Chłopcy wpadli do basenu przeciwpożarowego, nie żyją. "Uciekli z Centrum Opieki nad Dzieckiem"

TVN24

Aktualizacja:
Zbiornik, do którego wpadły dziecitvn24
wideo 2/5

Dwaj chłopcy, którzy wpadli we wtorek do zbiornika przeciwpożarowego, uciekli z Centrum Opieki nad Dzieckiem - poinformował Maciej Homis, rzecznik Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Szczecinie. Pomimo wysiłków lekarzy 12- i 13-latka nie udało się uratować. Okoliczności i przyczyny tragedii bada policja i prokuratura. Śledztwo ma wyjaśnić m.in. czy osoby, na których ciążył obowiązek opieki nad chłopcami, naraziły ich na niebezpieczeństwo.

- Mimo wysiłków lekarzy żadnego z chłopców nie udało się uratować, ich serca nie podjęły pracy - poinformowała Bogna Bartkiewicz, rzeczniczka Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego nr 2 Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie.

Jak zastrzegła, ze względu na dobro rodzin szpital nie udziela w tej sprawie szerszych informacji.

- Poszkodowani w wypadku chłopcy byli wychowankami Centrum Opieki nad Dzieckiem w Szczecinie. W dniu zdarzenia od godzin porannych chłopcy byli w trakcie ucieczki z Centrum - poinformował w środę Maciej Homis, rzecznik prasowy Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Szczecinie.

Dodał, że o ucieczce we wtorek ‪o godz. 9.20 poinformowana została policja oraz prawni opiekunowie. - Po otrzymaniu zgłoszenia o tragicznym zdarzeniu pozostali wychowankowie, rodziny chłopców oraz kadra Centrum zostali objęci wsparciem psychologicznym - podkreślił Homis.

Dodał, że z uwagi na prowadzone postępowanie oraz szacunek do rodzin, MOPR nie udziela więcej informacji w tej sprawie.

Jeden ratował drugiego

We wtorek chłopcy w wieku 12 i 13 lat wpadli do zbiornika przeciwpożarowego na terenie starego złomowiska w Szczecinie. Obiekt znajduje się w rejonie ulic 26 kwietnia i Twardowskiego. Służby wezwano na miejsce tuż po godzinie 15.

- Jeden z chłopców wpadł do wody, drugi, próbując go ratować, niestety również znalazł się pod lustrem wody - o wstępnych ustaleniach mówi mł. asp. Przemysław Majer z Komendy Miejskiej PSP w Szczecinie.

Nie wiadomo, ile dokładnie chłopcy byli pod wodą. Doszło do zatrzymania akcji serca. Podczas reanimacji na miejscu wypadku nie udało się jej przywrócić. Paulina Targaszewska, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Szczecinie, poinformowała, że akcja reanimacyjna trwała 40 minut.

- Zostali podłączeni pod specjalne urządzenie, które się nazywa Autopuls, które automatycznie uciska klatkę piersiową i przy takim wspomaganiu chłopcy zostali karetkami przewiezieni do szpitala na Pomorzanach - dodała Paulina Targaszewska.

Pogotowie przywiozło chłopców do szpitala w ciężkim stanie, w głębokiej hipotermii. Zostali tam podłączeni do specjalistycznej aparatury, ale próby ich uratowania nie powiodły się.

"Od jakiegoś czasu na tym terenie dzieje się niedobrze"

Marek Matejski, jeden z mieszkańców Szczecina, który tankuje paliwo na pobliskiej stacji, mówi, że zbiornik przeciwpożarowy nie był zabezpieczony. Potwierdza to także mł. asp. Przemysław Majer. - Był to teren ogrodzony po byłym złomowisku. Sam zbiornik nie był zabezpieczony jak wynika z informacji, które uzyskałem - mówi.

- Od jakiegoś czasu zauważam, że na tym terenie dzieje się niedobrze. Było kilka pożarów i teraz ta wczorajsza tragedia, wstrząsnęła mną - mówi reporterce TVN24 Marek Matejski.

- To tragedia, każdy był młodym człowiekiem, robił różne rzeczy. Piękna postawa tego drugiego chłopca, ale cóż z tego - dodaje.

Zbiornik, do którego wpadli chłopcy był niezabezpieczony
tvn24

Śledztwo prokuratury

Mł. asp. Przemysław Majer, przekazał, że na miejscu w tym czasie było jeszcze dwóch chłopców w podobnym wieku. To ich zeznania mają pomóc w ustaleniu dokładnego przebiegu zdarzenia.

Jak dowiedział się TVN24, Prokuratura Rejonowa Szczecin-Zachód wszczęła postępowanie w sprawie tragedii.

- Postępowanie prowadzone jest w kierunku narażenia chłopców na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu przez osoby, na których ciążył obowiązek opieki nad małoletnimi - powiedziała Joanna Biranowska-Sochalska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Szczecinie.

Dodała, że śledztwo prowadzone jest też w kierunku "nieumyślnego spowodowania śmierci pokrzywdzonych". Prokuratura będzie też badać, czy teren, na którym znajduje się basen przeciwpożarowy, był odpowiednio zabezpieczony przed tym, aby nie dostały się tam osoby nieupoważnione. Istotna będzie też opinia z zakresu medycyny sądowej po sekcji zwłok chłopców. Jak poinformowała prok. Biranowska-Sochalska, trwają przesłuchania świadków. Oględziny miejsca zdarzenia przeprowadzono we wtorek pod nadzorem prokuratora.

Do zdarzenia doszło w Szczecinie
Mapy Google, tvn24.pl

Jeśli chcielibyście nas zainteresować tematem związanym z Waszym regionem - czekamy na Wasze sygnały/materiały. Piszcie na Kontakt24@tvn.pl.

Autor: asty, MAK//now/ks / Źródło: PAP/TVN24