Załoga karetki zatrzymała pijanego. "On chciał nas zabić tak naprawdę"

Warszawa

Ratownik medyczny o zdarzeniuMateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl
wideo 2/3

Jechał pod prąd, był pod wpływem alkoholu, a do tego próbował uciekać niszcząc inne samochody. Z dramatyczną sytuacją zmierzyli się w noworoczny poranek ratownicy medyczni. Sprawą kierowcy z Barskiej zajmują się już policja i prokuratura.

Zdarzenie opisał na Facebooku jeden z ratowników, który uczestniczył w akcji. Opowiedział też o nim przed kamerą tvnwarszawa.pl.

"Myśleliśmy, że to przeoczenie"

- Mieliśmy dyżur sylwestrowy. Około godziny 4.20, przy samym szpitalu urazowo-ortopedycznym trafiliśmy na jadącego pod prąd ulicą Barską. Na początku myśleliśmy, że to zwykłe przeoczenie ze strony kierującego - mówi Ariel Szczotok. Ratownicy podejrzewali, że kierowca nie zauważył znaku, być może nie znał miasta. - Niestety okazało się, że był pod wpływem alkoholu - dodaje Szczotok.

Z relacji ratownika wynika, że najpierw kierowca karetki ostrzegł jadącego wypożyczonym samochodem mężczyznę, że łamie przepisy ruchu drogowego. Auto ratowników stanęło przed maską toyoty, by zablokować przejazd. Ekipa karetki uświadomiła kierowcę, że jedzie pod prąd.

- Mocno zaniepokoiło nas jego zachowanie, bo w zasadzie w ogóle nie zareagował na to, co się dzieje, patrzył tylko przed siebie. Jednogłośnie stwierdziliśmy, że może być pod wpływem alkoholu albo innej substancji odurzającej. Zamknęliśmy mu możliwość przejazdu, wysiedliśmy z karetki, podeszliśmy do niego, otworzyliśmy drzwi, z tyłu podbiegła moja koleżanka ratowniczka. Podeszła od strony pasażera - relacjonuje dalej Szczotok.

Zaznacza, że wyłączyli silnik w samochodzie i powiadomili policję oraz dyspozytornię medyczną.

"On chciał nas zabić"

- W oczekiwaniu na policję wróciłem na chwilę do karetki po czapkę, bo było dość zimno. Wtedy zauważyłem, że samochód się ponownie uruchamia i rusza z impetem do tyłu, w czasie kiedy moi koledzy byli po obu stronach otwartych drzwi samochodu. Koleżanka w ostatniej chwili wskoczyła do samochodu, gdy ten uderzył w zaparkowane pojazdy, wyrywając drzwi. Gdyby nie wskoczyła, albo by była ciężko ranna, albo by zginęła, bo po prostu by ją zmiażdżył - opowiada ratownik.

Chwilę później udało się unieruchomić samochód i obezwładnić drogowego pirata. Jak relacjonuje Szczotok, wszystko to po krótkiej szarpaninie. Ratownik relacjonuje, że nikomu nic się nie stało, a po 10-15 minutach na miejsce przyjechała policja.

- Złożyliśmy zeznania. Mamy nadzieję, że ten kierowca usłyszy zarzuty nie tylko prowadzenia pod wpływem alkoholu, ale również napaść na nas. On chciał nas zabić tak naprawdę - nie ukrywa oburzenia ratownik.

"Był nietrzeźwy"

Policja potwierdza zdarzenie. - Załoga karetki pogotowia ujęła około godziny 4.30 na Barskiej przy szpitalu podejrzewanego o kierowanie w stanie nietrzeźwości. 29-letni Sławomir B. został zatrzymany i przewieziony na komendę. Był nietrzeźwy, badanie wykazało, że miał ponad promil alkoholu w wydychanym powietrzu - mówi Karol Cebula, oficer prasowy z komendy na Ochocie.

Dodaje, że mężczyzna przyjął mandat za spowodowanie kolizji ze stojącymi autami, a także za jazdę pod prąd. Ale to nie kończy sprawy. - Jego prawo jazdy zostało zatrzymane. Mężczyźnie został przedstawiony również zarzut kierowania w stanie nietrzeźwości. Materiały sprawy trafią do prokuratury, która będzie podejmowała decyzję, co do dalszych działań - podsumowuje Cebula.

ran/pm

Zdarzenie na Ochocie
Ariel Szczotok