Gowin po słowach o dziadku lidera KOD: powiedziałem o jedno zdanie za dużo

TVN24

RMF FMGowin przyznał, że "każdy ma swoje słabe momenty"

Każdy ma swoje słabe momenty. Powiedziałem o jedno zdanie za dużo - tak Jarosław Gowin skomentował swoją wypowiedź na temat dziadka lidera KOD. W niedzielę blisko 800 przedstawicieli środowiska akademickiego wyraziło sprzeciw wobec wykorzystywania przez niego w debacie odniesień do pochodzenia rodzinnego.

W miniony wtorek w "Kropce nad i" w TVN24, wicepremier i minister nauki bronił tezy Jarosława Kaczyńskiego o tym, że istnieje "pewien historyczny związek" pomiędzy protestującymi dziś w ramach Komitetu Obrony Demokracji a "aparatem komunistycznym".

Jako przykład wskazał postać dziadka lidera KOD, Mateusza Kijowskiego. - Był związany z komunistycznym aparatem represji - przekonywał Gowin.

"Każdy ma swoje słabe momenty"

Pytany w środę w radiu RMF FM o tę wypowiedź, przyznał, że powiedział "o jedno zdanie za dużo".

- Nie dlatego, że to było zdanie nieprawdziwe, tylko dlatego, że minister nie powinien w ogóle wchodzić w takie dywagacje - zastrzegł. Jak dodał, nikogo nie obciążał, a jedynie zwracał uwagę na zjawisko opisane w nauce - tzw. "resortowych karier". - Moim błędem było ilustrowanie tej generalnej i słusznej tezy jakimkolwiek przykładem - powiedział minister.

- Każdy ma swoje słabe momenty. Następnym razem nie pójdę na wywiad skrajnie przemęczony - dodał.

Gowin o dziadku Mateusza Kijowskiego
tvn24

Gowin wyraził nadzieję, że osoby, które podpisały się pod listem sprzeciwu wobec jego wypowiedzi, będą też protestowały przeciwko wypowiedziom np. Janusza Palikota. - Jeżeli (tych nazwisk -red.) nie znajdę (na listach protestu - red.), to się nie przejmę - podkreślił minister.

Pytany, czy przeprosi Kijowskiego, Gowin powiedział: - Rozliczam się przed moim sumieniem. Wielkim problemem Polski jest to, że nie było w Polsce dekomunizacji, zamazane zostały kryteria dobra i zła w odniesieniu do czasów komunizmu.

List akademików

List otwarty do Gowina, wystosowany przez przedstawicieli środowiska akademickiego, opublikowano w niedzielę.

"Ze szczerą przykrością i najgłębszym niepokojem wysłuchaliśmy pańskiej wypowiedzi z 2 lutego br. dotyczącej uczestników obywatelskiego sprzeciwu wobec trybu i kierunku zmian ustrojowych wprowadzanych w naszym kraju przez partię rządzącą. Stwierdził pan w niej, jakoby istniały związki rodzinne między organizatorami protestów, w szczególności panem Mateuszem Kijowskim, a osobami należącymi do 'komunistycznego aparatu represji'. Wskazywał Pan na ciągłość ze środowiskami, które instalowały w Polsce komunizm" - czytamy w liście.

Członkowie społeczności akademickiej wyrazili w związku z tym "kategoryczny sprzeciw wobec wykorzystywania w debacie publicznej, a zwłaszcza politycznej, odniesień do pochodzenia rodzinnego osób biorących w niej udział".

"Zarówno treść, jak i formę tych odniesień uważamy za wysoce niestosowną. Protestujemy przeciwko formułowaniu oskarżeń w schemacie insynuacji, aluzji i niedopowiedzeń. Prowadzi to do przeniesienia dyskusji z poziomu merytorycznego na poziom personalny i emocjonalny. Jesteśmy przekonani, że to właśnie ze środowiska akademickiego, do którego pan także należy, powinien płynąć przykład prowadzenia debaty o sprawach państwowych i obywatelskich w sposób rzeczowy, kulturalny i przede wszystkim przyzwoity, bez naruszania godności osób o odmiennych poglądach" - czytamy w liście.

Akademicy przekonywali, że "tradycją akademicką jest odnoszenie się w dyskusji naukowej, światopoglądowej i politycznej do argumentów rozmówców, a nie do ich życiorysów i pochodzenia". Uważamy, że panu, jako członkowi wspólnoty akademickiej i ministrowi sprawującemu pieczę nad nauką polską, ciąży szczególna odpowiedzialność za przestrzeganie i pielęgnowanie tej tradycji - ocenili akademicy.

Pod listem podpisało się do tej pory 796 członków społeczności akademickiej. Zbieranie podpisów jeszcze trwa.

Autor: ts//tka / Źródło: PAP, RMF FM, TVN24