- Ten list wziął się z niezgody i szoku tym, co się wydarzyło na linii otwockiej - wyjaśniał przed gmachem resortu infrastruktury Jacek Wiśnicki, jeden z inicjatorów listu, były wiceprezydent Warszawy.
Mowa o skutkach modernizacji kolejowej trasy między Wawrem a Otwockiem. Aby wybudować dwa dodatkowe tory (chodzi o oddzielenie ruchu podmiejskiego od dalekobieżnego), kolejarze wycięli około 19 tysięcy drzew i krzewów. Ocalała jedynie falenicka sosna, która ma status pomnika przyrody, dzięki czemu podlega ochronie. Pojedyncze klony adoptowano w ramach oddolnej inicjatywy dzielnicowej radnej. Docelowo przed hałasem ma chronić mieszkańców długi mur wysokich ekranów akustycznych.
Obawy przed rozlewaniem się parkowania
Wiśnicki zwrócił uwagę, że do niedawna zieleń tworzyła naturalną otulinę linii kolejowej, wręcz definiowała jej atmosferę. Dlatego musi wrócić.
Mieszkańcy domagają się również zaplanowania parkingów przy stacjach i przystankach kolejowych. Te, które funkcjonowały dotychczas, oferując łącznie kilkaset miejsc postojowych, zostaną wkrótce zlikwidowane. A władze dzielnicy Wawer dopiero szukają lokalizacji i analizują, gdzie można by je wybudować. - Nie chcemy, żeby samochody rozlały się na nasze osiedla - mówił Wiśnicki.
- Nie jesteśmy przeciwnikami kolei, jesteśmy jej użytkownikami i miłośnikami. Nie sprzeciwiamy się modernizacji, która jest realizowana dla poprawy przepustowości i bezpieczeństwa. Nie możemy natomiast zaakceptować sytuacji, w której tę inwestycję realizuje się jak żelazną eksterytorialną autostradę, która stoi plecami do mieszkańców miejscowości, przez które przechodzi – przekonywał Paweł Malarz, mieszkaniec Józefowa.
- Jest 20 tomów dokumentacji projektowej, brakuje tomu 21., który przewidywałby kompleksowy, spójny architektonicznie, uwzględniający zieleń, projekt zagospodarowania terenu. Żeby zieleń, która stanowiła naturalną barierę przed oddziaływaniem linii kolejowej, wróciła na linię otwocką - dodał. Zapewnił, że do momentu gdy wzdłuż torów nie wyrosną ekrany akustyczne, jest możliwość korekty czy uzupełnienia projektu.
Bluszcz to za mało, chcą drzew
Urszula Stanowska z Falenicy argumentowała, że zaplanowany na ekranach bluszcz to zdecydowanie za mało. - To rozwiązanie najtańsze, nieestetyczne, nieskuteczne, nie o takie nam chodzi - przekonywała mieszkanka. - Zieleń dawała cień, chroniła przed hałasem, pochłaniała zanieczyszczenia powietrza, dawała wytchnienie i była piękna. Została całkowicie zniszczona. Domagamy się rzetelnej oceny inwestycji dla środowiska i wykonania kompensacji przyrodniczej - nasadzeń zastępczych - postulowała Stanowska.
Troska o historyczne budynki
Ewa Jaskulska, prowadząca kinokawiarnię Stacja Falenica, upominała się o historyczne budynki, których remontu, mimo ogromnej skali przedsięwzięcia, nie przewidziano. Odpowiadająca za inwestycje państwowa spółka PKP PLK odnowi tylko skrzydlate wiaty i poczekalnie, które są w jej gestii.
- W Falenicy zachował się unikalny kompleks siedmiu budynków stacyjnych: drewniany dworzec z 1900 roku, duży murowany dworzec z początku lat 20., dawna nastawnia, szalet i dwa ceglane budynki mieszkalne. Ważnym elementem tego zespołu jest przedwojenna rampa, z której w 1942 roku wywieziono do Treblinki społeczność żydowską z Falenicy i Rembertowa - przypomniała Jaskulska. - Apelujemy o objęcie tych budynków realną opieką. To nie są tylko budynki, to materialne świadectwo historii i ważny element lokalnej tożsamości, który wymaga ochrony i odpowiedzialnego podejścia - dodała.
Wspomniana rampa została już rozebrana. Kolejarze zapowiedzieli jej odtworzenie, ale - jak zauważył Jacek Wiśnicki - nie będzie to "odbudowa metodą konserwatorską". Podobny obiekt zostanie zbudowany w innym miejscu, po drugiej stronie stacji. - Myślenie gospodarskie wymaga, żeby włączać w to osoby, które potrafią godnie zaprojektować takie upamiętnienie - proponował.
Co mówi decyzja środowiskowa?
Głównym adresatem listu jest Dariusz Klimczak, minister infrastruktury, któremu podlega polska kolej, także PKP PLK. Dokument trafi także do ministry kultury i dziedzictwa narodowego Marty Cienkowskiej (w kontekście zabytków) i ministry środowiska i klimatu Pauliny Hennig-Kloski (po linii przyrodniczej). Uwzględniono także prezydenta Otwocka, burmistrza Józefowa i prezydenta Warszawy. Ten ostatni wypowiadał się niedawno o konieczności uzupełnienia zieleni na linii otwockiej po zakończeniu prac. Rafał Trzaskowski myli się jednak, będąc przekonanym, że kolejarze muszą posadzić jakiekolwiek drzewa na podstawie decyzji środowiskowej.
- W takich decyzjach środowiskowych, jak się komuś pozwala wycinać drzewa, to natychmiast jest obowiązek nasadzeń zastępczych, więc to kolej zrobi, a my to na pewno uzupełnimy - mówił podczas sesji Q&A po wizycie w Wawrze 26 marca.
- Jest oczywiście w decyzji środowiskowej nakaz nasadzeń, PLK będzie ten nakaz realizować. Natomiast my jako miasto jesteśmy gotowi, by te nasadzenia uzupełnić (…) Tam, gdzie tylko to będzie możliwe, będą nasadzenia zastępcze realizowane przez PLK, uzupełnione przez miasto - powtórzył podczas na konferencji prasowej 9 kwietnia Trzaskowski.
Ale rzeczniczka PKP PLK Anna Znajewska-Pawluk nie pozostawia złudzeń. - Decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach nie nakłada obowiązku wykonania nasadzeń kompensacyjnych. W kontrakcie nie przewidziano przesadzania drzew ani nowych nasadzeń. Wykonawca odpowiada jednak za obsadzenie ekranów akustycznych pnączami - poinformowała w odpowiedzi na nasze pytania.
To, że w inwestycji nie przewidziano żadnych nasadzeń, przyznał także na wtorkowej konferencji prasowej Marcin Demidziuk, dyrektor projektu z PKP PLK. - Po zakończeniu remontu pozostanie ta kwestia do dalszych analiz i rozważań. Na dziś mamy ekrany akustycznie zgodnie z decyzją środowiskową, jest przewidziane ich obsadzenie roślinnością - przekazał.
Źródło: tvnwarszawa.pl
Źródło zdjęcia głównego: Artur Węgrzynowicz, tvnwarszawa.pl