W wypadku zginęła trójka dzieci, śledztwo się przedłuża

Warszawa

Na łuku w Mszczonowie jest przerywana liniaMateusz Szmelter / tvnwarszawa.pl
wideo 2/5

Przedłuża się śledztwo w sprawie dramatycznego wypadku pod Mszczonowem, w którym zginęła trójka rodzeństwa. Prokuratura chce się dowiedzieć, czy gdyby dzieci nie jechały w fabrycznych siedziskach jednego z aut, to miałyby szanse na przeżycie.

Prokurator prowadzący tę sprawę, chce powołać biegłych po konsultacjach z prokuraturą krajową i okręgową w Płocku (nadzorują śledztwo). Jednak jak dowiedzieliśmy się, jest niewielu biegłych, którzy mogliby podjąć się takiej ekspertyzy.

Niewykluczone, że konieczne będzie też przeprowadzenie eksperymentu. Takie działania mogą potrwać nawet rok.

Powołani eksperci mieliby sprawdzić czy dzieci, które jechały w volvo, poniosłyby śmierć, gdyby podróżowały w specjalnych fotelikach. W momencie wypadku rodzeństwo jechało na fabrycznie montowanych siedziskach, wysuwanych z kanapy. Są to jednak siedziska przystosowane do przewozu dzieci. Mają homologacje i są zgodne ze standardami bezpieczeństwa.

Wyprzedzała na łuku

Wypadek na łuku obwodnicy Mszczonowa wydarzył się 1 października około godziny 21. Wiadomo już, że ford i volvo zderzyły się w momencie, kiedy to pierwsze auto rozpoczęło wyprzedzanie.

Około kilometra od węzła, który łączy krajową "50" z drogą numer osiem, kierująca fordem na łuku zaczęła wyprzedzać ciężarówkę. Kiedy jej samochód znalazł się na drugiej stronie jezdni doszło do czołowego zderzenia z volvo. Uderzenie było tak silne, że wyprzedzający samochód obrócił się o 180 stopni.

W wyniku licznych ekspertyz i ustaleń, w lutym prokuratura zdecydowała o postawieniu zarzutów kierującej fordem, która miała nie zachować ostrożności podczas manewru wyprzedzania. Po zebraniu wymaganych opinii, wydawało się, że prokuratura zakończy śledztwo i wniesie akt oskarżenia. W marcu okazało się jednak, że powołani zostaną dodatkowi biegli.

Dzieci zginęły na miejscu

Samochodami osobowymi, które brały udział w wypadku, podróżowały dwie rodziny z dziećmi, w sumie 10 osób. Obie z nich mieszkały w okolicy - prawdopodobnie się znały.

Troje dzieci z volvo zginęło na miejscu. Inni poszkodowani, którzy podróżowali samochodami, byli ciężko ranni. Dzieci z volvo, w przeciwieństwie do tych z forda, podróżowały w specjalnie przystosowanych siedziskach.

Prokuratura ustaliła jednak, że spełniały one wszystkie standardy bezpieczeństwa i miały homologację. W trakcie śledztwa zasięgano informacji od przedstawicieli koncernu Volvo. Prokuratura nie chce jednak zdradzać szczegółów w jakim zakresie specjaliści pomagali w śledztwie.

"Niebezpieczny łuk"

Mieszkańcy okolicy w rozmowie z tvnwarszawa.pl podkreślali, że droga na której doszło do wypadku jest bardzo niebezpieczna. Droga krajowa nr 50, nazywana jest nieformalnie obwodnicą Warszawy dla tirów. Zawsze panuje tutaj spory ruch, a z trasy korzysta bardzo wielu kierowców ciężarówek.

Po tragicznym wypadku zarządca drogi, Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, przeprowadził audyt. Służby stwierdziły, że to przejazd jest bezpieczny. Mimo tego w GDDKiA zdecydowano, że w miejscu, w którym doszło do wypadku, pojawi się zakaz wyprzedzania i ograniczenie prędkości.

Prokuratura ustaliła, że w momencie wypadku samochody poruszały się z dopuszczalną prędkością.

Mateusz Dolak (m.dolak@tvn.pl)