Roszczą sobie prawo do gruntu z blokami. Trzaskowski: robimy wszystko, aby unieważnić "reaktywację" spółki
"Mieszkańcy bloków spółdzielni "Koło" na warszawskiej Woli są dziś pełni obaw - oto do gruntów, na których stoją bloki, w których mieszkają od kilkudziesięciu lat, roszczenia zgłasza "reaktywowana" przedwojenna spółka. To budzi złe skojarzenia z historii innych kamienic, budynków, działek w Warszawie. I trzeba zrobić wszystko, żeby ta zła przeszłość nie powróciła" - napisał w piątek wieczorem w mediach społecznościowych Trzaskowski.
"Podejmujemy działania, żeby ten proces zablokować"
Prezydent wskazał, co robi jego urząd w tej sprawie, która odbiła się szerokim echem wśród mieszkańców Woli.
"Chciałbym, żeby wybrzmiało to jasno: na każdym etapie postępowania jako urząd miasta podejmujemy aktywne działania, aby ten proces zablokować. Warszawa od lat korzysta ze wszelkich możliwych środków prawnych, aby potwierdzić, że grunt należy do Skarbu Państwa, a nie do prywatnej spółki. Dodatkowo robimy wszystko, aby unieważnić "reaktywację" spółki C.Ulrich" - zapewnił prezydent stolicy.
Trzaskowski zapewnił, że urzędnicy są po stronie mieszkańców. Poinformował także, że jest w kontakcie z burmistrzem dzielnicy oraz z ministrem sprawiedliwości Waldemarem Żurkiem.
"Dość już Warszawianki, Warszawiacy i stolica jako miasto wycierpieli z powodu uznawania przez sądy roszczeń na wątpliwych podstawach. Ostateczne decyzje w sprawie podejmuje sąd, nie politycy czy urzędnicy. Zrobimy jednak wszystko co w naszej mocy, aby rozstrzygnięcie uwzględniało interes mieszkańców i nie uderzało w zwykłych ludzi, którzy po prostu chcą spokojnie żyć w domach, które od lat były ich" - ocenił na koniec włodarz stolicy.
Przedwojenna spółka i jej nowe roszczenia
Sprawę pierwsza opisała stołeczna "Gazeta Wyborcza". Chodzi o pięć 10-piętrowych bloków spółdzielni "Koło" przy ulicach Górczewskiej i Księcia Janusza. Na tym terenie stoją bloki z lat 70. Spółdzielnia powstała jeszcze w latach 50., mieszkańcy wpłacali wkład finansowy, a w latach 90. wykupywali mieszkania. W innych przypadkach mieszkania te były rekompensatą za mienie utracone podczas wojny.
Teren Ulrychowa został przyłączony do miasta w 1951 roku. Wcześniej na podstawie reformy rolnej grunt należący do przedwojennej spółki C. Ulrich, założonej w 1805 roku w Warszawie z siedzibą w Gdyni, został upaństwowiony po wojnie.
W 1994 roku na podstawie dawnych akcji (przez część osób uznawanych za kolekcjonerskie) pojawiły się roszczenia majątkowe do części gruntów, na których stoją m.in. bloki mieszkalne, szkoła, przedszkole i drogi publiczne.
Wskutek m.in. orzeczenia Sądu Okręgowego w Warszawie z 2025 roku, w którym oddalony został wniosek o zasiedzenie gruntów przez Skarb Państwa, reprezentowany przez prezydenta Warszawy, sytuacja się skomplikowała, otwierając drogę do roszczeń o wypłatę odszkodowań za korzystanie z tych gruntów.
Mieszkańcy boją się, że będą musieli płacić
Jak ujawniła "Wyborcza", spółka, która rości sobie prawa do gruntu, wystąpiła z powództwem na 21 milionów złotych do Skarbu Państwa o bezumowne korzystanie z gruntów, po uwzględnieniu odsetek wyszło 31 milionów złotych. Mieszkańcy bloków przy Górczewskiej obawiają się, że spłata tej sumy spadnie na spółdzielnię, czyli de facto na nich.
Burmistrz Woli Krzysztof Strzałkowski w ostatnich dniach kwestionował m.in. prawidłowość reaktywacji spółki C. Ulrich, a także poprawność wydania decyzji zwrotowej przez ministra rolnictwa i rozwoju wsi z 2012 roku.
Głos zabrał także m.in. minister sprawiedliwości Waldemar Żurek. Podkreślił, że nie lekceważy tej sprawy, ale przyznał, że jej stan prawny jest bardzo skomplikowany. Przypomniał, że były już takie przypadki, kiedy to przedwojenne spółki reaktywowały swoją działalność i prokuratura dopatrywała się tam nieprawidłowości, np. próby wyłudzenia gruntów. Wskazał też, że przyjrzy się sprawie również pod kątem sądowym.
Opracowała Katarzyna Kędra/b