Trzaskowski tłumaczy ruchy kadrowe w ratuszu i broni wiceprezydenta odpowiedzialnego za spółki
- Nie była to łatwa decyzja. Natomiast w trosce o najwyższe standardy, które muszą być wprowadzone w obliczu tego wszystkiego, co się stało, przyjąłem te rezygnacje - podkreślił Trzaskowski.
"Z tego typu kryzysów trzeba wyciągać wnioski"
Zdaniem prezydenta Warszawy, jego urząd reagował od momentu pojawienia się pierwszych doniesień o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym. Zaczęło się od lekarza i radnego Dawida Kacprzyka, który kilka dni po ujawnieniu jego zarobków stracił pracę. Z oświadczenia majątkowego lekarza wynikało, że zarobił 1,6 miliona złotych między innymi w Szpitalu Południowym. - Potem słyszeliśmy kolejne rewelacje i podjąłem decyzję, żeby odwołać zarząd i radę nadzorczą. Później została podjęta przeze mnie decyzja, żeby w radach nadzorczych i zarządach spółek medycznych nie było polityków - przypomniał Trzaskowski.
Jak powiedział, "z tego typu kryzysów trzeba wyciągać wnioski" i "standardy polityczne muszą być jak najwyższe". - Bo ja nie rozstrzygam o żadnej winie. O tym rozstrzygną prokuratura, a później niezależny sąd - podkreślił Trzaskowski.
"Nie docierały do nadzoru właścicielskiego żadne informacje"
Trzaskowski zapytany o to, dlaczego wiceprezydent Tomasz Mencina nie podał się do dymisji, choć - jak wynika z wypowiedzi Renaty Kaznowskiej - to on odpowiada za Szpital Południowy, stwierdził: - Nadzór (właścicielski - red.), w momencie, kiedy do niego wpływają jakieś sygnały o nieprawidłowościach, i na przykład je zignoruje albo nie zareaguje, to wtedy jest odpowiedzialny. Były takie sytuacje na przykład w Szpitalu Grochowskim, kiedy wpłynęły do nadzoru sygnały i to anonimowe. I była reakcja, skończyło się również dymisją prezesa szpitala. Tutaj nie docierały do nadzoru właścicielskiego żadne informacje.
Zdaniem prezydenta stolicy to jest problem Szpitala Południowego, że "tych formalnych sygnałów nie było".
Czy był zaskoczony doniesieniami o zarobkach Dawida Kacprzyka, a później kolejnymi aferami? - Tym, że tak młody człowiek zarabiał tak duże pieniądze, oczywiście, że byłem zaskoczony. I dlatego od razu, po tym, jak się w ogóle ukazała ta informacja z oświadczenia majątkowego (...) dwa dni później zarządziłem kontrolę - podkreślił włodarz stolicy.
Był salonik dla polityków?
Trzaskowski stwierdził, że kwestię polityków, którzy mieli być przyjmowani w szpitalu poza kolejką, może wyjaśnić jedynie kontrola Narodowego Funduszu Zdrowia. - Dlatego że ja nie mam dostępu do tego typu danych i też nie jestem w stanie ocenić, czy jakiś polityk, który był na SOR, był tam w sposób uprawniony czy nie - przyznał.
Czy na ten moment może stwierdzić, że było tam osobne pomieszczenie dla polityków? - Swoją wiedzę mogę opierać na tym, co mówią ludzie. Nie jestem w stanie w stu procentach potwierdzić, czy to prawda czy nie - odpowiedział Trzaskowski. Dodał, że to wszystko musi być wyjaśnione.
40 kontroli
Prezydent Warszawy przyznał też, że nie jest w stanie potwierdzić, czy "rewelacje doktora Emila Jędrzejewskiego są wiarygodne". - Wygląda na to, że obaj panowie oszukiwali szpital na duże pieniądze i byli ze sobą skonfliktowani (Jędrzejewski i Kacprzyk - red.) - powiedział. Dodał, że trwa spór sądowy z doktorem Jędrzejewskim. Zaznaczył, że jego wiarygodność ocenią prokuratura i sąd.
- Moim zadaniem jest wyciągnięcie konsekwencji i to zostało zrobione - powiedział.
Trzaskowski przyznał też, że w samym Szpitalu Południowym było 40 kontroli, między innymi NFZ, Najwyższej Izby Kontroli, Ministerstwa Zdrowia, wojewody i samego miasta. Według niego nie pokazały wcześniej żadnych nieprawidłowości.