchalski, dziś prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego. - Chcieliśmy te szkoły budować wspólnie - dodawał.

- Tworzenie takiej szkoły to badanie w działaniu, ciągle trzeba eksperymentować - mówiła Katarzyna Hall, była minister edukacji w rządzie PO, dziś tworząca szkoły niepubliczne Stowarzyszenia Dobrej Edukacji.

Ucieczka przed reformą

Liczba uczniów w szkołach niepublicznych od lat rośnie. Prowadzą je już nie tylko towarzystwa, ale również komercyjne firmy, organizacje pozarządowe lub religijne.

Z danych Ministerstwa Edukacji Narodowej wynika, że w roku szkolnym 2011/2012 w niepublicznych podstawówkach uczyło się około 54,7 tys. uczniów (2,5 proc. wszystkich uczniów szkół podstawowych), w minionym roku szkolnym - 2018/2019 - było ich już około 138 tys. Oczywiście, wzrost ten jest związany między innymi z wydłużeniem nauki w szkołach podstawowych z sześciu do ośmiu lat, ale widać go też w ujęciu procentowym. Uczniowie szkół niepublicznych to 4,6 proc. wszystkich dzieci w podstawówkach.

Część rodziców właśnie w szkołach niepublicznych szukała ucieczki przed reformą edukacji, likwidującą gimnazja. We wrześniu 2018 roku w Warszawie naukę w niepublicznych szkołach rozpoczęło aż o 1,5 tys. dzieci więcej niż rok wcześniej. Takiego skoku nie było od lat, wcześniej przyrost był niemal cztery razy mniejszy. W tym samym czasie 1,5 tys. uczniów przybyło też niepublicznym szkołom we Wrocławiu. W Szczecinie było ich więcej o blisko 200, w Poznaniu - o 450, w Białymstoku - o 500, w Gdańsku - o 800, a w Lublinie - o 1,3 tys.

Czy popularność niepublicznych podstawówek przekłada się na naukę w prywatnych i społecznych liceach? Dane MEN za ten rok szkolny będą dostępne pod koniec listopada. Ale już w minionym roku w niepublicznych liceach uczyło się już ponad 30 tys. uczniów (6,6 proc. wszystkich licealistów). Dla porównania - w roku szkolnym 2012/2013 było to 4 proc. nastolatków.

Rewolucja na wsi

Po 1999 roku niepubliczne szkoły powstawały też w miejsce likwidowanych szkół publicznych - szczególnie na wsiach. Tam rodzice zakładali stowarzyszenia i przejmowali szkoły od samorządów. - To był najwspanialszy ruch społeczny po 1989 roku, choć nie przebił się do ogólnej świadomości - wspominała Alina Kozińska-Bałdyga, wiceprezeska Federacji Inicjatyw Oświatowych.

Jaka będzie przyszłość niepublicznej oświaty? - Stoimy wobec wyzwań, które powracają - twierdzi prof. Małgorzata Żytko, pedagożka z Uniwersytetu Warszawskiego. - Zatoczyliśmy pewien krąg, od doświadczeń z lat 80., kiedy przełamywaliśmy skostniałe struktury, do dziś, gdy musimy stawiać czoło pogłębiającej się centralizacji systemu edukacyjnego - dodaje.

"Tam też nie brakuje doskonałych liderów"

Zdaniem prof. Żytko różnorodność, którą do systemu wnoszą szkoły niepubliczne, jest dla niego wartością. - Różnorodność to kapitał, który powinniśmy starać się to upowszechniać i uczyć pewnej odwagi, również tych, którzy pracują w systemie publicznym. Tam też nie brakuje doskonałych liderów - podkreślała.

Z badania przeprowadzonego przez CBOS na zlecenie Fundacji Batorego wynika, że gotowość posłania dziecka do szkoły prywatnej, gdyby na przeszkodzie nie stały kwestie finansowe, deklaruje blisko 30 proc. rodziców.

Autor: Justyna Suchecka / Źródło: tvn24.pl