Kilkuset czy kilka tysięcy? Jak liczne jest środowisko neonazistów w Polsce

TVN24

"W naszym kraju działają w sposób bezkarny środowiska o charakterze faszyzującym". Rozmowa z Rafałem Pankowskimtvn24
wideo 2/5

Polskie służby specjalne mają zidentyfikowanych około dwustu niebezpiecznych neonazistów, a liczebność całego aktywnie działającego środowisko oceniają na około 600 osób - mówi portalowi tvn24.pl rozmówca związany ze służbami. Szacunki organizacji pozarządowej "Nigdy Więcej" wskazują jednak na dużo większe liczby: kilka tysięcy faszystów i kilkanaście tysięcy osób pod wpływem ich ideologii.

Zwalczaniem i monitorowaniem ruchów ekstremistycznych zajmują się głównie Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Policyjne Centralne Biuro Śledcze.

- Służby mają zidentyfikowanych około dwustu zdeklarowanych neonazistów - mówi tvn24.pl rozmówca związany ze służbami specjalnymi.

Twierdzi on, że według informacji operacyjnych policji całe aktywnie działające środowisko neonazistów w Polsce to "kilkaset osób, około 600-700".

Tajne sprawozdanie

W styczniu tego roku "Superwizjer" TVN, którego dziennikarze wniknęli w środowisko neonazistów z Wodzisławia Śląskiego, pokazał, jak świętowali oni urodziny Hitlera. - Organizacje, które gloryfikują czy choć tolerują niemiecki nazizm, powinny być zdelegalizowane - oświadczył wtedy premier Mateusz Morawiecki. I powołał specjalny "międzyresortowy zespół do spraw przeciwdziałania propagowania faszyzmu i nawoływania do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość".

Choć zespół skończył pracę w lipcu, jej efekt długo nie był znany. Sprawozdania komisji nie poznał, mimo monitów, nawet Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar. Dopiero w ostatni poniedziałek jego treść ujawnili reporterzy Oko.press.

Dokument liczy czternaście stron, to wnioski z czterech spotkań m.in pełnomocnika rządu do spraw równego traktowania Adama Lipińskiego, zastępcy koordynatora służb specjalnych Macieja Wąsika, komendantów głównych policji i straży granicznej. Brak w nim szczegółowych danych o zasięgu ideologii neonazistowskiej, a rekomendacje dotyczą głównie zmiany jednego przepisu kodeksu karnego. Chodzi o art 256, który dziś przewiduje do dwóch lat więzienia za propagowanie ustroju totalitarnego.

Jak poinformowali reporterzy Oko.press, międzyresortowy zespół postuluje m.in podniesienie sankcji, a także zmianę zapisu dotyczącego publicznego charakteru propagowania.

Dziś taki zapis utrudnia służbom ściganie sprawców, którzy działają w "grupach zakonspirowanych". Teraz ma się pojawić nowy paragraf, który wprowadza karę za "oddawanie hołdu lub uroczyste upamiętnianie postaci historycznej", która jest związana z ideologią faszystowską, nazistowską lub komunistyczną.

Uwaga na te dane

Nasi rozmówcy ze służb i policji zgodnie przestrzegają przed prokuratorskimi statystykami dotyczącymi przestępstw popełnianych z nienawiści.

- Wszystko zależy od podejścia prokuratury, która decyduje o tym, czy i jakie zarzuty są formułowane - mówią.

Obrazuje to sytuacja związana z wytycznymi, które w 2014 roku prokurator generalny Andrzej Seremet wydał dla prokuratorów. Nim ten rodzaj czynów zaliczył do "przestępstw dużej wagi" w 2013 roku było ich 834. Rok później, gdy obowiązywały wytyczne, już 1365, a w 2015 roku - 1548.

W minionym roku liczba śledztw spadła do 1449, z których w 230 prokuratorzy jako motyw działania podali "propagowanie faszystowskiego ustroju".

- To jak z przestępstwami narkotykowymi. One nie istnieją, jeśli policja nie przykłada się do ścigania handlarzy. Czyli im więcej śledztw dotyczących przestępstw z nienawiści, tym lepiej działają służby i prokuratura - komentują nasi rozmówcy.

Ponad 200 zarzutów i śledztwo utknęło

Po zmianie władzy i objęciu sterów w prokuraturze przez Zbigniewa Ziobro wyhamowało najpoważniejsze śledztwo dotyczące polskich faszystów.

Chodzi o głośną serię podpaleń drzwi mieszkań obcokrajowców w Białymstoku w 2013 roku. Ówczesny minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz publicznie zadeklarował wtedy, że "działania państwowych służb, podjęte w celu ustalenia sprawców podpalenia w Białymstoku, przyniosą efekty".

- Jedno mogę powiedzieć, jeśli chodzi o środowisko skinheadowskie: idziemy po was - powiedział wówczas na konferencji prasowej.

Śledztwo prowadził znany z podejmowania najtrudniejszych spraw prokurator Grzegorz Masłowski. We współpracy z policjantami z Centralnego Biura Śledczego zaczął gromadzić materiały dotyczące środowiska skinheadów i neonazistów, by wkrótce odkryć sieć faszystów działających na terenie Podlasia.

W aktach sprawy znalazły się porażające materiały: nagrania, na których widać było młodzież wznoszącą hitlerowskie gesty czy mężczyzn wytatuowanych w symbole nazistowskie, a nawet inscenizację rozstrzeliwania Żyda. Wielu z namierzonych uczestników tych wydarzeń należało do międzynarodowego neonazistowskiego stowarzyszenia "Blood&Honour".

