Oszuści zadzwonili do mieszkanki Wawra, podając się za pracowników poczty i policji. Chodziło o rzekome ratowanie zagrożonych pieniędzy, konieczność wypłacenia ich z banku i przekazania wskazanej osobie, a jednocześnie pomoc w zatrzymaniu przestępców.
Kobieta nie dała jednak wiary temu, co usłyszała. Postanowiła to zgłosić i osobiście zweryfikować w komisariacie przy ulicy Mrówczej.
"Wiedzieli, że liczą się minuty"
Innego zdania był jej mąż, który został w domu. "Chciał pomóc 'pocztowcom' i 'policjantom' i nie mówiąc nic nikomu pojechał do banku" - poinformowała w komunikacie podinspektor Joanna Węgrzyniak z Komendy Rejonowej Policji Warszawa VII.
Policjanci z Wawra, do których zgłosiła się kobieta, zaczęli działać. "Doskonale wiedzieli, że w tej sytuacji liczą są dosłownie minuty i trzeba błyskawicznie dotrzeć do męża zgłaszającej, by nie dopuścić do przekazania pieniędzy" - dodała Węgrzyniak.
Mężczyzna nie odbierał jednak telefonu i zdążył już dojechać do jednego z centrów handlowych na drugim końcu miasta.
Wpadł na gorącym uczynku
Na szczęście policjantom udało się odnaleźć męża zgłaszającej. Zdążyli go ostrzec i zaplanowali zatrzymanie podejrzanego. "Mężczyzna wpadł na gorącym uczynku, gdy chciał odebrać kopertę z pieniędzmi" - opisała Węgrzyniak.
41-latek został zatrzymany. Gotówka została u właścicieli.
Zatrzymany usłyszał zarzut usiłowania dokonania oszustwa. Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Południe skierowała wniosek do sądu o zastosowanie tymczasowego aresztowania. Sąd przychylił się do wniosku i podejrzany na dwa miesiące trafił do aresztu.
Postępowanie w tej sprawie nadzoruje Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Południe.
Opracowała Magdalena Gruszczyńska
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: KRP Warszawa VII