"To nie był już ten Marek Kuchciński, którego znałam sprzed wielu lat"

TVN24

Aktualizacja:
Małgorzata Kidawa-Błońska w "Faktach po Faktach"tvn24
wideo 2/38

Grzegorz Schetyna i moi koledzy oczekują, że zrobimy tam bardzo dobry wynik i muszę się postarać - powiedziała w "Faktach po Faktach" Małgorzata Kidawa-Błońska. Tak wyjaśniała, dlaczego - choć jest ze stolicy - kandyduje z Wrocławia, gdzie otwiera listę Koalicji Obywatelskiej do Sejmu. Wicemarszałek Sejmu wspominała także swą współpracę z marszałkiem Markiem Kuchcińskim, który ustąpił ze stanowiska w piątek.

ZOBACZ CAŁE "FAKTY PO FAKTACH" W TVN24 GO >

Wicemarszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska jest "jedynką" listy Koalicji Obywatelskiej w wyborach do Sejmu w okręgu wrocławskim. W przeszłości szefowała warszawskim strukturom Platformy Obywatelskiej. O swoim kandydowaniu z wrocławskiej listy mówiła w sobotę w "Faktach po Faktach" w TVN24.

Kidawa-Błońska: politycy trafiają do innych okręgów, żeby wzmocnić listy

- Bardzo często jest tak, że politycy trafiają do innych okręgów, żeby wzmocnić listy, żeby stworzyć drużyny, zespół - argumentowała pochodząca z Warszawy posłanka PO.

Przypomniała, że już w poprzednich wyborach parlamentarnych kandydowała nie z Warszawy, lecz z okręgu podwarszawskiego. - Tam walczyliśmy o mandaty z dosyć dobrym wynikiem - podkreśliła Kidawa-Błońska. Zaznaczyła, że teraz też ma zadanie, "żebyśmy zdobyli jak najlepszy wynik".

"Zadawałam sobie pytanie, czy dam radę"

Jak mówiła wicemarszałek Sejmu we Wrocławiu "jest zespół, ale potrzebował wsparcia". - Pierwsze moje wizyty na Dolnym Śląsku, spotkania bardzo dobrze rokują - dodała.

- Czekałam na opinię moich kolegów (we Wrocławiu - red.), bo przecież trudno działać przeciwko nim. Przyjęli mnie bardzo życzliwie, tak że wierzę w dobry rezultat. Chociaż na pewno dla mnie jest to dosyć trudne, bo jestem w innym miejscu, muszę poznać miasto, muszę poznać ludzi - zaznaczyła. Przekonywała jednocześnie, że "Wrocław jest miastem wyjątkowym, ma dużo wspólnego z Warszawą, więc dam radę".

- Zadawałam sobie pytanie, czy dam radę - wyznała Kidawa-Błońska. Jak dodała, "zrozumiałam, że (Grzegorz) Schetyna i moi koledzy oczekują, że po prostu zrobimy tam bardzo dobry wynik i muszę się postarać".

"Marszałek zawsze mówił, że musi pracować sprawnie"

Wicemarszałek Sejmu mówiła także o Marku Kuchcińskim, który podał się w piątek do dymisji z funkcji marszałka Sejmu w związku ze sprawą jego lotów rządowym samolotem, często z rodziną. Jego następczynią została dotychczasowa minister spraw wewnętrznych i administracji Elżbieta Witek.

CZYTAJ RAPORT TVN24.PL: Loty marszałka Kuchcińskiego >

Małgorzata Kidawa-Błońska, wspominając swoją współpracę z marszałkiem Kuchcińskim, przyznała, że w gronie Prezydium Sejmu stawiane były pytania, "dlaczego marszałek w tak dziwny sposób prowadzi sprawy Sejmu". Dodała, iż "marszałek zawsze mówił, że musi pracować sprawnie, że takie jest oczekiwanie największego klubu parlamentarnego". - Miałam wrażenie, że od tego słynnego wydarzenia, kiedy marszałek przeniósł obrady Sejmu do Sali Kolumnowej, kiedy opozycja przez kilka tygodni siedziała w Sejmie, zmienił się i to nie był już potem Marek Kuchciński, którego znałam sprzed wielu lat - przyznała Kidawa-Błońska.

- Jeżeli ktoś spodziewał się, że nasze prezydia czy konwenty były bardzo burzliwe - nie. Były dosyć spokojne, zawsze kończyły się: "I tak was przegłosujemy, decyzję podejmie Sejm. Koniec, kropka' - mówiła.

"Cała ta kadencja pokazała, że nie Sejm podejmuje decyzje"

Wicemarszałek oceniła, że zmiana na stanowisku marszałka Sejmu w sytuacji, gdy zostały jeszcze tylko na dwa posiedzenia, ma sens. Przekonywała, że "warto nawet na dwa dni, żeby pokazać, że Sejm to jest najważniejsze miejsce w naszym kraju, że tu się podejmuje ważne decyzje".

- Cała ta kadencja pokazała, że nie Sejm podejmuje decyzje, nie marszałek Sejmu, nie posłowie, tylko decyzje idą albo z Nowogrodzkiej, albo z KPRM-u - stwierdziła. - Nie było pokazania, że Sejm o czymś tak naprawdę decyduje - dodała.

Według niej nowa marszałek Sejmu "ma wielką szansę ujawnić i pokazać listy neo-KRS (Krajowej rady Sądownictwa - red.) i wykonać wyrok sądu". - To byłby bardzo dobry początek i pokazanie, że Sejm szanuje prawo, że marszałek Sejmu szanuje prawo - oceniła.

Opublikowanie list poparcia do KRS nakazał ostatecznym, prawomocnym wyrokiem Naczelny Sąd Administracyjny. Choć termin minął, listy nadal nie zostały ogłoszone.

CZYTAJ WIĘCEJ O NIEOPUBLIKOWANYCH LISTACH POPARCIA DO KRS >

Kidawa-Błońska: marszałek zawsze mówił, że musi pracować sprawnie
tvn24

"Niedobre, bulwersujące" słowa arcybiskupa

Podczas kazania wygłoszonego w ramach obchodów 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego arcybiskup Marek Jędraszewski mówił: - Czerwona zaraza już po naszej ziemi, całe szczęście, nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha, neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa.

Potem hierarcha tłumaczył, że mówił o "ideologii LGBT, a nie o ludziach".

Kidawa-Błońska "Faktach po Faktach" oceniła słowa o "tęczowej zarazie" jako "niedobre, bulwersujące".

Jak pokreśliła, LGBT "to nie jest ideologia, to są po prostu ludzie, którzy są inni, ale mają prawo do tego wszystkiego, do czego my".

- Oczekuję i chciałabym, żeby biskupi, księża, katolicy robili wszystko, żeby ludzi łączyć, żeby nakłaniać ludzi do szacunku, żeby szukali we wszystkim dobra i pozytywnych rozwiązań, a nie wykluczali kogoś z życia zarówno duchownego, jak i naszego społecznego - dodała.

Kidawa-Błońska: słowa arcybiskupa Jędraszewskiego są niedobre, bulwersujące
tvn24

Autor: akr//rzw / Źródło: tvn24