Swastyka jako symbol słowiański

Do środowiska podlaskich neonazistów, po części związanych także z chuliganami stadionowymi, przeniknęli policjanci działający "pod przykryciem". Kolejne przesłuchania i przeszukania, które prowadził prokurator z policjantami doprowadziły do postawienia około stu osobom ponad dwustu zarzutów karnych.

- Śledztwo jest rozwojowe - tak mówił jeszcze na początku 2016 roku prokurator Masłowski. Wkrótce potem śledztwo mu odebrano. Decyzją prokurator regionalnej w Białymstoku Masłowski został przeniesiony na niższy szczebel prokuratury, a jego policyjny partner z CBŚ trafił do jednego z komisariatów. Śledztwo przejął młody prokurator awansowany przez Zbigniewa Ziobro, ale zrezygnował i sprawę przejął inny, również awansowany przez Ziobrę, śledczy.

W efekcie sprawa utknęła w miejscu i o jej "rozwoju" nie było już mowy. Również inne wątki dotyczące tego środowiska - jak po publikacji w internecie zdjęć z płonącą swastyką - były umarzane w białostockiej prokuraturze. - Swastyka? Tak się może państwu wydawać. W rzeczywistości jest to [słowiański - przyp. red.] symbol swargi, który bardzo ją przypomina - tłumaczył dziennikarzom Andrzej Stelmaszuk, szef Prokuratury Rejonowej w Białymstoku, w grudniu 2016 roku.

- Może takie hamowanie rozwojowych śledztw to przyczyna, dla której państwo ocenia całe środowisko faszystów na kilkaset osób - mówi jeden z naszych rozmówców.

Zatrzymani na granicach

Mimo braku wymiernych sukcesów w pociąganiu neonazistów do odpowiedzialności, funkcjonariusze służb i Centralnego Biura Śledczego monitorują środowiska faszyzujące. Tuż przed ostatnim Marszem Niepodległości, członkowie organizacji narodowców informowali, że około 400 ich kolegów z całej Europy zostało zatrzymanych na granicach w drodze do Warszawy. Na swoich forach skarżyli się na liczne rewizje w domach prowadzone przez funkcjonariuszy ABW i policji.

- Nie mam wątpliwości, że liczba ekstremistów i ekstremizmów rośnie. To nie tylko rola służb i policji, ale także polityków, by je ograniczać, póki jeszcze można - ocenił Marek Biernacki, były koordynator służb specjalnych w rządach Donalda Tuska i Ewy Kopacz.

Podobnego zdania jest doktor hab. Rafał Pankowski, socjolog z Collegium Civitas, współzałożyciel stowarzyszenia "Nigdy Więcej".

- Nie mamy jednego sposobu liczenia, każda metoda ma swoje wady. Kiedyś można było oceniać po nakładach płyt zespołów, które grają muzykę z elementami faszystowskimi. Ale dziś zamiast sklepów z płytami jest internet – mówił Pankowski w rozmowie z tvn24.pl. W jego ocenie środowisko osób, do których dociera ideologia neofaszystowska, liczy dziś w Polsce od kilku do kilkunastu tysięcy ludzi.

- Bezkarność neofaszystów w Polsce jest problemem, z którym należałoby się wreszcie zmierzyć, ale ten problem narasta już od wielu lat - podkreślał Pankowski we wtorek we "Wstajesz i wiesz" w TVN24.

Ocenił też, że "ekstremiści poprzez bezkarność, ale też poprzez kontekst swego rodzaju akceptacji czy przyzwolenia, czują, że mogą działać w sposób coraz bardziej znaczący".

- Niestety, okazuje się, że mają wpływ na znaczną część młodego pokolenia w naszym kraju. Istnieją dane socjologiczne, badania, które wskazują, że właśnie takie skrajne bardzo grupy jak ONR [Obóz Narodowo-Radykalny - przyp. red.] cieszą się poparciem znacznej części najmłodszych Polaków. To alarmujący bardzo sygnał, który powinien nam wszystkim dać wiele do myślenia - zauważył Pankowski.

Z ubiegłorocznego sondażu CBOS wynikało, że 17 procent Polaków popiera działania ONR oraz Młodzieży Wszechpolskiej. Największe poparcie - aż 38 procent - deklarowali młodzi respondenci (18 - 24 lata).

Zaproszenie na marsz

- Niepokojące jest, że ci ludzie trafiają do życia społecznego i politycznego. Niedawno widziałem jak jeden z bohaterów reportażu "Superwizjera" TVN, w lokalnych mediach zapraszał chętnych do wyjazdu na Marsz Niepodległości - mówi nasz rozmówca.

Chodzi o Jacka Lanusznego, który choć nie brał udziału w leśnych urodzinach Adolfa Hitlera to razem z Maciejem S. głównym organizatorem urodzin, tworzył stowarzyszenie "Duma i Nowoczesność". W sądzie w Gliwicach od kilku miesięcy leży wniosek o delegalizację tego stowarzyszenia. Lanuszny, członek rady politycznej Ruchu Narodowego, do marca tego roku był asystentem posła Roberta Winnickiego. Starał się bez powodzenia o mandat radnego sejmiku śląskiego. Współorganizował Marsz Niepodległości.

Autor: Robert Zieliński (r.zielinski@tvn.pl) / Źródło: tvn24.pl