Wiceminister ma stać za hejtem wobec sędziów. Gowin: takie praktyki byłyby nieakceptowalne

TVN24

Jarosław Gowin był gościem "Rozmowy Piaseckiego"tvn24
wideo 2/2

Gdyby mojemu urzędnikowi zdarzyło się w ten sposób hejtować opozycyjnie nastawionych wobec naszego rządu profesorów, to w oczywisty sposób byłaby to sytuacja nieakceptowalna. Wiedziałbym, jakie konsekwencje wyciągnąć - powiedział w "Rozmowie Piaseckiego" wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin. Odniósł się w ten sposób do doniesień portalu Onet, który ustalił, że wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak ma stać za zorganizowanym hejtem wobec sędziów krytykujących zmiany w wymiarze sprawiedliwości wprowadzane przez Zjednoczoną Prawicę.

ZOBACZ CAŁĄ "ROZMOWĘ PIASECKIEGO" W TVN24 GO >

Według Onetu, jedna z akcji miała skompromitować szefa największego sędziowskiego Stowarzyszenia "Iustitia" Krystiana Markiewicza.

Ministerstwo sprawiedliwości od momentu publikacji portalu w poniedziałek po godz. 18., nie odniosło się do niej.

We wtorek po południu Piebiak złożył rezygnację z pełnionej funkcji.

- Czytałem ten tekst. On jest niejednoznacznie udokumentowany, trochę zagmatwany miejscami, natomiast padają tam poważne zarzuty i teraz pan sędzia Piebiak musi się do tego odnieść - skomentował - jeszcze przed złożeniem rezygnacji przez wiceministra - w "Rozmowie Piaseckiego" Jarosław Gowin.

Pytany, czy wiceminister w resorcie Zbigniewa Ziobry może zachować stanowisko, podkreślił, że "nie należy ferować jakichkolwiek wyroków przed zapoznaniem się ze stanowiskiem drugiej strony".

- Niech pan sędzia (Piebiak - red.) się odniesie. Jestem przekonany, że odniesie się do sprawy także Ministerstwo Sprawiedliwości - dodał.

Gowin o "nieakceptowalnych praktykach"

Jarosław Gowin zaznaczył jednak, że "nie chce niczego bagatelizować". - Tego typu praktyki, gdyby do nich dochodziło, są w oczywisty sposób nieakceptowalne - ocenił.

Wicepremier pytany, czy to jest na tyle nieakceptowalne, żeby odpowiedzialność poniósł nie tylko sam zainteresowany, ale też jego szef - minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, stwierdził, że "tylko w przypadku - mówię nie o tej konkretnej sprawie, ale o tego typu sprawach - gdyby przełożeni wiedzieli i to tolerowali".

"Wiedziałbym, jakie konsekwencje wyciągnąć"

Na uwagę, że "jest coś takiego jak odpowiedzialność polityczna za własnych podwładnych", Gowin podkreślił, że "za ministrem Ziobrą stoją cztery lata bardzo aktywnej działalności, która różnie jest oceniania".

Zaznaczył, że tego czasu nie wolno zredukować "do jednego epizodu, który być może dotyczy któregoś z podwładnych". Minister nauki przyznał, że gdyby jego urzędnikowi "zdarzyło się w ten sposób hejtować opozycyjnie nastawionych wobec naszego rządu profesorów, to w oczywisty sposób byłaby to sytuacja nieakceptowalna". - Wiedziałbym, jakie konsekwencje wyciągnąć - dodał.

Pytany, czy wobec siebie wyciągnąłby konsekwencje, odparł, że "gdyby wiedział o takiej sytuacji i tolerował, to rzeczywiście tutaj byłoby zasadne pytanie, czy mam kwalifikacje do tego, żeby piastować stanowisko ministra". - Najpierw pozwólmy, a nawet oczekujmy zajęcia stanowiska przez pana sędziego Piebiaka - powtórzył.

Morawiecki komentuje

O sprawę został zapytany we wtorek przed południem na konferencji prasowej premier Mateusz Morawiecki.

- Zażądałem wyjaśnień od ministra sprawiedliwości w tej sprawie. Na pewno trzeba zawsze wysłuchać dwóch stron. Zobaczymy, jakie będą te wyjaśnienia i w ślad za tym podejmę odpowiednie decyzje - powiedział premier.

Morawiecki: podejmę odpowiednie decyzje
tvn24

Onet: wiceminister Łukasz Piebiak ma stać za zorganizowanym hejtem

Jak wynika z poniedziałkowej publikacji Onetu, wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak "aranżował i kontrolował akcję", która miała skompromitować Krystiana Markiewicza, przewodniczącego Stowarzyszenia Sędziów Polskich "Iustitia". Stowarzyszenie to krytykuje zmiany w wymiarze sprawiedliwości wprowadzane przez Prawo i Sprawiedliwość.

Bezpośrednio za rozsyłanie kompromitujących Markiewicza materiałów odpowiedzialna była współpracująca z Piebiakiem "Emilia" (redakcja Onetu zna jej nazwisko, jednak go nie publikuje). Aby zdyskredytować przewodniczącego "Iustitii", przekazywała szkalujące go informacje dotyczące życia osobistego do oddziałów Stowarzyszenia i mediów. Jak wynika z publikacji, list miała też wysłać do samego Markiewicza na jego domowy adres, który dostała od Piebiaka. Onet zapewnia, że jest w posiadaniu dowodów na to, że wiceminister taki plan "w pełni zaaprobował przed jego realizacją".

Informacje o Markiewiczu - jak pisze portal - "opierały się na anonimowej historii zawierającej plotki, pogłoski i domysły na temat jego życia prywatnego, w tym intymnych kontaktów z kobietami oraz sposobów budowania swojej pozycji w środowisku sędziowskim".

Onet pisze także, że ma dowody na to, iż "Emilia pozostawała w bezpośrednim kontakcie z ministrem Piebiakiem, z którym na komunikatorach WhatsApp oraz Messenger ustalała sposoby kompromitowania sędziów w mediach społecznościowych oraz w prorządowych mediach".

Portal opublikował dwa zrzuty ekranu z widocznymi wiadomościami wymienianymi - jak pisze - między Emilią i Piebiakiem.

W rozmowie z Onetem Emilia przyznała, że "bardzo wstydzi się tego, co robiła i że swoimi działaniami mogła zaszkodzić co najmniej 20 sędziom".

Autor: js,ads/adso / Źródło: TVN24, Onet, PAP