Kierwiński o sprawie lekarza milionera. "Takie zarobki są sytuacją bulwersującą, ale pokazują też słabość systemu"
Podczas czwartkowej konferencji prasowej dziennikarze pytali ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego, czy jako szef warszawskich struktur Koalicji Obywatelskiej czuje polityczną odpowiedzialność za sytuację związaną z zatrudnieniem w Szpitalu Południowym byłego już radnego Ursusa Dawida Kacprzyka.
Przypomniał, że Koalicja Obywatelska podjęła natychmiast decyzję o wykluczeniu Dawida Kacprzyka z partii, a w czwartek zrezygnował on z mandatu radnego dzielnicy Ursus. Szef MSWiA zapewnił, że do momentu ujawnienia wysokich zarobków nie było żadnych sygnałów w sprawie radnego i lekarza.
"Takie zarobki są sytuacją bulwersującą"
- Jako były poseł z Mazowsza i polityk kierujący warszawską Koalicją Obywatelską nie mam ani w zwyczaju, ani też nie mam prawnych możliwości, żeby sprawdzać, kto ile zarabia. Takie zarobki są sytuacją bulwersującą, ale pokazują też słabość systemu - ocenił Kierwiński.
Jego zdaniem, trwające właśnie kontrole ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia, Najwyższej Izby Kontroli, stołecznego ratusza i prokuratorskie postępowanie, mają wyeliminować podobne patologie, jeśli zostaną one potwierdzone.
Minister był także pytany o to, czy ktokolwiek poniesie odpowiedzialność za zaistniałą sytuację. - Jeżeli jakakolwiek osoba łamała prawo, będzie za to odpowiadać. Jeżeli w ramach tych postępowań wyjdą naruszenia dotyczące kwestii etycznych, to konsekwencje premier Donald Tusk zapowiedział i będzie je wyciągał. Znam jego pryncypialność w tej kwestii - mówił szef MSWiA.
Lekarz milioner i przyśpieszona ścieżka
Jeszcze do środy Dawid Kacprzyk był zatrudniony jako koordynator SOR-u w Szpitalu Południowym. Medyk w trakcie specjalizacji miał w ubiegłym roku zarobić 1,6 miliona złotych. Jego zarobki wyszły na jaw za sprawą oświadczenia majątkowego, jakie składają każdego roku radni.
Według Portalu Zero kierowany przez niego oddział ratunkowy miał w przyspieszonym trybie przyjmować polityków Koalicji Obywatelskiej. Działacze tej partii mieli być przyjmowani bez kolejki, a kompleksowe badania były wykonywane niemal bezpośrednio po dokonaniu przez nich rejestracji. Na ich przeprowadzenie mieli oczekiwać w wydzielonym pokoju dla VIP-ów.
Podczas konferencji prasowej padło pytanie do ministra Kierwińskiego o to, czy opinia publiczna powinna poznać nazwiska polityków Koalicji Obywatelskiej, którzy mieli skorzystać z opisanej przez media pomocy placówki.
- Myślę, że ci politycy, którzy tam byli, jeżeli będą chcieli udzielić informacji o leczeniu, udzielą ich - odparł. Zastrzegł, że pytanie dotyczy "szalenie wrażliwych danych". - To powinno być uszanowane - dodał.