Przygotuj się na:

STULECIE BITWY WARSZAWSKIEJ

W środę odbędzie się próba generalna przed obchodami Święta Wojska Polskiego na placu Piłsudskiego. W sobotę na placu Piłsudskiego odbędą się uroczystości państwowe. Będą utrudnienia w ruchu dla kierowców, a także pasażerów komunikacji miejskiej.

Prokuratura potwierdza: przy Kłobuckiej wybuchła elektryczna hulajnoga

TVN Warszawa | Ursynów

Aktualizacja:
Autor:
ran/r
Źródło:
PAP/tvnwarszawa.pl
"Potężny huk usłyszałam, posypał się tynk"TVN24
wideo 2/3
TVN24"Potężny huk usłyszałam, posypał się tynk"

Prokuratura Okręgowa potwierdziła przyczyny wybuchu w bloku przy Kłobuckiej, do którego doszło na początku czerwca. Zaczęło się od akumulatora hulajnogi.

- Przyczyną wybuchu, do którego doszło ponad miesiąc temu w mieszkaniu przy ulicy Kłobuckiej na Ursynowie, była awaria akumulatora elektrycznej hulajnogi - przekazała Mirosława Chyr, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Jak dodała, jednoślad był przechowywany w mieszkaniu, a jego akumulator był w trakcie ładowania. Ponadto poinformowała, że pojazd nie pochodził z wypożyczalni. - Hulajnoga była prywatna. Należała do mieszkańców lokalu, w którym doszło do wybuchu - przekazała Chyr.

Zniszczenia, jakie powstały po eksplozji, były ogromne. Trudno uwierzyć, że wywołał je akumulator hulajnogi. Jednak, jak ustalili śledczy, w mieszkaniu nie doszło do żadnego innego wybuchu.

"Potężny huk usłyszałam"

Do eksplozji doszło 6 czerwca w bloku komunalnym przy Kłobuckiej. W mieszkaniu na drugim piętrze wyrwane zostało okno. Z użytku zostały wyłączone dwa lokale. Ten, w którym doszło do eksplozji, i mieszkanie poniżej. Z informacji przekazanych nam przez policję wynikało, że w mieszkaniu przebywała rano matka i dwoje jej dzieci. Na miejscu pracowała straż pożarna, policja i pogotowie ratunkowe. Wezwano też inspektora nadzoru budowlanego. Sytuacji na miejscu przyglądali się też urzędnicy z Biura Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego urzędu miasta oraz przedstawiciele władz Ursynowa.

Jednym ze świadków porannego zdarzenia była pani Katarzyna Bąk, która wraz z mężem i niepełnosprawnym synem mieszka pod lokalem, w którym doszło do eksplozji. - Przed godziną ósmą potężny huk usłyszałam. U mnie trochę tynku się posypało. Wybiegłam szybko na klatkę, żeby zorientować się, w którym mieszkaniu do tego doszło. Pobiegłam na górę. Słyszałam tam krzyki, próbowałam otworzyć drzwi, ale zablokowały się - opisuje kobieta. I dodaje, że w tym czasie jej mąż, podobnie jak inni sąsiedzi, dzwonił na numer alarmowy. - Szybko przyjechała straż, pogotowie i pomoc. Drzwi trzeba było wyważać - zaznaczyła.

Autor:ran/r

Źródło: PAP/tvnwarszawa.pl

Źródło zdjęcia głównego: Artur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.pl