W sobotę wilanowski pałac był areną imprezy techno Circoloco. Sieć zalała fala negatywnych komentarzy, a opublikowane zdjęcia zniszczonych trawników wywołały poruszenie. Pojawiały się pytania o skutek wielogodzinnego hałasu dla zabytkowych budynków i rezerwatu przyrody Morysin, znajdującego się w bezpośrednim sąsiedztwie.
Radni Prawa i Sprawiedliwości, Lewicy i ruchów miejskich ostro krytykują prezydenta stolicy i podczas czwartkowej sesji Rady Warszawy zażądali wyjaśnień, dlaczego pozwolił na organizację takiego wydarzenia.
Klub PiS złożył wniosek o dopisanie do porządku obrad informacji prezydenta na temat skutków imprezy. Został on jednogłośnie przyjęty. - To wniosek o to, abyśmy rozpoczęli dyskusję o tym, jak powinno się zapobiegać takim wydarzeniom - powiedział jeszcze przed rozpoczęciem sesji radny Filip Frąckowiak (PiS).
Zaznaczył, że prezydent Warszawy być może zrobił to, co musiał, ale nie zrobił wszystkiego, co mógł, żeby zapobiec temu, aby nie doszło do zniszczenia części Muzeum Pałacu w Wilanowie. - Nie zgadzamy się na to, aby takie ważne miejsca Warszawy jak pałac w Wilanowie i wszystkie inne ważne miejsca w Warszawie były wykorzystywane do czegoś, co można najlepiej określić barbarzyństwem w ogrodzie - podkreślił.
"Dobrze by było, żeby reakcja miasta była szybsza"
Przewodnicząca klubu Lewica, Miasto Jest Nasze, Wspólne Jutro Agata Diduszko-Zyglewska mówiła, że ma poczucie, że rzeczywiście w tej sprawie można było działać szybciej.
- Uważamy, że kiedy ludzie się sprzeciwiają, kiedy się okazuje, że to nie jest typowa impreza, tylko mamy nagle dwanaście godzin bardzo mocnych dźwięków tuż przy rezerwacie, to dobrze by było, żeby reakcja miasta była po prostu szybsza - zaznaczyła.
Podkreśliła również kontrast między tym, jak muzeum traktuje na co dzień mieszkańców. Jej zdaniem mają oni bardzo utrudniony dostęp do parku, choć są liczne przykłady z Europy, gdzie historyczne tereny zielone w otoczeniu zabytków są ogólnodostępne.
- Tymczasem ten park, ten obiekt jest prowadzony w taki sposób, że jest bardzo niedostępny dla mieszkańców. Natomiast okazuje się, że jak ktoś wchodzi z imprezą, to wszystkie te zasady nie obowiązują. Jest to niezrozumiałe ani dla mieszkańców, ani dla nas - dodała.
Przedstawiciele stowarzyszenia Miasto Jest Nasze domagają się odwołania dyrektora Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie i bezpłatnego udostępnienia pałacowych terenów zielonych mieszkańcom Warszawy.
Wniosek o jego odwołanie do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego złożyła posłanka Lewicy Dorota Olko.
"Problemami w Muzeum w Wilanowie zajmuję się od wielu miesięcy. Wielokrotnie interweniowałam w tej sprawie w MKiDN. Afera z imprezą techno to tylko czubek góry lodowej. Dlatego oficjalnie zwróciłam się do ministry Marty Cienkowskiej z wnioskiem o odwołanie dyrektora Jaskanisa" - poinformowała posłanka za pośrednictwem platformy X.
"Prezydent miał obowiązek wydać zezwolenie"
Wiceprzewodnicząca klubu radnych KO Anna Auksel-Sekutowicz przypomniała, że organizator w piśmie rozpoczynającym procedurę uzyskania zezwolenia otrzymał z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy zwrotną informację o treści, że impreza zaplanowana została w godzinach 15-5 nad ranem i miasto bardzo prosi o takie przygotowanie planowanego wydarzenia, aby maksymalnie ograniczyć poziom hałasu i uciążliwość imprezy dla mieszkańców okolicznych osiedli oraz domów jednorodzinnych. Także podczas wykonywanych wcześniej prób nagłośnienia.
Zaznaczyła, że niezwykle istotnym dla miasta było także prawidłowe zabezpieczenie miejsca przed dewastacją oraz ochrona zabytkowych elementów na zewnątrz i wewnątrz Muzeum Pałacu w Wilanowie. Pismo takie do wiadomości otrzymały także władze muzeum.
Wyjaśniła, że spośród wymaganych pozytywnych opinii policji, straży pożarnej, Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego oraz Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego, organizator nie dostarczył trzech i posiadał wyłącznie opinię Państwowego Powiatowego Inspektora Sanitarnego. - Miał jednak prawo odwołać się od decyzji odmawiającej wydania zezwolenia i z tego prawa skorzystał - dodała. Uzyskał też brakujące trzy opinie.
- W związku z powyższym organ, czyli prezydent miasta stołecznego Warszawy, miał obowiązek wydać zezwolenie na przeprowadzenie imprezy masowej - podkreśliła Auksel-Sekutowicz.
Wyjaśniła, że w związku z niepokojem strażaków, w dniu imprezy odbyła się kontrola dyrektora Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa i PSP. Stwierdzono uchybienia, które zostały naprawione przez organizatora. - W związku z powyższym prezydent Warszawy, który nie jest właścicielem terenu, nie mógł nie wydać takiego pozwolenia - dodała.
We wniosku o patronat... wsparcie ochrony zabytków
W imieniu ratusza głos zabrał sekretarz miasta Maciej Fijałkowski. Na początek wyjaśnił kwestię patronatu prezydenta Warszawy nad imprezą.
- W lutym zgłosiła się firma Awake Events z wnioskiem od patronat nad cyklem wydarzeń trwających od maja do września - opisywał. I dodał, że wśród oficjalnych celów przedsięwzięcia wymieniono m.in. rewitalizację społeczno-historycznych przestrzeni, wsparcie ochrony zabytków, promowane troski o tworzenie wspólnego dziedzictwa.
- Mając to na uwadze zarekomendowaliśmy, żeby patronatu udzielić - przyznał. Ale potem urzędnicy zmienili zdanie. - Pod koniec kwietnia dotarły do nas informacje, że impreza ma się skończyć po godzinie 23 (…) w związku z czym wycofaliśmy patronat dla tej imprezy - kontynuował Fijałkowski.
W kontekście zezwolenie przekonywał, że w polskim systemie prawnym (ustawa o organizacji imprez masowych), jeśli organizator spełni wymogi formalne, urząd ma związane ręce - musi się zgodzić.
Ale w tym wypadku nie spełnił, bo nie dostarczył wszystkich koniecznych opinii (wymagane są cztery: policji, straży pożarnej, pogotowia i sanepidu). Dlatego 28 kwietnia wydano decyzję o nieudzieleniu pozwolenia.
- Organizator odwołał się 30 kwietnia, dostarczył brakujące dokumenty i organ nie miał podstaw do odmówienia. 4 maja wydana została decyzja pozytywna - rekonstruował przebieg zdarzeń sekretarz. Jak opisywał, 8 maja zastrzeżenia zgłosiła Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej. Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa przeprowadziło kontrolę z udziałem policji i straży.
- Ujawniono uchybienia, ale zostały usunięte. W związku z czym warunki zostały spełnione - podsumował Fijałkowski.